niedziela, 11 października 2015

Rozdział 3 „Gdzie ta dziwka?"



"Ty myślałaś, że wróci i że będziesz miała happy end z tym pojebańcem. No cóż."
                                                     Jakub Żulczyk "Radio Armageddon" 



Lora po raz kolejny siedziała w Sali widzeń, czekając na swojego ojca. Tym razem w pomieszczeniu obok czekał na nią Brian. Siedział z założonymi rękami i bacznie obserwował swoją żonę. Starał się nie okazywać swojego niezadowolenia, ale Lora i tak wiedziała, że jest zły.
Po chwili do stolika brunetki dosiadł się jej ojciec. Przywitali się, po czym dziewczyna przeszła do konkretów.
– Podjęłam decyzję – oznajmiła. – Zajmę się firmą pod twoją nieobecność.
Braga uśmiechnął się szeroko.
– Co na to twój mąż? – W jego głosie brzmiał protekcjonalizm. To chyba była cecha wrodzona u Antonia.
– Brian nie jest zadowolony – stwierdziła brunetka ze szczerością. – Jest wręcz wściekły, ale powiedział, że nie będzie ingerował w moją decyzję. W końcu mu przejdzie.
Ojciec Lory pokiwał głową. Spodziewał się raczej, że Brian zacznie jakąś awanturę. Tymczasem on postanowił przyjąć to na klatę. Kolejny punkt dla O’connera.
Barcelona i jej ojciec omówili najważniejsze kwestie. Po upływie pół godziny wyszła z budynku razem z Brianem. Koniecznie musiała zdać swojemu mężowi szczegółową relację z rozmowy. Teraz jechała do kancelarii by załatwić sprawy z prawnikiem Antonia. Po kilkunastu minutach dojechali na miejsce. Brunetka wysiadła z Nissana Skyline’a swojego męża i nachyliła się w jego stronę.
– Możesz wracać do pracy, wrócę do domu taksówką.
– Na pewno? – zapytał blondyn.
Barcelona pokiwała tylko głową i posłała mężowi uśmiech na pożegnanie. Gdy weszła do budynku, Brian włączył się do ruchu i pojechał w stronę siedziby FBI.
Usiadł przy swoim biurku i zabrał się za wypełnianie aktów rozwiązanych spraw. Jednak kompletnie nie mógł się skupić na pracy. W końcu wstał i poszedł do archiwum, gdzie znajdowały się akta dotyczące Bragi. Zaczął przeglądać wszystko i analizować. Odłożył dokumenty i potarł czoło. W jego głowie zrodził się pewien plan. Nie wiedział czy to dobry pomysł, ale wydawał się być jedynym sensownym rozwiązaniem.
O’conner zapukał do drzwi biura agenta Bilkinsa. To on prowadził sprawę jego teścia, więc mógł mu pomóc. Mężczyzna był trochę zaskoczony wizytą Briana. Blondyn zwykł był raczej omijać szefostwo szerokim łukiem. Taki przyzwyczajenie, gdyż zazwyczaj podczas takich spotkań dostawał upomnienia albo nagany.
– Coś się stało O’conner? – zapytał agent.
– Chciałbym pogadać o Bradze – oznajmił.
Bilkins wskazał Brianowi krzesło by usiadł. Był ciekaw tego, co blondyn ma po powiedzenia, zważając na to, że wszystkim widomy był fakt, że blondyn i jego teść wręcz się nie znosili.
– W takim razie słucham.
– Mógłbyś wyciągnąć Antonia z więzienia – stwierdził policjant. Bilkins wytrzeszczył oczy i wziął głęboki wdech. Tego czegoś nawet nie oczekiwał. Nie miał zielonego pojęcia o co chodzi blondynowi. Chciał się odezwać, jednak O’conner go ubiegł. – Sędzia może zamienić karę więzienia i zadecydować o areszcie domowym i przydzieleniu kuratora z FBI. Potrzebna jest tylko twoja zgoda.
– A niby dlaczego miałbym to zrobić? Przecież nie cierpisz Bragi a teraz się za nim wstawiasz? – Bilkins próbował zrozumieć co kieruje Brianem. Czyżby teść go podpłacił? A może go szantażuje?
– Chodzi mi o Lorę. Chodzi do niego na widzenia, jeśli już musi się w nim widywać, to wolałbym, żeby robiła to innych warunkach, na przykład u niego w domu. Widzę, że to dla niej trudne, że jej ojciec siedzi. Wiesz, że ona mimo wszystko obwinia się o to? – wyznał. – To jak mogę liczyć na twoją pomoc?
Bilkins pokiwał twierdząco głową. A więc jednak robi to dla swojej żony. W sumie to nawet podobało mu się, że O'conner się ustatkował, bo pozytywnie wpływało to na jego pracę.
– Dobrze, postaram się coś załatwić, ale nie licz na wiele – O’conner uśmiechnął się, po czym pożegnał ze swoim szefem.

