czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 10








“Pamiętaj, że nie mam najmniejszego zamiaru pozwolić ci odejść. Mniejsza o to, czy będzie chciał nas rozdzielić inny mężczyzna, twój ojciec, czy piekielne moce. Nie odpuszczę. Nigdy nie usłyszysz ode mnie słowa żegnaj.”
                                                                               Becca Fitzpatrick "Finale"





Brian siedział w swoim pokoju. Nie wychodził z niego od rana, chcąc w ten sposób uniknąć konfrontacji z przyjaciółmi. Miał zamiar wyjść dopiero, gdy jego przyjaciele wyjdą z domu. Usiadł na łóżku i uruchomił swojego laptopa, stojącego na stoliku nocnym. Miał zamiar porozmawiać w agentem Bilkinsem. Zalogował się do systemu. Niemal natychmiast na ekranie pojawiło się połączenie z siedzibą FBI. O’conner zaakceptował je i na ekranie pojawiła się twarz agenta.
– Czyżbyś mnie ostatnio unikał, O’conner? – zaczął bez ogródek Bilkins. To prawda Brian starał się przełożyć w czasie rozmowę, dlatego nie odbierał telefonu ani nie korzystał z laptopa.
– Skądże znowu – zaprzeczył. – Po prostu nie lubię pracować pod naciskiem i potrzebowałem spokoju – wyjaśnił, mając nadzieję, że jego wymówka przejdzie.
Agent spojrzał na O’connera podejrzliwie. Zbyt długo pracuje w FBI, żeby uwierzyć w tę bzdurę, jednak nie drążył tematu.
– W takim razie podziel się efektami swojej pracy.
– Ona nie ma nic wspólnego z interesami ojca – oznajmił blondyn. – Spędzam z nią dużo czasu, przejrzałem kilka razy jej rzeczy, gdy byłem u niej z domu i nic nie wskazuje na to, że ma coś wspólnego ze swoim ojcem. Ponadto dużo z nią rozmawiałem i przyznała, że uciekła sprzed ołtarza i teraz ukrywa się przed ojcem.
– W takim razie jak wytłumaczysz to, że znaleźliśmy dowody, które ją obciążają? – zapytał Bilkins, po wysłuchaniu O’connera.
Briana zamurowało. Jakim cudem mogli znaleźć dowody przeciwko niej?! Przecież to było niemożliwe! Był pewien, że Lora jest niewinna. O’conner pokręcił niedowierzająco głową.
– Nie, Lora jest niewinna.
– Lora? – Bilkins uniósł zdziwiony brwi. - Widzę, że wasze relacje stały się bardzo bliskie, skoro nazywasz ją zdrobniale. Widzę, że jednak nie wyciągnąłeś wniosków z przeszłości.
Brian zdenerwował się słysząc insynuacje Bilkinsa.
– Spędziłem z nią sporo czasu, więc trudno żebyśmy się nie zaprzyjaźnili – odpowiedział chłodnym tonem. – I wiem, że jest niewinna, więc dajcie jej spokój.
– W każdym razie odsuwam cię od sprawy. Od dzisiaj nie masz się z nią widywać. Wysyłam ekipę i aresztujemy ją. Nawet jeśli jest niewinna, to gdy ją przyciśniemy wyzna grzeszki ojca – oznajmił Bilkis. – To decyzja ostateczna i nieodwołalna. – dodał, po czym zakończył rozmowę.
Brian zamknął laptopa, po czym opuścił głowę, chowając twarz w dłoniach. Wszystko się spieprzyło! Cholerny wyjazd na Bahamy. Przypomniał sobie słowa, które kiedyś powiedział mu Roman: „Te baby cię kiedyś wykończą, Brian!” Miał rację. Nie pierwszy raz w jego życie zamęt wprowadziła kobieta. Mia, Veronica, a teraz Barcelona. Lecz tym razem było jakoś inaczej. Czuł się odpowiedzialny za Lorę. Wie, że wystarczająco skrzywdzi ją, gdy powie jej prawdę, dlatego nie może pozwolić, by skrzywdzono ją jeszcze bardziej, aresztując ją.
Brian wstał i poszedł w stronę drzwi. W dołu nie dobiegały już żadne dźwięki, więc stwierdził, że może bezpiecznie wyjść z pokoju, nie natykając się na nikogo. Zszedł na dół przechodząc koło salonu usłyszał głos Dominica:
– W końcu się pokazałeś…
Brian wszedł do pokoju i stanął naprzeciw Doma, siedzącego w fotelu. Poczuł się jak jakiś małolat, stojący przed ojcem i czekający na skarcenie.

