“Kochaj tę dziewczynę, kretynie, kochaj ją,Lolita Pille
bo być może ona nauczy cię kochać życie”
Lora poczuła lekkie szturchanie w ramię. Próbowała je zignorować jednak stawało się ono coraz bardziej uporczywe. Otworzyła powoli oczy i zobaczyła Briana, który klęczał przy jej łóżku próbując ją obudzić.
– Wstawaj, musimy jechać – szepnął, po czym opuścił kajutę, dając dziewczynie czas na poranną toaletę.
Brunetka niechętnie zwlekła się z łóżka. Była przyzwyczajona do wczesnego wstawania, jednak dziś czuła się jak z krzyża zdjęta. Nic dziwnego skoro pół nocy przepłakała, a potem nie mogła zasnąć. Idąc do toalety zerknęła na zegarek, który wskazywał kilka minut po ósmej rano. Stanęła przed lustrem i spojrzała na swoje odbicie, po czym opłukała twarz zimną wodą. Miała nadzieję, że to pomoże jej podpuchniętym oczom. Gdy doszła do ładu wyszła na pokład, gdzie Brian szykował samochód do dalszej jazdy. Lora wsiadła do samochodu, zaś po chwili dołączył do niej O’conner. Widział rozżalenie malujące się na jej twarzy i bolało go to, że nie może nic z tym zrobić.
– Wszystko w porządku? – zapytał. To jedyne co mógł zrobić.
– Nie Brian, nic nie jest w porządku. – Odwróciła głowę w jego stronę i odpowiedziała z nutą pretensji w głosie.
Blondyn westchnął, karcąc się w myślach. No tak, jego pytanie było w takiej sytuacji co najmniej nie na miejscu. Czego się spodziewał? Że odpowie mu, że jest wspaniale, że nic się nie stało? Złudne nadzieje…
O'conner wyjechał na ruchliwą ulicę Miami. Po kilkunastu minutach dojechali do osiedla. Zatrzymali się na podjeździe jednego z domów. O’conner wysiadł z samochodu i wskazał brunetce gestem, by szła za nim. Lora weszła do domu obserwując uważnie Briana.
– Witaj, w moich skromnych progach - powiedział, po czym wszedł na piętro.
Barcelona rozejrzała się dookoła siebie. Zaraz przy wejściu, po prawej stronie znajdował się salon. Nic nadzwyczajnego, wszystko było uporządkowane i poukładane. Widać było tutaj kobiecą rękę, co zaniepokoiło Lorę. Czyżby Brian miał dziewczynę? - przemknęło jej przez myśl. Pokręciła głową, próbując odsunąć od siebie te myśli. Ruszyła na piętro, gdzie kilka minut wcześniej zniknął O’conner. Znalazła go w sypialni. Otwierał właśnie metalową skrzynkę zamykaną na szyfr, w której leżały broń i odznaka FBI. Na widok pistoletu Lorę przebiegł niemiły dreszcz. O’conner schował go z tyłu za paskiem od spodni, a odznakę schował do kieszeni. Wziął jeszcze trochę pieniędzy i gaz pieprzowy. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. Brian ogarnął wzrokiem pomieszczenie, by sprawdzić czy zabrał wszystko. Po chwili wahania chwycił jeszcze kajdanki… Obrócił się i zobaczył Lorę. Stał chwilę patrząc na nią, jednak brunetka przerwała ciszę.
– To twoje? – zapytała wskazując na damskie majtki leżące przy łóżku.
Brian pokręcił przecząco głową. Ale wtopa... I kolejny minus u Lory zaliczony. Zostawiła je pewnie dziewczyna, z którą przespał się przed wyjazdem na Bahamy.
– Nie – odpowiedział krótko.
– Twojej dziewczyny? – ciągnęła dalej Lora. Ruszyła za Brianem, który chwycił zapakowany plecak i skierował się w stronę wyjścia.
– Nie mam dziewczyny – odpowiedział po raz kolejny.
– Czyli twoje – stwierdziła wsiadając do samochodu.
Brian pokręcił głową śmiejąc się. Odnosił wrażenie, że Lora jest zazdrosna, co bardzo mu się podobało, mimo że nie powinno. Gdy włożył plecak do bagażnika zajął miejsce na fotelu kierowcy. Kątem oka spostrzegł, że Lora siedzi z założonymi rękami.
Czyli na zgodę nie mam co liczyć - pomyślał, odpalając silnik.
– Witaj, w moich skromnych progach - powiedział, po czym wszedł na piętro.
Barcelona rozejrzała się dookoła siebie. Zaraz przy wejściu, po prawej stronie znajdował się salon. Nic nadzwyczajnego, wszystko było uporządkowane i poukładane. Widać było tutaj kobiecą rękę, co zaniepokoiło Lorę. Czyżby Brian miał dziewczynę? - przemknęło jej przez myśl. Pokręciła głową, próbując odsunąć od siebie te myśli. Ruszyła na piętro, gdzie kilka minut wcześniej zniknął O’conner. Znalazła go w sypialni. Otwierał właśnie metalową skrzynkę zamykaną na szyfr, w której leżały broń i odznaka FBI. Na widok pistoletu Lorę przebiegł niemiły dreszcz. O’conner schował go z tyłu za paskiem od spodni, a odznakę schował do kieszeni. Wziął jeszcze trochę pieniędzy i gaz pieprzowy. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. Brian ogarnął wzrokiem pomieszczenie, by sprawdzić czy zabrał wszystko. Po chwili wahania chwycił jeszcze kajdanki… Obrócił się i zobaczył Lorę. Stał chwilę patrząc na nią, jednak brunetka przerwała ciszę.
