"Ty myślałaś, że wróci i że będziesz miała happy end z tym pojebańcem. No cóż."Jakub Żulczyk "Radio Armageddon"
Lora po raz kolejny siedziała w Sali
widzeń, czekając na swojego ojca. Tym razem w pomieszczeniu obok czekał na nią
Brian. Siedział z założonymi rękami i bacznie obserwował swoją żonę. Starał się
nie okazywać swojego niezadowolenia, ale Lora i tak wiedziała, że jest zły.
Po chwili do stolika brunetki dosiadł
się jej ojciec. Przywitali się, po czym dziewczyna przeszła do konkretów.
– Podjęłam decyzję – oznajmiła. – Zajmę
się firmą pod twoją nieobecność.
Braga uśmiechnął się szeroko.
– Co na to twój mąż? – W jego głosie
brzmiał protekcjonalizm. To chyba była cecha wrodzona u Antonia.
– Brian nie jest zadowolony –
stwierdziła brunetka ze szczerością. – Jest wręcz wściekły, ale powiedział, że
nie będzie ingerował w moją decyzję. W końcu mu przejdzie.
Ojciec Lory pokiwał głową. Spodziewał
się raczej, że Brian zacznie jakąś awanturę. Tymczasem on postanowił przyjąć to
na klatę. Kolejny punkt dla O’connera.
Barcelona i jej ojciec omówili
najważniejsze kwestie. Po upływie pół godziny wyszła z budynku razem z Brianem.
Koniecznie musiała zdać swojemu mężowi szczegółową relację z rozmowy. Teraz
jechała do kancelarii by załatwić sprawy z prawnikiem Antonia. Po kilkunastu
minutach dojechali na miejsce. Brunetka wysiadła z Nissana Skyline’a swojego
męża i nachyliła się w jego stronę.
– Możesz wracać do pracy, wrócę do domu
taksówką.
– Na pewno? – zapytał blondyn.
Barcelona pokiwała tylko głową i posłała
mężowi uśmiech na pożegnanie. Gdy weszła do budynku, Brian włączył się do ruchu
i pojechał w stronę siedziby FBI.
Usiadł przy swoim biurku i zabrał się za
wypełnianie aktów rozwiązanych spraw. Jednak kompletnie nie mógł się skupić na pracy. W końcu
wstał i poszedł do archiwum, gdzie znajdowały się akta dotyczące Bragi.
Zaczął przeglądać wszystko i analizować. Odłożył dokumenty i potarł czoło. W
jego głowie zrodził się pewien plan. Nie wiedział czy to dobry pomysł,
ale wydawał się być jedynym sensownym rozwiązaniem.
O’conner zapukał do drzwi biura agenta
Bilkinsa. To on prowadził sprawę jego teścia, więc mógł mu pomóc. Mężczyzna był trochę
zaskoczony wizytą Briana. Blondyn zwykł był raczej omijać szefostwo szerokim
łukiem. Taki przyzwyczajenie, gdyż zazwyczaj podczas takich spotkań dostawał
upomnienia albo nagany.
– Coś się stało O’conner? –
zapytał agent.
– Chciałbym pogadać o Bradze – oznajmił.
Bilkins wskazał Brianowi krzesło by
usiadł. Był ciekaw tego, co blondyn ma po powiedzenia, zważając na to, że wszystkim widomy był fakt, że blondyn i
jego teść wręcz się nie znosili.
– W takim razie słucham.
– Mógłbyś wyciągnąć Antonia z więzienia
– stwierdził policjant. Bilkins wytrzeszczył oczy i wziął głęboki wdech. Tego czegoś nawet nie oczekiwał. Nie
miał zielonego pojęcia o co chodzi blondynowi. Chciał się odezwać, jednak
O’conner go ubiegł. – Sędzia może zamienić karę więzienia i zadecydować o
areszcie domowym i przydzieleniu kuratora z FBI. Potrzebna jest tylko twoja
zgoda.
– A niby dlaczego miałbym to zrobić?
Przecież nie cierpisz Bragi a teraz się za nim wstawiasz? – Bilkins próbował zrozumieć co kieruje Brianem. Czyżby teść go podpłacił? A może go szantażuje?