– Musimy pogadać – powiedział Dom, po czym wstał z miejsca i ruszył w stronę ogrodu. Brian podążył za nim i po chwili usiedli w altance. Toretto podszedł do barku i wyciągnął z niego dwie Corony, po czym jedną z butelek podał O’connerowi. Blondyn chwycił piwo i upił kilka dużych łyków, czekając na to, co chce mu powiedzieć Dominic.
– Nie mam zamiaru mówić ci, że jesteś idiotą, bo tego nasłuchasz się jeszcze od Mii i reszty - zaczął. – Nie mam tez zamiaru prawić ci morałów. Chcę tylko powiedzieć, że nie jesteśmy tylko grupą przyjaciół, ale rodziną, a rodzina jest najważniejszą rzeczą na świecie. Lora zespoliła się z naszą rodziną i musisz być świadomy, że konsekwencje twojego postępowania będą dużo poważniejsze.
Brian siedział z wzrokiem wbitym w butelkę z piwem. Dominic miał rację. Gdyby przyjechał na Bahamy sam byłoby prościej. A teraz Lora zaprzyjaźniła się nie tylko z nim, ale i w Mią, Letty, Tejem, Romem, a nawet tym idiotą Jakiem. A teraz wszystko zniszczy…
– Wiem… – westchnął cicho Brian. – Chcą ją aresztować – dodał po chwili ciszy, podnosząc wzrok na Dominica. Miał nadzieję, że przyjaciel pomoże mu w rozwiązaniu tej całej sytuacji.
– I co zamierzasz? – zapytał Toretto.
– Nie wiem, wiem tylko, że nie pozwolę aresztować kobiety, którą kocham – zapewnił z zawziętością w głosie O’conner.
– Kochasz? – Na twarzy Toretto pojawił się wymowny uśmiech.
Brian spojrzał na przyjaciela zdumiony, bo właśnie dotarło do niego co powiedział. Kochał ją. Kochał Lorę. O’conner roześmiał się. Prawda uderzyła go jak grom z jasnego nieba. To, co czuł do Lory nie było jakimś zwykłym zauroczeniem. Nie chciał chronić jej z poczucia winy czy obowiązku, chciał ją uchronić, bo pragnął jej dobra. To co czuł do Lory było nie do opisania. Już wtedy, gdy zobaczył ją po raz pierwszy coś się zmieniło. Uwielbiał jej obecność, a spotkań z nią wcale nie traktował jako obowiązek służbowy, bo pragnął ich sam z siebie. Praca była tylko wymówką, nie chciał po prostu dopuścić do siebie myśli, że się zakochał. To nie był wakacyjny romans, to była miłość.

Lora siedziała w ogródku, czekając na Jessicę, która stroiła się z łazience już od pół godziny. Miały iść na zakupy, na które Lora cudem się zgodziła, bo nie miała zbyt wielkiej ochoty na przebieżkę po sklepach. Lora niecierpliwie tupała noga pod stołem, czytając jakieś czasopismo o modzie, które przywlekła ze sobą Jessica. Jej zajęcie przerwał telefon. Spojrzała na ekran nieco zaskoczona, ponieważ okazało się, że to Dominic. Brunetka odebrała telefon:
– Halo?
– Cześć Lora – powiedział na przywitanie Toretto. – Chciałbym zaprosić ciebie i Jessicę na kolację.
– Kolację? – Brunetka była nieco zdezorientowana. – Jakaś specjalna okazja?
– Nie – zaprzeczył. – Chcę żebyśmy spotkali się całą rodziną.
– Rodziną… – Lora powtórzyła cicho słowa Dominica. Poczuła niesamowitą radość. Nazwał ją rodziną.
– Rodziną. – W głosie Dominica można było wyczuć rozbawienie. Wiedział, że Lora jest zaskoczona jego stwierdzeniem.
– W takim razie nie możemy odmówić – powiedziała wesoło Lora.
Dominic podał brunetce godzinę, po czym pożegnał się. Lora wstała z krzesła i poszła do salonu. Z łazienki wyszła właśnie Jessica i rozpoczęła poszukiwania wygodnych, odpowiednich na zakupy butów.
– Jesteśmy zaproszone na kolację – oznajmiła z uśmiechem Barcelona.
Reakcja Jessici była jak zwykle entuzjastyczna. Dziewczyna pisnęła głośno i podskakując lekko klasnęła w dłonie.
– Super! Musimy kupić jakieś sukienki. Wiesz… żebyś ładnie wyglądała dla Briana – powiedziała ciągnąc Lorę w stronę wyjścia i puszczając jej przy tym oczko. Brunetka pokręciła z dezaprobatą głową, chwytając w biegu swoją torebkę.