– To twoje? – zapytała wskazując na damskie majtki leżące przy łóżku.
Brian pokręcił przecząco głową. Ale wtopa... I kolejny minus u Lory zaliczony. Zostawiła je pewnie dziewczyna, z którą przespał się przed wyjazdem na Bahamy.
– Nie – odpowiedział krótko.
– Twojej dziewczyny? – ciągnęła dalej Lora. Ruszyła za Brianem, który chwycił zapakowany plecak i skierował się w stronę wyjścia.
– Nie mam dziewczyny – odpowiedział po raz kolejny.
– Czyli twoje – stwierdziła wsiadając do samochodu.
Brian pokręcił głową śmiejąc się. Odnosił wrażenie, że Lora jest zazdrosna, co bardzo mu się podobało, mimo że nie powinno. Gdy włożył plecak do bagażnika zajął miejsce na fotelu kierowcy. Kątem oka spostrzegł, że Lora siedzi z założonymi rękami.
Czyli na zgodę nie mam co liczyć - pomyślał, odpalając silnik.
Brian jechał autostradą międzystanową I-95 w kierunku Jacksonville. Lora siedziała na miejscu pasażera, patrząc tępo na drogę. I znowu biła od niej niechęć i oschłość do jego osoby. Wolałby dostać od niej tysiąc razy w twarz niż musieć to znosić. Bo obojętność boli wiele bardziej…
– Możemy się zatrzymać? – zapytała Lora, wybijając Briana z jego rozmyślań. – Jestem głodna.
W odpowiedzi skinął twierdząco głową i zatrzymał się na stacji benzynowej. Właśnie mu się przypomniało, że wyruszyli tak szybko, że nawet nie zdążyli zjeść śniadania. Usiedli przy stoliku w mini kawiarence, znajdującej się przy stacji i zamówili kawę, hot doga i frytki. Gdy przyniesiono ich zamówienie, Brian spojrzał na jedzenie. Może i niezbyt wykwintnie, ale teraz nie mogli pozwolić sobie na wybrzydzanie. Oboje natychmiast zaczęli konsumować zamówione jedzenie.
– Dokąd jedziemy? – zapytała Lora, maczając kolejną frytkę w keczupie.
– Nie wiem – odpowiedział, patrząc zamyślony w okno. Powiedział prawdę. Nie miał zielonego pojęcia dokąd mogliby pojechać, gdzie mogliby się ukryć. Jak na razie jechał przed siebie, byle tylko znaleźć się jak najdalej od niebezpieczeństwa.
– Mój ojciec ma siedzibę firmy w Los Angeles – oznajmiła. – Może tam znajdziemy coś co mogłoby mi pomóc. – Podniosła głowę i spojrzała pytająco na O’connera.
– Jesteś pewna, że chcesz się w to mieszać? – zapytał. Na jego twarzy malowała się troska i zmartwienie.
– Mieszać? – prychnęła. – Sądzę, że już jestem w to zamieszana i to w całkiem dużym stopniu.
– Nie o to mi chodziło – starał się wytłumaczyć. – Jesteś pewna, że chcesz ryzykować spotkanie z ojcem albo FBI. Nie chcę, żebyś narażała się na jakieś niebezpieczeństwo.
– Przecież obiecałeś, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić – przypomniała Brianowi z nutą zawodu w głosie. – Poza tym największe niebezpieczeństwo jakie mnie spotkało to ty – dodała patrząc mu prosto w oczy.
Zabolało.
Lora podniosła się od stolika i skierowała się w stronę toalety.
Brian odprowadził ją wzrokiem. Udowodni jej, że się myli. Pokaże, że nie rzuca słów na wiatr, że naprawdę jest jej warty. Pokaże jej jak bardzo mu na niej zależy, choćby od tego miało zależeć jego życie…
Jessica wyszła z baru pani Marii. Rano, gdy wstała, nie zastała w domu Lory. Myślała, że przyjaciółka jest w pracy, jednak okazało się, że tutaj także jej nie ma. Blondynka stwierdziła, że Barcelona pewnie jest u Briana, dlatego skierowała się w stronę domu, gdzie mieszkali ich znajomi. Gdy dotarła na miejsce drzwi otworzyła jej Mia.
– O cześć Jess, wejdź - powiedziała Torreto. Wydawała się być nieco zmieszana, na widok Jessici. Zaprosiła gościa do salonu, gdzie znajdowała się reszta ekipy.
– Wiecie gdzie jest Lora? – Jess stanęła przed Domem, Letty, Tejem i Romem, którzy siedzieli w salonie. Jak na zawołanie wszyscy nagle mieli do zrobienia sprawy i ekspresowo ulotnili się z salonu. Jedyną osobą, która pozostała był Dominic.
– Lepiej usiądź, bo to długa historia – powiedział Toretto wskazując głową na fotel. Blondynka posłusznie usiadła na wskazanym miejscu i zaczęła słuchać Doma, który wyjaśnił jej całą sytuację. Jess była w szoku, nie wiedziała, że O’conner może okłamać się takim kłamcą. Szczerze mówiąc, uważała Briana za w porządku gościa i cieszyła się, że Lora poznała takiego fajnego faceta. Teraz jednak ogarnęła ją złość. Jak on mógł zrobić coś takiego jej przyjaciółce?! Jess wstała z miejsca i skierowała się w stronę holu, zanim jednak opuściła salon odwróciła się w stronę Dominica, który również wstał.