– Chodzi mi o Lorę. Chodzi do niego na
widzenia, jeśli już musi się w nim widywać, to wolałbym, żeby robiła to innych
warunkach, na przykład u niego w domu. Widzę, że to dla niej trudne, że jej ojciec siedzi.
Wiesz, że ona mimo wszystko obwinia się o to? – wyznał. – To jak mogę liczyć na
twoją pomoc?
Bilkins pokiwał twierdząco głową. A więc jednak robi to dla swojej żony. W sumie to nawet podobało mu się, że O'conner się ustatkował, bo pozytywnie wpływało to na jego pracę.
– Dobrze, postaram się coś załatwić, ale
nie licz na wiele – O’conner uśmiechnął się, po czym pożegnał ze swoim szefem.
Wieczorem Lora i Brian siedzieli
przytuleni na kanapie i oglądali program motoryzacyjny, gdy nagle w ich salonie
pojawili się wszyscy przyjaciele.
– Roman i Tej uparli się żeby wpaść w
odwiedziny – uśmiechnął się Toretto, a dwaj murzyni pokiwali zgodnie głowami
szczerząc się wesoło.
– Chyba powinniśmy zakluczać drzwi
frontowe – szepnął na ucho żonie Brian.
Lora roześmiała się tylko i wstała z
kanapy idąc przygotować coś do picia dla gości. Zauważyła, że Jessica przyszła
razem z Jakiem. Wyglądało na to, że się pogodzili, gdyż zachowywali się jak
zakochani nastolatkowie. Jej przyjaciółka jednak nie zdecydowała się na
zerwanie z blondynem. Lora stwierdziła, że nie ma się co wtrącać, bo Jessica i
tak zrobi po swojemu.
Brunetka przygotowywała napoje, gdy do
kuchni weszła Mia. Stanęła z brzegu i założyła ręce na klace piersiowej. Kilka
razy chciała coś powiedzieć, ale za każdym razem rezygnowała. Lora popatrzyła
na przyjaciółkę i obróciła się do niej.
– Co się dzieje? – zapytała,
przyglądając się pannie Toretto.
– Dostałam propozycję stażu jako
fizjoterapeutka w Barcelonie. – Mia popatrzyła nieśmiało na Lorę, która
roześmiała się. – To dla mnie duża szansa.
– Gratuluję! Naprawdę ogromnie się
cieszę! To takie straszne, że tak niepewnie o tym mówisz?
– Chodzi o to, że będę musiała wyjechać
na rok i nie wiem jak mam powiedzieć o tym Dominicowi i reszcie – westchnęła
cicho, wbijając wzrok w swoje paznokcie, które nerwowo skubała.
– Rozumiem, że miałam zaszczyt
dowiedzieć się pierwsza. To przez moje imię? – Lora spojrzała na przyjaciółkę
ciepło. Mia zachichotała cicho. – Nie przejmuj się tak. Dominic na pewno
zrozumie, że to dla ciebie szansa. Na pewno nie zamknie cię w domu –
stwierdziła pani O’conner, dodając otuchy przyjaciółce. – A kiedy wyjeżdżasz?
– Pierwszy tydzień stycznia.
– Co plotkujecie?! – Do kuchni wpadł
Roman. Objął dziewczyny i dał im po całusie w policzek.
– Nie twoja sprawa! – Mia wytknęła mu
język, po czym chwyciła tacę i ruszyła do salonu.
Roman popatrzył na Lorę z miną zbitego
psiaka, a ta zaczęła się z niego śmiać. Pearce miał to do siebie, że zawsze
musiał być o wszystkim poinformowany. Taka plotkara, tylko w wersji męskiej.
Po chwili do salonu weszła Lora z
Romanem. Brunetka usiadła obok Brian, kładąc głowę na jego ramieniu. Mogłaby
tak spędzać czas całymi godzinami. Chyba nigdy jej się to nie znudzi. Brunetka
patrzyła na osoby znajdujące się w pomieszczeniu z delikatnym uśmiechem na
ustach. Ci ludzie byli dla niej rodziną. Może i nie byli ze sobą złączeni
więzami krwi, różnili się do siebie nie tylko fizycznie ale również
charakterami, ale łączyła ich prawdziwa i szczera więź. Każdy był tutaj niezwykle
ważny i bez względu na wszystko był członkiem rodziny. Nawet Han, którego Lora
i Jess dopiero co poznały, a już zdążyły szczerze polubić i to z wzajemnością.