Wieczorem Lora i Brian siedzieli przytuleni na kanapie i oglądali program motoryzacyjny, gdy nagle w ich salonie pojawili się wszyscy przyjaciele.
– Roman i Tej uparli się żeby wpaść w odwiedziny – uśmiechnął się Toretto, a dwaj murzyni pokiwali zgodnie głowami szczerząc się wesoło.
– Chyba powinniśmy zakluczać drzwi frontowe – szepnął na ucho żonie Brian.
Lora roześmiała się tylko i wstała z kanapy idąc przygotować coś do picia dla gości. Zauważyła, że Jessica przyszła razem z Jakiem. Wyglądało na to, że się pogodzili, gdyż zachowywali się jak zakochani nastolatkowie. Jej przyjaciółka jednak nie zdecydowała się na zerwanie z blondynem. Lora stwierdziła, że nie ma się co wtrącać, bo Jessica i tak zrobi po swojemu.
Brunetka przygotowywała napoje, gdy do kuchni weszła Mia. Stanęła z brzegu i założyła ręce na klace piersiowej. Kilka razy chciała coś powiedzieć, ale za każdym razem rezygnowała. Lora popatrzyła na przyjaciółkę i obróciła się do niej.
– Co się dzieje? – zapytała, przyglądając się pannie Toretto.
– Dostałam propozycję stażu jako fizjoterapeutka w Barcelonie. – Mia popatrzyła nieśmiało na Lorę, która roześmiała się. – To dla mnie duża szansa.
– Gratuluję! Naprawdę ogromnie się cieszę! To takie straszne, że tak niepewnie o tym mówisz?
– Chodzi o to, że będę musiała wyjechać na rok i nie wiem jak mam powiedzieć o tym Dominicowi i reszcie – westchnęła cicho, wbijając wzrok w swoje paznokcie, które nerwowo skubała.
– Rozumiem, że miałam zaszczyt dowiedzieć się pierwsza. To przez moje imię? – Lora spojrzała na przyjaciółkę ciepło. Mia zachichotała cicho. – Nie przejmuj się tak. Dominic na pewno zrozumie, że to dla ciebie szansa. Na pewno nie zamknie cię w domu – stwierdziła pani O’conner, dodając otuchy przyjaciółce. – A kiedy wyjeżdżasz?
– Pierwszy tydzień stycznia.
– Co plotkujecie?! – Do kuchni wpadł Roman. Objął dziewczyny i dał im po całusie w policzek.
– Nie twoja sprawa! – Mia wytknęła mu język, po czym chwyciła tacę i ruszyła do salonu.
Roman popatrzył na Lorę z miną zbitego psiaka, a ta zaczęła się z niego śmiać. Pearce miał to do siebie, że zawsze musiał być o wszystkim poinformowany. Taka plotkara, tylko w wersji męskiej.
Po chwili do salonu weszła Lora z Romanem. Brunetka usiadła obok Brian, kładąc głowę na jego ramieniu. Mogłaby tak spędzać czas całymi godzinami. Chyba nigdy jej się to nie znudzi. Brunetka patrzyła na osoby znajdujące się w pomieszczeniu z delikatnym uśmiechem na ustach. Ci ludzie byli dla niej rodziną. Może i nie byli ze sobą złączeni więzami krwi, różnili się do siebie nie tylko fizycznie ale również charakterami, ale łączyła ich prawdziwa i szczera więź. Każdy był tutaj niezwykle ważny i bez względu na wszystko był członkiem rodziny. Nawet Han, którego Lora i Jess dopiero co poznały, a już zdążyły szczerze polubić i to z wzajemnością. Wszyscy siedzieli i  rozmawiali, śmiejąc się co chwilę i to głównie z rozmów Romana i Teja. W pewnym momencie odezwał się telefon Jake’a. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i wyszedł z salonu, by odebrać. Jednak mimo, to wszyscy mogli usłyszeć bez problemu jak blondyn odbiera:
– No hej kotku... Nie, wcale nie przeszkadzasz – odezwał się do telefonu.
Wszyscy starali się udawać, że nic się nie stało, ale Jess czuła na sobie współczujące spojrzenia. Czara goryczy się właśnie przelała. Jake właśnie przegiął. Mógł sobie mieć laski na boku, ale Jessica nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić aby Kendall poniżał ją przy jej przyjaciołach. Jake wyszedł z domu O’connerów, zaraz po zakończeniu rozmowy.
Blondynka uśmiechała się i zachowywała, jak gdyby nic się nie stało. Jednak niedługo później oznajmiła, że musi już lecieć wymigując się natłokiem pracy i nadchodzącą migreną. Oczywiście Lora wiedziała, że to kłamstwo. Znała swoją przyjaciółkę i wiedziała, kiedy ta nie mówi prawdy. Wyszła za Jessicą przed dom.
– Jess! – zawołała. – Wszystko w porządku? – zapytała, gdy blondynka obróciła się w jej stronę.
– Tak – stwierdziła z uniesioną z gracją głową. – Muszę tylko zakończyć mój nieudany związek – uśmiechnęła się szeroko, z pewną sztucznością. Przecież nikt nie potrafi śmiać się, gdy jego serce właśnie zostało roztrzaskane na kawałeczki i podeptane.
Lora pokiwała tylko głową, posyłając Jessice spojrzenie mówiące „przykro mi”, po czym wróciła do domu.