– Przekaż O’connerowi, że jak tylko go spotkam, to złamię mu kark – powiedziała, groźnie unosząc palec wskazujący
Dominic uśmiechnął się, słysząc tę groźbę.
– Nie zrobisz tego – stwierdził. – A wiesz dlaczego?
Blondynka spojrzała na niego pytająco.
– Bo jest jedynym facetem, który zasługuję na twoją przyjaciółkę.
Jess uśmiechnęła się na te słowa i wyszła z pokoju.
Znalazła się w holu, gdzie wpadła wprost na Jake, który czule żegnał się z jakąś rudą lafiryndą. Stanęła w miejscu jak wryta, nie mając możliwości opuszczenia domu, gdyż para blokowała przejście do drzwi.
– Na razie Jake – powiedziała kokieteryjnie rudowłosa, kiedy już oderwała się od blondyna. Chłopak posłał jej zawadiacki uśmiech, po czym dziewczyna wyszła. Jake odwrócił się z błogim uśmiechem na ustach, który zniknął w momencie, w którym zobaczył stojącą za nim Jessicę.
– Cześć – powiedział, jak gdyby nic się przed chwilą nie wydarzyło.
– Cześć – odpowiedziała blondynka. Starała się aby jej głos był brzmiał naturalnie. Udawała, że to co widziała przed chwilą wcale jej nie obchodziło. – Ja... właśnie wychodziłam – dodała, wymijając Jake’a i zatrzaskując za sobą drzwi.
Chciała znaleźć się teraz jak najdalej od niego. To dlatego poprzedniego wieczora zbył ją. Odprowadził ją do domu, po to by wyrwać sobie jakąś rudą małpę na noc. Szła szybkim krokiem w stronę domu. W gardle miała wielką gulę, oddychała głęboko, żeby nie zacząć płakać na środku ulicy. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że ten chłopak jest lowelasem typem „zaliczył, a teraz szukaj wiatru w polu”, że na pewno nie jest jedyną, z którą sypia. Jednak świadomość czegoś, a przekonanie się o tym na własnej skórze, to dwie różne sprawy…
Lora siedziała na miejscu z nogami podciągniętymi pod brodę. Kiwała lekko głową w rytm muzyki lecącej w radiu. Nie wiedziała czemu, ale cały czas myślała o bieliźnie, którą znalazła w domu Briana. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że facet taki jak Brian nie żyje w celibacie i miał w swoim życiu wiele kobiet. Jednak rozsadzało ją od środka na samą myśl, że dotykała go jakaś inna dziewczyna. Może wcale nie jest dla niego wyjątkowa?
– Lora… – zaczął cicho.
– Tak?
– Chciałbym żebyś wiedziała, że odkąd ciebie poznałem nie spałem z żadną kobietą – wyznał, zaciskając ręce na kierownicy.
Lora spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Próbowała ukryć drżenie serca, jakie wywołały w niej słowa O’connera. Po kilku sekundach ciszy Brian zaczął mówić:
– Moja dziewczyna doprawiała mi rogi. Pewnego dnia wróciłem wcześniej do domu i przyłapałem ją z jaki facetem. Byłem zły na cały świat, wszystkie dziewczyny na świece uważałem za zdziry. Od tamtej pory zacząłem brać przykład z Jake’a. Imprezowałem razem z nim i razem w nim wyrywałem dziewczyny, ale to nie jest mój świat. Nie nadaje się do przelotnych romansów. Potem pojechaliśmy na wakacje na Bahamy, a ja dostałem zadanie. Pamiętam jak pierwszy raz ciebie zobaczyłem, już wtedy wiedziałem, że będziesz moim najcięższym zadaniem.
– A twoi przyjaciele ci w nim pomagali? – zapytała.
Brian pokręcił przecząco głową.
– Nie, oni nie mieli pojęcia – powiedział. – Dowiedzieli się o tym dopiero dwa dni temu, dlatego Dominic zorganizował wczoraj tę kolację. Chciał w ten sposób pokazać, że naprawdę jesteś dla nich rodziną. Jedyną osobą, którą możesz za to winić jestem ja.
Lora analizowała słowa Briana. To musiało go cholernie zranić, gdy dowiedział się, że jego dziewczyna go zdradza. Może to nie tłumaczyło do końca jego zachowania, jednak myśl, że Brian nie jest taka samą łajzą jak Jake, nieco uspokoiła Lorę.
Dotarli do Jacksonville. Było już późno. Zatrzymali się na parkingu w centrum miasta. Brian wyglądał jakby czegoś szukał. Obserwował uważnie otoczenie. Lora nie bardzo rozumiała o co mu chodzi. Po chwili policjant ruszył za dwoma sportowymi samochodami, które przejeżdżały ulicą. W końcu dotarli na obrzeża miasta. Roiło się tutaj od kolorowych, sportowych samochodów, między którymi kręcili się młodzi mężczyźni, a także skąpo ubrane kobiety. Brian zaparkował Golfa między dwoma innymi samochodami, zanim wysiedli z samochodu Brian dał Lorze gaz pieprzowy:
– Trzymaj, zawsze noś go przy sobie, gdy mnie nie ma, bo może się przydać, tylko nie używaj go pod wiatr.