Wszyscy siedzieli i rozmawiali, śmiejąc
się co chwilę i to głównie z rozmów Romana i Teja. W pewnym momencie odezwał
się telefon Jake’a. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i wyszedł z salonu, by
odebrać. Jednak mimo, to wszyscy mogli usłyszeć bez problemu jak blondyn
odbiera:
– No hej kotku... Nie, wcale nie
przeszkadzasz – odezwał się do telefonu.
Wszyscy starali się udawać, że nic się
nie stało, ale Jess czuła na sobie współczujące spojrzenia. Czara goryczy się
właśnie przelała. Jake właśnie przegiął. Mógł sobie mieć laski na boku, ale
Jessica nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić aby Kendall poniżał ją przy
jej przyjaciołach. Jake wyszedł z domu O’connerów, zaraz po zakończeniu
rozmowy.
Blondynka uśmiechała się i zachowywała,
jak gdyby nic się nie stało. Jednak niedługo później oznajmiła, że musi już lecieć
wymigując się natłokiem pracy i nadchodzącą migreną. Oczywiście Lora wiedziała, że to
kłamstwo. Znała swoją przyjaciółkę i wiedziała, kiedy ta nie mówi prawdy.
Wyszła za Jessicą przed dom.
– Jess! – zawołała. – Wszystko w
porządku? – zapytała, gdy blondynka obróciła się w jej stronę.
– Tak – stwierdziła z uniesioną z gracją
głową. – Muszę tylko zakończyć mój nieudany związek – uśmiechnęła się szeroko,
z pewną sztucznością. Przecież nikt nie potrafi śmiać się, gdy jego serce
właśnie zostało roztrzaskane na kawałeczki i podeptane.
Lora pokiwała tylko głową, posyłając
Jessice spojrzenie mówiące „przykro mi”, po czym wróciła do domu.
Następnego dnia Jess, ubrana elegancko i
seksownie, wkroczyła pewnym krokiem do mieszkania Jake’a. Skoro już ma z nim zerwać, to niech zobaczy co stracił. Chłopak dopiero co
wyszedł spod prysznica. Spojrzał na dziewczynę uśmiechając się szelmowsko.
Jednak blondynka tylko prychnęła z odrazą.
– Gdzie ta twoja dziwka? – zapytała
wprost, nie szczędząc czasu na uprzejmości.
– Nie wiem o czym mówisz. – Jake nie
stracił ani trochę pewności siebie. Chciał podejść do blondynki i pocałować ją
na powitanie, jednak dziewczyna zatrzymała go ruchem ręki.
– Och daj spokój, dobrze wiesz o czym
mówię – powiedziała krytycznym tonem. – Przyszłam powiedzieć ci, że to już
koniec tego idiotycznego związku. Mam dość ciebie i twojego aroganckiego
zachowania, nie będę znosiła twoich dziwek na bokach i nie będę jedną z nich. Wiesz..
nawet ciebie znosiłam, ale nagrabiłeś sobie tym jak potraktowałeś mnie wczoraj
przy naszych wspólnych znajomych. Myślisz, że kim ja do cholery jestem? Znajdź
sobie inną naiwniarę.
Jessica z satysfakcją patrzyła jak
uśmiech znika z twarzy Jake’a. Miała nadzieję, że serio przejął się tym, że już
dłużej nie będzie jej wykorzystywał i że nie jest to jego kolejna gierka, żeby
ją przekabacić. Ale nawet jeśli był teraz nieszczery, to nie miała zamiaru już
dać się omotać jego urokowi.
– To na razie. – Jess posłała swojemu
byłemu chłopakowi triumfując spojrzenie, po czym opuściła jego mieszkanie.
Jake stał jeszcze chwilę nie do końca
rozumiejąc co tu się stało. Właśnie został rzucony przez dziewczynę. Rozstanie
już wcale nie jest takie fajne, gdy to ktoś zrywa w tobą. Blondyn podszedł do
barku i nalał sobie szklankę whisky. Usiadł w fotelu, opróżniając ją powoli.
Prychnął cicho pod nosem. Wmawiał sobie, że to zerwanie nic dla niego nie
znaczyło, tak samo jak i sama Jess. Przecież nie będzie płakał za jakąś laską.