Lora i Jessica wyszły z kolejnego sklepu. Każda z nich trzymała w rękach po kilka toreb z zakupami, co wskazywało na to, że ich buszowanie po sklepach było owocne. Jessica zachwycała się nad butami, które zakupiła, gdy ktoś chwycił ją w pasie i uniósł do góry. Dziewczyna pisnęła i odwróciła się, gdy tylko jej stopy z powrotem dotykały ziemi. Zobaczyła, stojącego za nią, Jake’a, który uśmiechał się niczym głupek. Chłopak przywitał się z Lorą, która stała obok i przyglądała się scenie, po czym chwycił blondynkę w pasie i szepnął jej na ucho:
– Widzimy się dzisiaj. – To nie było pytanie tylko stwierdzenie, co okropnie zdenerwowało Jessicę. Co za pewny siebie dupek. Jess odepchnęła od siebie chłopaka i zaczęła iść w stronę domu. Chciała dogonić przyjaciółkę, która poszła sama, nie chcąc przeszkadzać jej i Jakeowi.
– Nie wiem, muszę się zastanowić – odpowiedziała, udając obojętność.
Jake roześmiał się pod nosem. Jess próbowała się zgrywać, jednak chłopak wiedział, że marne są jej starania. Skoro powiedział, że się spotkają, to się spotkają. I już. Blondyn podążył za dziewczyną, gdy znalazł się obok niej po raz kolejny szepnął jej na ucho.
– Zerwiemy się szybciej z kolacji – oznajmił, po czym oddalił się od dziewczyny.
Jessica dogoniła Lorę.
– Co chciał Jake? - zapytała natychmiast, widząc nieciekawą minę przyjaciółki.
– Chce się spotkać, ale nie wiem czy mam zamiar widzieć się z tym lowelasem. – Na twarzy blondynki pojawił się grymas niesmaku. Co nie wiadomo z jakiego powodu wywołało śmiech Barcelony.
– Kto się czubi, ten się lubi! – krzyknęła wesoło wprost do ucha blondynki. Ta zgromiła ją tylko wzrokiem masując przy tym ręką skroń.
Lora roześmiana szła dalej, jednak w pewnym momencie uśmiech zniknął z jej twarzy. Po drugiej stronie ulicy zauważyła czarne audi, w którym siedzieli ludzie jej ojca. Poznałaby ich nawet na końcu świata. Znaleźli ją. Do krwi dziewczyny natychmiast wydzieliła się dawka adrenaliny. Jessica zauważyła zmianę nastroju przyjaciółki, chciała zapytać co się stało, jednak Lora pociągnęła ją w stronę wąskiej uliczki. Dziewczyny szybko przemykały przez boczne uliczki i ścieżki spacerowe. Barcelona pędziła oglądając się przy tym co chwilę za siebie, jakby gonił ją sam diabeł.
Gdy dotarły do domu, Lora zatrzasnęła za sobą nerwowo drzwi, zakluczając je na cztery spusty. Oparta się o nie oddychając głęboko. Jessica stała zdezorientowana przyglądając się przyjaciółce.
– Znaleźli mnie – wyjaśniła, gdy jej oddech się nieco unormował. Ruszyła do salonu, gdzie usiadła na fotelu, podciągając kolana pod brodę.
Jessica usiadła przy brunetce. Nosz cholera! Czuła się winna, domyślała się, że znaleźli Lorę przez nią. Zbyt wcześnie przyjechała na Bahamy, trzeba było jeszcze trochę poczekać…
– Tylko spokojnie, nie znajdą ciebie tak od razu, w końcu Nassau nie jest takie małe. – Jess starała się uspokoić i jakoś pocieszyć przyjaciółkę.
– Dzisiaj pójdę na tę kolację, a jutro z samego rana wyjeżdżam – postanowiła Lora, wstając z fotela.
Jessica zrozumiała, że Lora da sobie radę. Chwyciła przyjaciółkę za rękę i ruszyły szykować się do wyjścia.