Lora chwyciła buteleczkę i schowała ją do kieszeni bluzy, po czym oboje wysiedli z auta.
Po chwili zaczepił ich Latynos opierający się o Hondę S2000
– Ej chyba pomyliłeś imprezy, zjazd zabytków to nie tutaj – krzyknął do O’connera, wywołując śmiech tłumu.
Brian uśmiechnął się pobłażliwie słysząc ten przytyk. Stał wyluzowany, trzymając ręce w kieszeniach.
– Jestem przekonany, że mój zabytek pokonałby twoją Hondę – Wyszczerzył cwaniacko zęby.
Latynos roześmiał się lekceważąco.
– Nie licz na to. Stawiam pięć tysięcy, żeby zobaczyć błysk zawodu na twojej twarzy.
– Stoi. – Brian wyciągnął z kieszeni pieniądze i wręczył je młodemu mężczyźnie, który pełnił rolę arbitra w nielegalnych wyścigach. To samo zrobił przeciwnik.
Po chwili stali ustawieni na linie startu. Brian spojrzał w kierunku Lory, która stała z zboku, wśród tłumu. Gdy ich spojrzenia spotkały się dziewczyna posłała O’connerowi uśmiech i uniosła zaciśnięte kciuki. Blondyn roześmiał się i spojrzał przed siebie. Wygra ten wyścig bez problemu.
Na środek wyszła blondynka ubrana w króciutki top, równie skąpą spódniczkę i wysokie szpilki. Uniosła do góry ręce, po czym szybko opuściła je na znak startu.
Brian ruszył. Wcisnął maksymalnie pedał gazu, puszczając sprzęgło. Silnik zawył, a samochód wystartował do przodu niczym strzała. Szli z Latynosem łeb w łeb. Przeciwnik Briana wychylił się na prowadzenie, jechał slalomem uniemożliwiając O’connerowi wyprzedzenie. Przy jednym z zakrętów blondyn wyminął Hondę po wewnętrznej, tym razem to Golf znajdował się na prowadzeniu. Na ostatniej prostej Brian znowu wcisnął pedał gazu do samej podłogi. Jednak Latynos wyprzedził go, używając podtlenku azotu. O’conner spojrzał z politowaniem na Hondę, po czym również uruchomił nitro, tym samym wyprzedził samochód przeciwnika prze samą metą. Gdy Brian zatrzymał się, podszedł do niego chłopak i wręczył mu wygrane pieniądze. Właściciel Hondy podszedł do niego.
– Dobry z ciebie kierowca, gratuluję – powiedział, kiwając z uznaniem głową. Mężczyźni podali sobie dłonie. Tak właśnie zachowywali się prawdziwi kierowcy biorący udział w wyścigach, okazywali sobie szacunek i respektowali wzajemnie. Mieli swoje niepisane zasady.
Brian podszedł do Lory szczerząc się.
– Gratulacje, mistrzu kierownicy – powiedziała i z nonszalancją wyminęła O’connera wsiadając do samochodu.
Jeszcze tej samej nocy przekroczyli oni granicę Florydy i znaleźli się Georgii, dojechali do miejscowości Folkston Brian postanowił się tutaj zatrzymać, bo był już wykończony całodzienną jazdą. Zatrzymali się w motelu Relax Inn. Pokój wyglądał czysto i schludnie. Jedynym mankamentem tego pokoju było tylko jedno łóżko. Lora natychmiast ruszyła do łazienki by wziąć prysznic. Po przygotowaniu się do snu, położyła się do łóżka. Brian zaś przygotował sobie miejsce do spania na podłodze. Mimo zmęczenia żadne z nich nie mogło zasnąć. Lora przewracała się z boku na bok. W końcu zapytała:
– Kochasz ją?
– Kogo?
– Swoją byłą.
Brian westchnął.
– Nie, nigdy jej nie kochałem – odpowiedział szczerym głosem. – Lubiliśmy te same rzeczy, byliśmy do siebie przywiązani, ale nigdy między nami nie było miłości.
Lora milczała, taka odpowiedź jej wystarczyła.
Jessica parzyła kawę, gdy usłyszała natarczywe walenie do drzwi. Miała cichą nadzieję, że to Jake przyszedł żeby przeprosić. Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła stojącego na ganku samego Antonia Bragę.
– Witaj, Jessico! – przywitał się.
Ten człowiek wzbudzał w człowieku strach i respekt. Samą postawą sprawiał, że nawet najwięksi twardziele wymiękali. Nie czekając na zaproszenie za strony Jessici wszedł do środka wraz ze swoimi ludźmi. Blondynka posłusznie zeszła im z drogi.
– Chyba zdajesz sobie sprawę z tego po co tu przyjechałem. – Antonio wszedł do salonu i rozejrzał się po nim, po czym skierował swoje kroki w stronę tarasu. Uważnie rozglądał się dookoła.
– Nie bardzo – odpowiedziała twardo Jess. Skrzyżowała ręce na piersiach, próbując w ten sposób przyjąć bojową postawę. Nie mogła okazać słabości przed tym człowiekiem. Nie przed kimś kto chciał skrzywdzić jej przyjaciółkę.
– Gdzie jest Lora? – zapytał ostrym tonem, a Jessicę przeszły ciarki. Czuła się jakby stała oko w oko z bazyliszkiem czy też innym potworem, którego tak strasznie bała się w dzieciństwie.
– Nie wiem. – Głos blondynki osłabł.