Następnego dnia Jess, ubrana elegancko i seksownie, wkroczyła pewnym krokiem do mieszkania Jake’a. Skoro już ma z nim zerwać, to niech zobaczy co stracił. Chłopak dopiero co wyszedł spod prysznica. Spojrzał na dziewczynę uśmiechając się szelmowsko. Jednak blondynka tylko prychnęła z odrazą.
– Gdzie ta twoja dziwka? – zapytała wprost, nie szczędząc czasu na uprzejmości.
– Nie wiem o czym mówisz. – Jake nie stracił ani trochę pewności siebie. Chciał podejść do blondynki i pocałować ją na powitanie, jednak dziewczyna zatrzymała go ruchem ręki.
– Och daj spokój, dobrze wiesz o czym mówię – powiedziała krytycznym tonem. – Przyszłam powiedzieć ci, że to już koniec tego idiotycznego związku. Mam dość ciebie i twojego aroganckiego zachowania, nie będę znosiła twoich dziwek na bokach i nie będę jedną z nich. Wiesz.. nawet ciebie znosiłam, ale nagrabiłeś sobie tym jak potraktowałeś mnie wczoraj przy naszych wspólnych znajomych. Myślisz, że kim ja do cholery jestem? Znajdź sobie inną naiwniarę.
Jessica z satysfakcją patrzyła jak uśmiech znika z twarzy Jake’a. Miała nadzieję, że serio przejął się tym, że już dłużej nie będzie jej wykorzystywał i że nie jest to jego kolejna gierka, żeby ją przekabacić. Ale nawet jeśli był teraz nieszczery, to nie miała zamiaru już dać się omotać jego urokowi.
– To na razie. – Jess posłała swojemu byłemu chłopakowi triumfując spojrzenie, po czym opuściła jego mieszkanie.
Jake stał jeszcze chwilę nie do końca rozumiejąc co tu się stało. Właśnie został rzucony przez dziewczynę. Rozstanie już wcale nie jest takie fajne, gdy to ktoś zrywa w tobą. Blondyn podszedł do barku i nalał sobie szklankę whisky. Usiadł w fotelu, opróżniając ją powoli. Prychnął cicho pod nosem. Wmawiał sobie, że to zerwanie nic dla niego nie znaczyło, tak samo jak i sama Jess. Przecież nie będzie płakał za jakąś laską. Jak nie ta, to inna, bo przecież i tak wszystkie są takie same.
Jessica w tym czasie siedziała w swoim mieszkaniu i piła w samotności kolejną lampkę wina. Aż sama sobie dziwiła, że rozstanie poszło jej tak szybko i obeszło się bez histerii i wybuchów płaczu. Dopiero w domu pozwoliła sobie na uronienie kilku łez przy butelce alkoholu. Było jej cholernie ciężko ze świadomością, że musiała zrezygnować ze swojej miłości. Z drugiej strony jednak poczuła ulgę. Ulgę, że już nie będzie zdradzana, że nie będzie musiała udawać, że tkwi w wspaniałym związku. Gdyby tylko Jake potrafił ją docenić...