Jak nie ta, to inna, bo przecież i tak wszystkie są takie same.
Jessica w tym czasie siedziała w swoim
mieszkaniu i piła w samotności kolejną lampkę wina. Aż sama sobie dziwiła, że
rozstanie poszło jej tak szybko i obeszło się bez histerii i wybuchów płaczu.
Dopiero w domu pozwoliła sobie na uronienie kilku łez przy butelce alkoholu.
Było jej cholernie ciężko ze świadomością, że musiała zrezygnować ze swojej
miłości. Z drugiej strony jednak poczuła ulgę. Ulgę, że już nie będzie
zdradzana, że nie będzie musiała udawać, że tkwi w wspaniałym związku. Gdyby
tylko Jake potrafił ją docenić...
***
Rozpoczynał się grudzień. Temperatury
nieco się obniżyły. Miami powoli wchodziło w świąteczny nastrój. Na sklepowych
wystawach pojawiały się bożonarodzeniowe ozdoby, a ludzie wpadali powoli w
zakupowy szał. Lora cieszyła się jak dziecko na samą myśl o pierwszych
wspólnych świętach. Jako, że była teraz prawdziwą panią domu stwierdziła, że
zorganizuje całe Boże Narodzenie w ich domu. Zaprosiła już razem z mężem
wszystkich przyjaciół, a także rodziców Briana. Było jej okropnie żal, że nie
będzie razem z nią jej ojca.
Brian jechał w stronę więzienia. Usiadł
przy stoliku, przy którym czekał już jego teść.
O’conner musiał pogadać z ojcem Lory. Agent Bilikins dotrzymał obietnicy
i zajął się sprawą Bragi. Udało mu się załatwić dla niego zwolnienie z
więzienia.
– Co cię tutaj sprowadza mój drogi
zięciu? – zapytał Antonio, uśmiechając się cynicznie. – Nie boisz się przychodzić
do więzienia bez obstawy? W końcu znalazłoby się tu kilka osób, które z chęcią
poderżnęłyby ci gardło.
– A ty jesteś jedną z nich? – Brian
spojrzał śmiało na Bragę, a ten wzruszył lekko ramionami. – Przyszedłem tutaj,
wyciągnąć rękę na zgodę.
Antonio uniósł brwi i pokiwał głową z
zainteresowaniem. Był ciekawy co też mąż jej córki ma mu do powiedzenia.
Szczerze mówiąc to spodziewał się tej wizyty prędzej czy później.
– Załatwiłem dla ciebie alternatywną
formę odbycia kary. Wyjdziesz z więzienia i będziesz miał areszt domowy oraz
kuratora – kontynuował O’conner.
– Skąd ten pomysł? – zapytał Braga
unosząc głowę do góry.
– Robię to dla Lory, jak dla mnie
mógłbyś tu gnić, ale moja żona jakoś nie może sobie z tym poradzić – stwierdził
Brian. – Poza tym gdy będziesz w domu, będziesz mógł zajmować się tą swoją cholerną firmą, a Lora będzie miała spoój.
Była to dla niego ciężka decyzja, jednak
dla Barcelony był w stanie do poświęceń. Braga totalnie działał mu na nerwy,
jednak chcąc nie chcąc byli rodziną i O’conner wiedział, że w końcu będą
musieli się dogadać. Dla dobra Lory i dziecka.
O’conner podniósł się i ruszył w stronę
wyjścia, ale zanim wyszedł, zatrzymał się i odwrócił w stronę Antonia.
– Co za ironia losu – stwierdził. – Chciałeś
ochronić Lorę przed złamanym sercem, a tymczasem to ty złamałeś je najbardziej.
– Brian popatrzył wymownie na Antonia, po czym opuścił pomieszczenie.
Braga poczuł się jakby dostał w
policzek. Czyżby to co powiedział Brian było prawdą? Antonio nie chciał się
przyznać, ale popełnił błąd próbując ingerować w życie córki. Widział jak
promieniowała radością, gdy przychodziła na spotkania. To dzięki O’connerowi
Lora była naprawdę szczęśliwa. Może ta cała historia z jej ucieczką, wcale nie
była aż taką głupotą? Może Brian ma rację, że warto się zjednoczyć dla dobra
Barcelony, która bądź co bądź dla nich obu
jest bardzo ważna. Mężczyzna chwycił dokumenty zawierające zasady
zwolnienia, które zostawił mu O’conner i wczytał się w nie.