– Nie wiesz? – zapytał, udając zdziwienie.
– Nie – powtórzyła krótko.
Braga pokiwał głową.
– Pani Maria taka miła kobieta – westchnął. - Ona też twierdziła, że nie wie gdzie jest Lora, ale przypomniała sobie, po tym jak dziś w nocy spłonął jej bar. – Usta Antonia wykrzywiły się z kpiącym uśmiechu.
Na twarzy Jessici odmalowało się przerażenie. Czy on właśnie zasugerował, że podpalił dobytek jej ciotki. Cofnęła się parę kroków w tył.
– Lora wyjechała, ale nie wiem dokąd – wyznała blondynka. – Przysięgam, że nic więcej nie wiem.
Antonio zaśmiał się cicho.
– No dobrze – powiedział. – Zobaczymy czy mówisz prawdę.
Po tych słowach ojciec Lory opuścił mieszkanie, zostawiając roztrzęsioną Jessicą samą. Nie miała nawet żadnego kontaktu z Lorą, by ostrzec ją przed niebezpiecznym ojcem. Ten człowiek był naprawdę okropny. Dążył do celu choćby po trupach. A to oznaczało, że Brian i Lora mogą się znaleźć w poważnych tarapatach, gdy dojdzie do konfrontacji z nim…
– Na razie Jake – powiedziała kokieteryjnie rudowłosa, kiedy już oderwała się od blondyna. Chłopak posłał jej zawadiacki uśmiech, po czym dziewczyna wyszła. Jake odwrócił się z błogim uśmiechem na ustach, który zniknął w momencie, w którym zobaczył stojącą za nim Jessicę.
– Cześć – powiedział, jak gdyby nic się przed chwilą nie wydarzyło.
– Cześć – odpowiedziała blondynka. Starała się aby jej głos był brzmiał naturalnie. Udawała, że to co widziała przed chwilą wcale jej nie obchodziło. – Ja... właśnie wychodziłam – dodała, wymijając Jake’a i zatrzaskując za sobą drzwi.
Chciała znaleźć się teraz jak najdalej od niego. To dlatego poprzedniego wieczora zbył ją. Odprowadził ją do domu, po to by wyrwać sobie jakąś rudą małpę na noc. Szła szybkim krokiem w stronę domu. W gardle miała wielką gulę, oddychała głęboko, żeby nie zacząć płakać na środku ulicy. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że ten chłopak jest lowelasem typem „zaliczył, a teraz szukaj wiatru w polu”, że na pewno nie jest jedyną, z którą sypia. Jednak świadomość czegoś, a przekonanie się o tym na własnej skórze, to dwie różne sprawy…
Lora siedziała na miejscu z nogami podciągniętymi pod brodę. Kiwała lekko głową w rytm muzyki lecącej w radiu. Nie wiedziała czemu, ale cały czas myślała o bieliźnie, którą znalazła w domu Briana. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że facet taki jak Brian nie żyje w celibacie i miał w swoim życiu wiele kobiet. Jednak rozsadzało ją od środka na samą myśl, że dotykała go jakaś inna dziewczyna. Może wcale nie jest dla niego wyjątkowa?
– Lora… – zaczął cicho.
– Tak?
– Chciałbym żebyś wiedziała, że odkąd ciebie poznałem nie spałem z żadną kobietą – wyznał, zaciskając ręce na kierownicy.
Lora spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Próbowała ukryć drżenie serca, jakie wywołały w niej słowa O’connera. Po kilku sekundach ciszy Brian zaczął mówić:
– Moja dziewczyna doprawiała mi rogi. Pewnego dnia wróciłem wcześniej do domu i przyłapałem ją z jaki facetem. Byłem zły na cały świat, wszystkie dziewczyny na świece uważałem za zdziry. Od tamtej pory zacząłem brać przykład z Jake’a. Imprezowałem razem z nim i razem w nim wyrywałem dziewczyny, ale to nie jest mój świat. Nie nadaje się do przelotnych romansów. Potem pojechaliśmy na wakacje na Bahamy, a ja dostałem zadanie. Pamiętam jak pierwszy raz ciebie zobaczyłem, już wtedy wiedziałem, że będziesz moim najcięższym zadaniem.
– A twoi przyjaciele ci w nim pomagali? – zapytała.
Brian pokręcił przecząco głową.
– Nie, oni nie mieli pojęcia – powiedział. – Dowiedzieli się o tym dopiero dwa dni temu, dlatego Dominic zorganizował wczoraj tę kolację. Chciał w ten sposób pokazać, że naprawdę jesteś dla nich rodziną. Jedyną osobą, którą możesz za to winić jestem ja.
Lora analizowała słowa Briana. To musiało go cholernie zranić, gdy dowiedział się, że jego dziewczyna go zdradza. Może to nie tłumaczyło do końca jego zachowania, jednak myśl, że Brian nie jest taka samą łajzą jak Jake, nieco uspokoiła Lorę.
Dotarli do Jacksonville. Było już późno. Zatrzymali się na parkingu w centrum miasta. Brian wyglądał jakby czegoś szukał. Obserwował uważnie otoczenie. Lora nie bardzo rozumiała o co mu chodzi. Po chwili policjant ruszył za dwoma sportowymi samochodami, które przejeżdżały ulicą. W końcu dotarli na obrzeża miasta. Roiło się tutaj od kolorowych, sportowych samochodów, między którymi kręcili się młodzi mężczyźni, a także skąpo ubrane kobiety. Brian zaparkował Golfa między dwoma innymi samochodami, zanim wysiedli z samochodu Brian dał Lorze gaz pieprzowy:
– Trzymaj, zawsze noś go przy sobie, gdy mnie nie ma, bo może się przydać, tylko nie używaj go pod wiatr.