***

Rozpoczynał się grudzień. Temperatury nieco się obniżyły. Miami powoli wchodziło w świąteczny nastrój. Na sklepowych wystawach pojawiały się bożonarodzeniowe ozdoby, a ludzie wpadali powoli w zakupowy szał. Lora cieszyła się jak dziecko na samą myśl o pierwszych wspólnych świętach. Jako, że była teraz prawdziwą panią domu stwierdziła, że zorganizuje całe Boże Narodzenie w ich domu. Zaprosiła już razem z mężem wszystkich przyjaciół, a także rodziców Briana. Było jej okropnie żal, że nie będzie razem z nią jej ojca.
Brian jechał w stronę więzienia. Usiadł przy stoliku, przy którym czekał już jego teść.  O’conner musiał pogadać z ojcem Lory. Agent Bilikins dotrzymał obietnicy i zajął się sprawą Bragi. Udało mu się załatwić dla niego zwolnienie z więzienia.
– Co cię tutaj sprowadza mój drogi zięciu? – zapytał Antonio, uśmiechając się cynicznie. – Nie boisz się przychodzić do więzienia bez obstawy? W końcu znalazłoby się tu kilka osób, które z chęcią poderżnęłyby ci gardło.
– A ty jesteś jedną z nich? – Brian spojrzał śmiało na Bragę, a ten wzruszył lekko ramionami. – Przyszedłem tutaj, wyciągnąć rękę na zgodę.
Antonio uniósł brwi i pokiwał głową z zainteresowaniem. Był ciekawy co też mąż jej córki ma mu do powiedzenia. Szczerze mówiąc to spodziewał się tej wizyty prędzej czy później.
– Załatwiłem dla ciebie alternatywną formę odbycia kary. Wyjdziesz z więzienia i będziesz miał areszt domowy oraz kuratora – kontynuował O’conner.
– Skąd ten pomysł? – zapytał Braga unosząc głowę do góry.
– Robię to dla Lory, jak dla mnie mógłbyś tu gnić, ale moja żona jakoś nie może sobie z tym poradzić – stwierdził Brian. – Poza tym gdy będziesz w domu, będziesz mógł zajmować się tą swoją cholerną firmą, a Lora będzie miała spoój.
Była to dla niego ciężka decyzja, jednak dla Barcelony był w stanie do poświęceń. Braga totalnie działał mu na nerwy, jednak chcąc nie chcąc byli rodziną i O’conner wiedział, że w końcu będą musieli się dogadać. Dla dobra Lory i dziecka.
O’conner podniósł się i ruszył w stronę wyjścia, ale zanim wyszedł, zatrzymał się i odwrócił w stronę Antonia.
– Co za ironia losu – stwierdził. – Chciałeś ochronić Lorę przed złamanym sercem, a tymczasem to ty złamałeś je najbardziej. – Brian popatrzył wymownie na Antonia, po czym opuścił pomieszczenie.
Braga poczuł się jakby dostał w policzek. Czyżby to co powiedział Brian było prawdą? Antonio nie chciał się przyznać, ale popełnił błąd próbując ingerować w życie córki. Widział jak promieniowała radością, gdy przychodziła na spotkania. To dzięki O’connerowi Lora była naprawdę szczęśliwa. Może ta cała historia z jej ucieczką, wcale nie była aż taką głupotą? Może Brian ma rację, że warto się zjednoczyć dla dobra Barcelony, która bądź co bądź dla nich obu  jest bardzo ważna. Mężczyzna chwycił dokumenty zawierające zasady zwolnienia, które zostawił mu O’conner i wczytał się w nie.