Po upływie półtorej godziny dziewczyny były gotowe. Lora ubrała kremową sukienkę na ramiączkach i kremowe szpilki. Do tego wybrała pasującą torebkę, a na uszy założyła białe perełki. Jessica ubrała kolorową sukienkę w kwiaty, kremowe szpilki bez palców. Jako, że teraz wyjście z domu na piechotę było zbyt ryzykowne postanowiły zamówić taksówkę, żeby szybko się przemieścić. Gdy dotarły na miejsce drzwi otworzyła im Mia, która miała na sobie kremową, koronkową sukienkę bez ramiączek i białe szpilki. Lora uśmiechnęła się, bo była to sukienka, którą wybrały dla Mii wspólnie podczas jednego z wypadów na miasto. Brunetka zaprosiła dziewczyny do środka i wskazała gestem, by skierowały się do salonu, w którym zebrali się już wszyscy. Letty ubrała różową sukienkę i różowe szpilki, co spotkało się z dezaprobatą Doma, który uważał, że kobieta w ciąży nie powinna nosić szpilek. Zresztą ogólnie Toretto stał się ostatnio trochę nadopiekuńczy wobec Leticii. Jednak brunetka wiedziała jak udobruchać swojego mężczyznę i już po kilku całusach Dominic nie kazał przebierać ukochanej butów.
Gdy dziewczyny znalazły się w salonie, Brian, który toczył rozmowę z chłopakami, zamilkł i skierował swój pełen zachwytu wzrok na Lorę. Dziewczyna spojrzała na niego niewinnie. Wyglądał niezwykle seksownie. Biała, dopasowana koszula podkreślała jego umięśnioną sylwetkę. Cóż, każdy facet w odpowiednim garniturze wyglądał świetnie, ale Brian to była już przesada.
Blondyn chciał podejść do Barcelony by się z nią przywitać, jednak wyprzedził do Roman, który rzucił się na nią w uściskiem, co wywołało śmiech dziewczyny. Brian zrobił niezadowoloną minę. Był zazdrosny. Wiedział, że przyjaciel przytula brunetkę jedynie po przyjacielsku, mimo to czuł dziwny uścisk na ten widok. Natychmiast podszedł do nich i chrząknął znacząco. Gdy Roman oderwał się od Lory, Brian chwycił ją w ramiona i pocałował delikatnie w usta, co spotkało się z dezaprobatą przyjaciela.
Po chwili wszyscy zasiedli do stołu. Dominic i Letty, niczym gospodarze, usiedli u szczytu stołu, na przeciwległych jego krańcach. Po jednej stronie usiedli Brian, Lora, Jake i Jessica, zaś po drugiej Roman, Mia i Tej. Dziewczyna specjalnie usiadła między nimi dwoma, by chociaż trochę ograniczyć ich głupkowate dyskusje i kłótnie.Skończyło się to na tym, że była molestowana przez Romana, który uznał za świetną zabawę podszczypywanie jej.
Przy stole panowała jak zwykle radosna atmosfera. Roman i Tej jak zwykle rozśmieszali towarzystwo swoimi tekstami. Brian co chwila spoglądał na Lorę z uśmiechem. Napawał się jej widokiem, tym jaka jest szczęśliwa. Wiedział, że niedługo wszystko się zmieni, bo jeszcze dzisiaj wyzna jej prawdę…