Lora chwyciła buteleczkę i schowała ją do kieszeni bluzy, po czym oboje wysiedli z auta.
Po chwili zaczepił ich Latynos opierający się o Hondę S2000
– Ej chyba pomyliłeś imprezy, zjazd zabytków to nie tutaj – krzyknął do O’connera, wywołując śmiech tłumu.
Brian uśmiechnął się pobłażliwie słysząc ten przytyk. Stał wyluzowany, trzymając ręce w kieszeniach.
– Jestem przekonany, że mój zabytek pokonałby twoją Hondę – Wyszczerzył cwaniacko zęby.
Latynos roześmiał się lekceważąco.
– Nie licz na to. Stawiam pięć tysięcy, żeby zobaczyć błysk zawodu na twojej twarzy.
– Stoi. – Brian wyciągnął z kieszeni pieniądze i wręczył je młodemu mężczyźnie, który pełnił rolę arbitra w nielegalnych wyścigach. To samo zrobił przeciwnik.
Po chwili stali ustawieni na linie startu. Brian spojrzał w kierunku Lory, która stała z zboku, wśród tłumu. Gdy ich spojrzenia spotkały się dziewczyna posłała O’connerowi uśmiech i uniosła zaciśnięte kciuki. Blondyn roześmiał się i spojrzał przed siebie. Wygra ten wyścig bez problemu.
Na środek wyszła blondynka ubrana w króciutki top, równie skąpą spódniczkę i wysokie szpilki. Uniosła do góry ręce, po czym szybko opuściła je na znak startu.
Brian ruszył. Wcisnął maksymalnie pedał gazu, puszczając sprzęgło. Silnik zawył, a samochód wystartował do przodu niczym strzała. Szli z Latynosem łeb w łeb. Przeciwnik Briana wychylił się na prowadzenie, jechał slalomem uniemożliwiając O’connerowi wyprzedzenie. Przy jednym z zakrętów blondyn wyminął Hondę po wewnętrznej, tym razem to Golf znajdował się na prowadzeniu. Na ostatniej prostej Brian znowu wcisnął pedał gazu do samej podłogi. Jednak Latynos wyprzedził go, używając podtlenku azotu. O’conner spojrzał z politowaniem na Hondę, po czym również uruchomił nitro, tym samym wyprzedził samochód przeciwnika prze samą metą. Gdy Brian zatrzymał się, podszedł do niego chłopak i wręczył mu wygrane pieniądze. Właściciel Hondy podszedł do niego.
– Dobry z ciebie kierowca, gratuluję – powiedział, kiwając z uznaniem głową. Mężczyźni podali sobie dłonie. Tak właśnie zachowywali się prawdziwi kierowcy biorący udział w wyścigach, okazywali sobie szacunek i respektowali wzajemnie. Mieli swoje niepisane zasady.
Brian podszedł do Lory szczerząc się.
– Gratulacje, mistrzu kierownicy – powiedziała i z nonszalancją wyminęła O’connera wsiadając do samochodu.
Jeszcze tej samej nocy przekroczyli oni granicę Florydy i znaleźli się Georgii, dojechali do miejscowości Folkston Brian postanowił się tutaj zatrzymać, bo był już wykończony całodzienną jazdą. Zatrzymali się w motelu Relax Inn. Pokój wyglądał czysto i schludnie. Jedynym mankamentem tego pokoju było tylko jedno łóżko. Lora natychmiast ruszyła do łazienki by wziąć prysznic. Po przygotowaniu się do snu, położyła się do łóżka. Brian zaś przygotował sobie miejsce do spania na podłodze. Mimo zmęczenia żadne z nich nie mogło zasnąć. Lora przewracała się z boku na bok. W końcu zapytała:
– Kochasz ją?
– Kogo?
– Swoją byłą.
Brian westchnął.
– Nie, nigdy jej nie kochałem – odpowiedział szczerym głosem. – Lubiliśmy te same rzeczy, byliśmy do siebie przywiązani, ale nigdy między nami nie było miłości.
Lora milczała, taka odpowiedź jej wystarczyła.
Jessica parzyła kawę, gdy usłyszała natarczywe walenie do drzwi. Miała cichą nadzieję, że to Jake przyszedł żeby przeprosić. Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła stojącego na ganku samego Antonia Bragę.
– Witaj, Jessico! – przywitał się.
Ten człowiek wzbudzał w człowieku strach i respekt. Samą postawą sprawiał, że nawet najwięksi twardziele wymiękali. Nie czekając na zaproszenie za strony Jessici wszedł do środka wraz ze swoimi ludźmi. Blondynka posłusznie zeszła im z drogi.
– Chyba zdajesz sobie sprawę z tego po co tu przyjechałem. – Antonio wszedł do salonu i rozejrzał się po nim, po czym skierował swoje kroki w stronę tarasu. Uważnie rozglądał się dookoła.
– Nie bardzo – odpowiedziała twardo Jess. Skrzyżowała ręce na piersiach, próbując w ten sposób przyjąć bojową postawę. Nie mogła okazać słabości przed tym człowiekiem. Nie przed kimś kto chciał skrzywdzić jej przyjaciółkę.