Brian wrócił do domu, ale nie zastał w nim żony, która nie wróciła jeszcze z pracy. Przyjechała po kilku minutach. Weszła do domu, , a właściwie to rozłożyła się na kanapie. Brian wszedł do salonu i postawił przed żoną filiżankę z zieloną herbatą, po czym zajął miejsce przy niej. Brunetka chwyciła poduszkę, która leżała obok i przytuliła ją do klatki piersiowej.
– Jestem wykończona, czuję się jakby mój mózg miał zaraz eksplodować – westchnęła. Lora była bardzo zaangażowana w pracę w firmie ojca. Wszystkie obowiązki starała się wykonywać sumiennie i najlepiej jak potrafiła. Brian czasami karcił ją za to, że za bardzo się przemęcza, ale Lora wiedziała jak powstrzymać wyrzuty swojego męża. W takich sytuacjach zwykle uśmiechała się czarująco, całowała Briana i zawsze było koniec tematu. – Byłam dzisiaj u Jess. Udaje, że wszystko jest w porządku, ale widać, że jest załamana rozstaniem z Jakiem – dodała.
– Przykro mi, ale nic nie poradzę, że mój brat jest jaki jest – stwierdził Brian. – I tak uważam, że Jess dobrze zrobiła zostawiając go w cholerę. Może po tym Jake chociaż trochę spokornieje.
Brunetka pokiwała głową, zgadzając się, ze swoim mężem. Jake chyba nie mógł pogodzić się z myślą, że to on został rzucony i wyjechał na tygodniowy urlop. Nawet nie powiedział nikomu dokąd się wybiera. Chyba było mu też trochę głupio. Po tym jak Jess z nim zerwała, Jake złożył wizytę w domu O’connerów, gdzie dostał porządny ochrzan od Briana, a na dodatek został zmieszany z błotem przez Barcelonę. O’conner pierwszy raz widział żonę tak wściekłą na kogoś oraz używającą niecenzuralnych słów. Był przekonany, że gdyby nie stanął za brunetką i nie objął jej ramionami, rzuciłaby się na Jake’a w pięściami. Później Lora tłumaczyła, że to wszystko wina hormonów i gdyby nie była w ciąży to nie zareagowałaby tak agresywnie. Brian jednak uznał to za dobry powód do żartów. W sumie ta nowo odkryta strona jego żony całkiem mu się spodobała. Pokazała, że w obronie swoich bliskich nie da sobie w kaszę dmuchać.
– W każdym razie, niech Jake się lepiej u nas nie pokazuje – oznajmiła Lora z zaciętością.
Brian uśmiechnął się od ucha do ucha całując swoją żonę.

– Może położymy się dzisiaj wcześniej? – zapytał łobuzersko, po czym wziął ją na ręce i zaniósł w stronę sypialni...

***

:)



4 komentarze:

  1. Ohohohoho !! W końcu Jes zerwała z Jakem ! Brian pokazał swoje serce i uwolni Brage z więzienia ;3 Czekam na wiecej ;3
    Zielono oka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zerwała, zerwała... A co! Przecież nie będzie z idiotą do końca życia. xdd
      Bo Brian ma duuuuuużeeee.... serce! :D :P xd ^^

      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  2. Jest mój HAN <3
    Tak to ja! Nie zapomniałam o Tobie :*
    Mam natłok pracy i totalny brak czasu na wszystko... dopiero teraz jak jestem chora mogę nadrobić wszystko :(

    Ciesze się, że Jess w końcu zerwała z Jakem ale domyślam się, że bardzo jej z tego powodu ciężko :(
    Jestem w szoku postawą Briana, że chce wyciągnąć Bragę z więzenia. Mam nadzieje, że nie będziez tego większych problemów :)

    Pozdrawiam Maleńka ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, rozumiem wszystko, teraz też nie mam zbyt dużo czasu dla blogów. ;)
      Jess zmądrzała i tyle. :)
      A Brian musi zacząć żyć z Bragą w zgodzie... no bo w końcu to TEŚCIU. xd

      Również pozdrawiam! ;*

      Usuń