Dzisiejszego dnia, po rozmowie z Dominicem, Brian rozmawiał jeszcze z Romanem i Tejem. Właściwie rozmowa to niewłaściwe słowo. Była to jedna wielka przemowa jego przyjaciół, w której został wyzwany, potem pocieszony, a na koniec Roman zagroził, że odbije Brianowi Lorę, jeśli ten nie naprawi swojej winy. Mimo, że tyrada czarnoskórych była niemal komiczna, O’conner wziął ją sobie do serca.
Pierwsi z kolacji ulotnili się Jessica i Jake. Potem przyszedł czas na Briana i Lorę. Zanim O’conner wyszedł z dziewczyną, spojrzał na Dominica, który skinął mu porozumiewawczo głową. Ruszyli w stronę domu Lory. Dziewczyna mocno wtuliła się w ramię O’connera. Z jednej strony spodobało się to O’connerowi, ale z drugiej zaniepokoił się. Instynkt policjanta podpowiadał mu, że coś jest nie tak, że Lora się czegoś obawia.
– Coś się stało? – zapytał, przyglądając się uważnie dziewczynie.
Lora wyczuła ten wzrok i wiedziała, że udawanie, że wszystko w porządku nie ma najmniejszego sensu.
– Ludzie mojego ojca są na wyspie – powiedziała.
Brian zaklął cicho. Jeszcze ich tu brakowało. Mogli popsuć cały plan.
– Chodź. – O’conner pociągnął dziewczynę za rękę. Przyspieszyli kroku, by jak najszybciej znaleźć się u Lory.
Gdy tylko zatrzasnęli za sobą drzwi, Brian spojrzał na Lorę zbolałym wzrokiem. Był czymś wyraźnie zgryziony. Brunetka była zaniepokojona.
– Nie tylko twój ojciec ciebie szuka – odezwał się.
– Co? – Lora zmarszczyła brwi, zastanawiając się o czym on mówi.
– Jestem agentem FBI – powiedział starając się by jego głos zabrzmiał spokojnie. Mimo to w jego głosie dało się wyczuć nerwowość. Chłopak bał się cholernie tego co teraz będzie.
W oczach Lory pojawiły się łzy. Cofnęła się parę kroków w tył. Patrzyła na niego z bólem, powstrzymując płacz. Oparła się o ścianę, odwracając głowę w drugą stronę. Zakryła usta dłonią, zupełnie jakby miała ona powtrzymać łkanie. Właśnie poznała, jak to jest mieć złamane serce. Bolało, bolało jak cholera. Nie mogła złapać oddechu. Miała wrażenie, że zaraz się udusi. Brian podszedł do niej. Położył ręce na jej ramionach.
– Lora… – szepnął cicho. Jednak nie doczekał żadnej reakcji. Dziewczyna cały czas patrzyła z bok, nie podnosząc na niego wzroku. Położył delikatnie dłoń na jej policzku, tym samym zmuszając ją żeby na niego spojrzała. – Nie pozwolę im cię skrzywdzić, ani FBI ani twój ojciec ciebie nie dostanie. Ty jesteś jedyna na świecie.
Ty jesteś jedyna na świecie odbiło się jak echo w głowie dziewczyny.