– Gdzie jest Lora? – zapytał ostrym tonem, a Jessicę przeszły ciarki. Czuła się jakby stała oko w oko z bazyliszkiem czy też innym potworem, którego tak strasznie bała się w dzieciństwie.
– Nie wiem. – Głos blondynki osłabł.
– Nie wiesz? – zapytał, udając zdziwienie.
– Nie – powtórzyła krótko.
Braga pokiwał głową.
– Pani Maria taka miła kobieta – westchnął. - Ona też twierdziła, że nie wie gdzie jest Lora, ale przypomniała sobie, po tym jak dziś w nocy spłonął jej bar. – Usta Antonia wykrzywiły się z kpiącym uśmiechu.
Na twarzy Jessici odmalowało się przerażenie. Czy on właśnie zasugerował, że podpalił dobytek jej ciotki. Cofnęła się parę kroków w tył.
– Lora wyjechała, ale nie wiem dokąd – wyznała blondynka. – Przysięgam, że nic więcej nie wiem.
Antonio zaśmiał się cicho.
– No dobrze – powiedział. – Zobaczymy czy mówisz prawdę.
Po tych słowach ojciec Lory opuścił mieszkanie, zostawiając roztrzęsioną Jessicą samą. Nie miała nawet żadnego kontaktu z Lorą, by ostrzec ją przed niebezpiecznym ojcem. Ten człowiek był naprawdę okropny. Dążył do celu choćby po trupach. A to oznaczało, że Brian i Lora mogą się znaleźć w poważnych tarapatach, gdy dojdzie do konfrontacji z nim…
***
Rozdział 11... jest beznadziejny, bo totalnie nie wiedziałam co pisać. Ogólnie, to miałam napisane pół rozdziału wcześniej, ale stwierdziłam, że było do dupy i zaczęłam pisać go od nowa. Dlatego też jest taki krótki. Trochę skaczę z akcją raz tu, raz tu, ponieważ nie chciałam skupiać się tylko i wyłącznie na Lorze i Brianie, bo w końcu się Wam "przejedzą" i będziecie mieli ich dość. xd A nie chciałabym, żebyście mieli dość, bo jak wiadomo każde opowiadanie się kiedyś kończy, więc logicznie rozumując i to opowiadanie małymi krokami zbliża się do finału. Ale... bardzo się przywiązałam do niego i w mojej głowie pojawiła się taka malutka myśl, że mogłabym napisać Burza po ciszy part II. Co sądzicie o tym pomyśle?
Dobra, napiszecie jak dotrzemy do końca i wtedy określicie czy macie dość. :)
A teraz łapka w górę, kto nie może się doczekać "Szybkich i wściekłych 7"! :D Jaaaaa!
Orientuje się ktoś, czy można już kupować bilety??
Nie wiem kiedy następny rozdział, bo teraz nawał nauki... może postaram się napisać coś w święta - tak w prezencie. xd
![]() |
| Tak będę wracać do domu na święta :D |
No i jeszcze nominacja do Liebster Award od Olivia Winslow. Dziękuję kochana! ;*
1) Ile masz lat?
20 na karku - stara dupa ze mnie xd
2) Kiedy zaczęłaś pisać?
Chyba w gimnazjum, ale to nie wypaliło. Co lepsze było to też opowiadanie o "Szybkich i wściekłych", kto wie, może kiedyś powrócę do tamtego pomysłu. ;)
3) Co cię inspiruje?
Muzyka, cytaty z książek i filmy, a także własne życie.
4) Co najbardziej lubisz w blogowaniu?
Myślę, że najbardziej lubię to, że robię to dla moich czytelników. Bez nich nie byłoby motywacji do dalszej pracy. :)
5) Co sądzisz o negatywnych komentarzach?
Zależy jakie. Jeśli komentarz zawiera konstruktywną krytykę podpartą odpowiednimi dowodami, przykładami (np. wskazanie na błędy w poście) to jestem jak najbardziej na tak. W końcu dzięki temu mogę poprawić to co robię źle. A jeśli chodzi o jakieś bezpodstawne hejty pisane przez niedojrzałe dzieci (typu: "jesteś głupia" albo "twoja stara"), są mi totalne obojętne.
1) Ile masz lat?
20 na karku - stara dupa ze mnie xd
2) Kiedy zaczęłaś pisać?
Chyba w gimnazjum, ale to nie wypaliło. Co lepsze było to też opowiadanie o "Szybkich i wściekłych", kto wie, może kiedyś powrócę do tamtego pomysłu. ;)
3) Co cię inspiruje?
Muzyka, cytaty z książek i filmy, a także własne życie.
4) Co najbardziej lubisz w blogowaniu?
Myślę, że najbardziej lubię to, że robię to dla moich czytelników. Bez nich nie byłoby motywacji do dalszej pracy. :)
5) Co sądzisz o negatywnych komentarzach?
Zależy jakie. Jeśli komentarz zawiera konstruktywną krytykę podpartą odpowiednimi dowodami, przykładami (np. wskazanie na błędy w poście) to jestem jak najbardziej na tak. W końcu dzięki temu mogę poprawić to co robię źle. A jeśli chodzi o jakieś bezpodstawne hejty pisane przez niedojrzałe dzieci (typu: "jesteś głupia" albo "twoja stara"), są mi totalne obojętne.
6) Kim są dla ciebie twoi czytelnicy?
Są najważniejszym elementem, fundamentem mojej twórczości. To dla nich piszę i będę pisać.