Brian wrócił do domu, ale nie zastał w
nim żony, która nie wróciła jeszcze z pracy. Przyjechała po kilku minutach.
Weszła do domu, , a właściwie to rozłożyła się na kanapie. Brian wszedł do
salonu i postawił przed żoną filiżankę z zieloną herbatą, po czym zajął miejsce
przy niej. Brunetka chwyciła poduszkę, która leżała obok i przytuliła ją do
klatki piersiowej.
– Jestem wykończona, czuję się jakby mój
mózg miał zaraz eksplodować – westchnęła. Lora była bardzo zaangażowana w pracę
w firmie ojca. Wszystkie obowiązki starała się wykonywać sumiennie i najlepiej
jak potrafiła. Brian czasami karcił ją za to, że za bardzo się przemęcza, ale
Lora wiedziała jak powstrzymać wyrzuty swojego męża. W takich sytuacjach zwykle
uśmiechała się czarująco, całowała Briana i zawsze było koniec tematu. – Byłam
dzisiaj u Jess. Udaje, że wszystko jest w porządku, ale widać, że jest załamana
rozstaniem z Jakiem – dodała.
– Przykro mi, ale nic nie poradzę, że
mój brat jest jaki jest – stwierdził Brian. – I tak uważam, że Jess dobrze
zrobiła zostawiając go w cholerę. Może po tym Jake chociaż trochę spokornieje.
Brunetka pokiwała głową, zgadzając się,
ze swoim mężem. Jake chyba nie mógł pogodzić się z myślą, że to on został
rzucony i wyjechał na tygodniowy urlop. Nawet nie powiedział nikomu dokąd się
wybiera. Chyba było mu też trochę głupio. Po tym jak Jess z nim zerwała, Jake
złożył wizytę w domu O’connerów, gdzie dostał porządny ochrzan od Briana, a na
dodatek został zmieszany z błotem przez Barcelonę. O’conner pierwszy raz
widział żonę tak wściekłą na kogoś oraz używającą niecenzuralnych słów. Był
przekonany, że gdyby nie stanął za brunetką i nie objął jej ramionami,
rzuciłaby się na Jake’a w pięściami. Później Lora tłumaczyła, że to wszystko
wina hormonów i gdyby nie była w ciąży to nie zareagowałaby tak agresywnie.
Brian jednak uznał to za dobry powód do żartów. W sumie ta nowo odkryta strona
jego żony całkiem mu się spodobała. Pokazała, że w obronie swoich bliskich nie
da sobie w kaszę dmuchać.
– W każdym razie, niech Jake się lepiej
u nas nie pokazuje – oznajmiła Lora z zaciętością.
Brian uśmiechnął się od ucha do ucha
całując swoją żonę.
– Może położymy się dzisiaj wcześniej? –
zapytał łobuzersko, po czym wziął ją na ręce i zaniósł w stronę sypialni...
***
:)
Ohohohoho !! W końcu Jes zerwała z Jakem ! Brian pokazał swoje serce i uwolni Brage z więzienia ;3 Czekam na wiecej ;3
OdpowiedzUsuńZielono oka
No zerwała, zerwała... A co! Przecież nie będzie z idiotą do końca życia. xdd
UsuńBo Brian ma duuuuuużeeee.... serce! :D :P xd ^^
Pozdrawiam! :*
Jest mój HAN <3
OdpowiedzUsuńTak to ja! Nie zapomniałam o Tobie :*
Mam natłok pracy i totalny brak czasu na wszystko... dopiero teraz jak jestem chora mogę nadrobić wszystko :(
Ciesze się, że Jess w końcu zerwała z Jakem ale domyślam się, że bardzo jej z tego powodu ciężko :(
Jestem w szoku postawą Briana, że chce wyciągnąć Bragę z więzenia. Mam nadzieje, że nie będziez tego większych problemów :)
Pozdrawiam Maleńka ;*
Spokojnie, rozumiem wszystko, teraz też nie mam zbyt dużo czasu dla blogów. ;)
UsuńJess zmądrzała i tyle. :)
A Brian musi zacząć żyć z Bragą w zgodzie... no bo w końcu to TEŚCIU. xd
Również pozdrawiam! ;*