Brian kazał się dziewczynie spakować. Lora błyskawicznie znalazła się w sypialni i zaczęła pakować wygodne ubrania. Teraz, gdy była sama, z jej oczu zaczęły kapać łzy. Jak on mógł zrobić jej coś takiego. Wszyscy pewnie wiedzieli, że jest celem Briana. Pozwolili, żeby się z nimi zaprzyjaźniła, robili z niej idiotkę. A ona im ufała! Ze złością wcisnęła do torby kolejną parę szortów. Nie wiedziała, co zamierza Brian. Powinna teraz wyrzucić jego ze swojego domu i życia, a samej uciec gdzie pieprz rośnie. Jednak nie mogła, nie potrafiła i chyba nawet nie chciała. Czuła się zraniona, ale nie mogła opuścić Briana, bo wizja życia bez niego była dużo gorsza…
Na koniec ściągnęła sukienkę, którą miała na sobie i przebrała się w wygodne ciuchy. Poszła jeszcze do łazienki by zmoczyć twarz zimną wodą. Chciała ukryć w ten sposób ślady łez. Wyszła z sypialni i weszła do salonu, gdzie czekał na nią Brian.
– Masz wszystko? – zapytał.
Dziewczyna wzruszyła tylko obojętnie ramionami. O’conner chwycił jej torbę i skierowali swoje kroki w stronę garażu Lory.
Przygotował się już wcześniej z pomocą chłopaków. Gdy Lora z Jessicą były na zakupach. Pożyczył bez pozwolenia samochód Barcelony, zatankował go do pełna, a do bagażnika schował spakowaną wcześniej torbę ze swoimi ciuchami. Jake, wykorzystując swoje znajomości, załatwił prom o północy, który miał zabrać Briana i Lorę z Bahamów. Plan był taki: Brian zabiera Lorę i ukrywają się, a Dominic i reszta postarają się zdobyć dowody, które oczyszczą Barcelonę. Może i nie był to plan doskonały, ale to jedyna sensowna rzecz, jaka przychodziła im aktualnie do głowy.
Brian wrzucił torbę Lory do bagażnika. Otworzył drzwi i kazał Lorze zająć miejsce pasażera. Odpalił silnik i sprawnie wyjechał z garażu. Ruszył w stronę przystani, z której mieli odpłynąć. Wcześniej postanowił, że dla bezpieczeństwa wypłyną z małego portu, który jest oddalony od Nassau.
Lora siedziała cicho wbijając swój wzrok w przewijający się krajobraz za szybą. Brian spoglądał na nią, jednak nie miał odwagi się odezwać. Wiedział, że spieprzył sprawę, ale obiecał sobie, że zrobi wszystko, żeby to naprawić. Kochał Lorę i nie mógł pozwolić jej ot tak odejść. Nie mógł jej wyznać swojej miłości, przynajmniej na razie, bo dziewczyna uznałaby to za kolejne jego kłamstwo.
Gdy znaleźli się na miejscu Brian przywitał się z kapitanem i zaparkował auto na pokładzie. Jake sporo przesadził nazywając ten mały stateczek promem, jednak musiało im to wystarczyć. Przykrył Golfa plandeką. Rozejrzał się, szukając wzrokiem Barcelony. Siedziała przy rufie z nogami podciągniętymi pod brodę i patrzała na morze. Nie odezwała się od niego ani słowem, odkąd wyjechali z Nassau. Brian podszedł bliżej i usiadł niedaleko niej. Panowała między nimi cisza, jednak po chwili Lora zapytała:
– Dlaczego chcą mnie aresztować? Przecież nie zrobiłam nic złego.
– Twój ojciec wrobił cię w nielegalne interesy swojej firmy – odpowiedział. Lora jednak pokręciła przecząco głową. Nie uwierzyła mu. Zresztą kto by uwierzył facetowi, który twierdzi, że twój własny ojciec chce cię udupić.
– Pójdę się położyć – oznajmiła wstając i kierując się w stronę kajuty.
Brian odprowadził dziewczynę wzrokiem. Trzymała go na dystans, traktowała jak obcego człowieka. Zresztą wcale się jej nie dziwił. Wstał i oparł się o barierkę. Opuścił głowę i wziął kilka głębokich oddechów. Wiedział, że teraz wszystko zależy od niego...