7) Ile blogów posiadasz?
Od cholery xd Gdzieś z 5, ale piszę jak narazie tylko ten. ;)
8) Co lubisz robić w wolnym czasie?
Słuchać muzyki, chodzić po sklepach, jeździć bezcelowo po mieście, chodzić na spacery, albo chociażby siedzieć na ławce w parku i zbijać bąki. Czasem idę na siłownie, albo pobiegać. Ewentualnie jeszcze śpiewać, ale to jak jestem sama w domu xd
9) Masz jakieś sposoby na przywołanie weny?
Słuchawki na uszach i muzyka. :)
10) Czy zapisujesz gdzieś nagłe pomysły?
Tak :)
11) Co jest twoim największym marzeniem?
Nie powiem, bo się nie spełni! ;P
Pozdrawiam! :)


Pierwsza! Ależ nie ma za co, nominacja ci się należała:*Rozdział podoba mi się i to nawet bardzo :D ja także mam nawał nauki więc wiem co czujesz :/ radzę ci tylko nie pokazywać fucka policji bo cię zgarną i nie dojedziesz na swieta, nie zawsze warto brac przyklad z Roman'a hahaha w koncu Brian byl jeszcze wtedy agentem FBI HAHAH czekam na next i weny zycze!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Dziękuje, dziękuję i jeszcze raz dziękuję! <3
UsuńHeh.. nauka nauką, ale jeszcze zależy z jakich przedmiotów... mam zaliczenie z logiki i łaciny do tego lektorat z angielskiego i referat z etyki xd MASAKRA
Haha xd spoko z policją nie będę zadzierać, bo jako przyszły przedstawiciel władzy sądowniczej muszę mieć nieskazitelną opinię. ;D
Również pozdrawiam! :)
Rozdział super! Zwrot akcji- boże strach pomyśleć...Czekam na nexta ;-)
OdpowiedzUsuńDziękuję! ;*
UsuńRozdział świetny, i te zwroty akcji też mi się podobają. :)
OdpowiedzUsuńBragi nie lubię, tak samo jak sukinkota nie lubiłam w filmie. :d
A co do Twojego pytanka, to JAAAAAA CZEKAM NA 7!!! :D
Już nie mogę się doczekać kiedy będą grali <3
Zapowiada się "ostatnia jazda", szkoda tylko, że bez Hana i Gisele.. :(
Pozdrawiam Kochana ;*
Dzięki ;* Ja nie lubiłam Bragi, bo "zabił" Letty, ale z drugiej strony jego postać coś w sobie miała... nie wiem jak to określić xd
UsuńTo czekamy na premierę razem! xd Tylko chce mi się płakać jak pomyślę, że to ostatni film Paula Walkera... :(
Pozdrawiam! ;**
Naprawdę uwielbiam twojego bloga , jest nieziemski :)
OdpowiedzUsuńFantastycznie opisujesz akcje i odczucia bohaterów. Wprost pokochałam postać Lory a do tego cudowny Brian. Czekam z nie cierpliwością na kolejny rozdział , życzę dużo weny , sama wiem jak bardzo jest potrzebna.
Pozdrawiam ;)
Dziękuję! ;* Bardzo się cieszę czytając tak miłe słowa. Miło mi, że spodobały się Tobie moje kreacje bohaterów. ;)
UsuńPozdrawiam!
No piszesz świetnie. I no ten. Uwielbiam Cię!
OdpowiedzUsuńPiszesz tak realistycznie, przywiązujesz wagę do detali i to jest piękne:D.
I na końcu to zdjęcie Romana.
Hahaha:D. Normalnie tak samo jechałam na lotnisko, aby wrócić do Polski:D! I z Okęcia też chciałam tak wracać, ale niestety padał śnieg i musiałam rozłożyć dach ;/
Pozdrawiam,
Pani Ciemności.
PS. Nie wiem dlaczego, ale usunął mi się komentarz ;/.
Dzięki! :D Cieszę się, że moja starania są docenione. ;) Nawet sobie nie wyobrażasz ile zajęło mi studiowanie Google Maps, żeby zaplanować trasę Lory i Briana! xd Chcę żeby wszystko było w miarę realne (patrzę nawet ile czasu zajmuje dojechanie z jednego miasta do drugiego). ;D Np. motel, w którym się zatrzymali istnieje naprawdę i nawet odwiedziłam ich stronę internetową. :)
UsuńPodoba mi się na studiach i wgl, ale jednak moja radość, gdy wracam do domu, jest nie do opisania. xdd
PS. Łobuzy z tych komentarzy, czasem tak mają, że się usuwają. ;D Cieszę się, że miałaś tyle chęci, aby napisać go drugi raz. :)
Pozdrawiam! ;*
Hej!
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam do nowo powstałego Spisu Opowiadań http://nasz-spis-opowiadan.blogspot.com/, na pewno znajdziesz tam coś dla siebie ;)
Dopiero zaczynamy, więc każda nowa osoba i blog są dla nas ważne!
Załoga Spisu Opowiadań.
P.S. wciąż poszukujemy osób, które dołączyły by do naszej załogi!
Przepraszam, że tutaj to dałam. Mam nadzieje, że mi wybaczysz:*
UsuńŚwietny blog. Czytam go od kilku dni i właśnie skonczlam . Czekam na następny rozdział . :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, postaram się dodać nowy rozdział jak najszybciej. 😊:)
UsuńPozdrawiam!