*****


No i jest! W tempie ekspresowym, nowy, nieśmigany...  rozdział! :)  A teraz tańczymy! xd
Sprężyłam zadek i napisałam go w jedynie TRZY dni.  I jest w końcu jakieś rozwinięcie akcji. Oczywiście jak zwykle nie wyszło całkiem tak jak chciałam, ale myślę, że nie jest źle. Chciałam dodać jakieś sceny akcji, ale stwierdziłam, że to może się kłócić z takimi emocjonalnymi scenami.  Swoją drogą nie jestem najlepsza w pisywaniu uczuć... :/

W sumie to jeszcze nie wiem jak to dalej potoczyć tę historię. W sensie mam już pewien zarys jak to zakończyć, ale nie wiem co w środku... Jeszcze będę musiała coś wymyślić. ;)

Wstawiam jeszcze gifa pana O'connera (to już taka tradycja xd)
I jest spoko! :)


 Jeszcze tak dodam na marginesie: Jeśli chodzi o cytat, to w oryginale było "twoja matka", ale pozwoliłam zamienić to na "twój ojciec", bo bardziej to pasuje do treści opowiadania. ;)



 Podoba mi się ta piosenka.

Pozdrawiam! :)




14 komentarzy:

  1. Swietny rozdzial! Bardzo mi sie podba z reszta jak zawsze ;) Jedna tylko drobna uwaga: Letty w sukience i szpilkach? Takie troche dziwne ale to tylko taki maly szczegol<3 czekam na next i weny zycze:* Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! ;* Ja się cieszę, że się podoba. :)
      Heh.. wiem, że sukienki, to trochę nie w stylu do Letty, ale właśnie chciałam trochę złamać jej wizerunek. W końcu będzie miała dziecko, trzeba będzie być odpowiedzialnym i ogólnie, xdd

      Pozdrawiam! ;D

      Usuń
  2. Najlepszy do tej pory rozdział! Nie spodziewałam sie takiego zawrotu akcji!
    Boże.... niech Lora jemu wybaczy... albo niech będzie jakaś akcja z ludzmi jej ojca! Tak więc SUPER!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... tego, że to mój najlepszy rozdział, to się nie spodziewałam. ;) Dziękuje za miłe słowa! ;* Akcja jeszcze jakaś będzie, obiecuję. :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Kochana ty moja mam takie pytanie troche glupie hah podalas linki do twoich blogow, ktore sa puste. Do czego ci one sluza?hahha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi! xd
      To są, moja droga, linki do opowiadań, które mam w zamyśle, ale jeszcze nie wiem kiedy z nimi wystartuję. ;D
      W sumie nie wiem czemu je wstawiłam już teraz... xdd

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Haha dzieki ale piszesz cos juz na nich?

      Usuń
    3. Bo ogl chodzi mi o to, ze chce zrobić tak jak mi mowilas z tym nowym blogiem. Myslalam czy nie zalozyc tego bloga lecz pisac i nie publikowac do czasu az bede pewna ze dam sobie rade.

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o rozdziały to nie mam na razie ani jednego, na razie układam plany wydarzeń i jak to "ugryźć". Jedyne co mam to trochę "luźnych myśli/fragmentów" zapisanych w Wordzie. Wgl jeśli chodzi o pisanie, to wszystko piszę w wordzie, a dopiero potem wklejam na bloga (w ten sposób mierze długość rozdziału).

      Ogólnie to dobra opcja założyć już bloga i pisać tam kopie robocze (przynajmniej będziesz miała zarezerwowany adres bloga i nikt ci go w międzyczasie nie "podkradnie", w sumie to chyba dlatego mam już założone swoje blogi xd)
      Grunt to wszystko dobrze zaplanować, a wszystko pójdzie jak z płatka. ;) Myślę, że spokojnie dasz radę! ;D

      Usuń
  4. Rozdział świetny! i dziękuję za poinformowanie :*
    Biedna Lora :(
    Smutno mi się zrobiło jak Brian wyznał jej kim tak naprawdę jest.. jeszcze w dodatku szukają jej ludzie ojca...
    czekam z niecierpliwością na następny rozdział!

    PS: Ja też dodałam już drugiego bloga haha chociaż nic tam na nim nie m xD

    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* i nie ma za co ;)
      Biedna, biedna... ale trzeba trochę pocierpieć, żeby w końcu było dobrze. ;D

      Haha, trzeba rezerwować adresy, bo później się skończą! xd

      Podrawiam! :)

      Usuń
  5. Nominowałam cię do liebster awards:D http://jedzalbogin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, za takie opóźnienie w komentowaniu, ale ostatnio dużo się działo i nie dałam rady.
    Rozdziały świetne i faktycznie w ekspresowym tempie ;D.
    Tak sobie czytając stwierdziłam, że O’conner to taki sam dupek jak jego brat. Chociaż da się zauważyć, że zależy mu na Barcelonie.
    Co jeszcze?
    Chciałabym, aby to opowiadanie trwało i trwało i nigdy się nie kończyło.
    Pozdrawiam,
    Pani Ciemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać! Ważne, że znalazłaś chwilkę czasu by przeczytać i skomentować moje wypociny. ;) Bardzo mnie to cieszy.
      Dziękuję z miłe słowa. :) Poważnie? O'conner taki sam dupek jak Jake? W takim razie będę musiała się postarać, żeby oczyścić jego dobre imię. ;D
      W sumie, to lubię pisać to opowiadanie, więc może jak skończę część pierwszą, pomyślę o napisaniu Burza po ciszy part II??

      Pozdrawiam!
      :)

      Usuń