Gdyby nie to, że mam arytmię serca
Gdyby nie to, że dowiedziałem się tu o tym przez nas, pamiętasz?
HuczuHucz - Gdyby nie to
Lora weszła do budynku więzienia w Miami. Miała zobaczyć się dzisiaj z Antoniem. Zanim jednak mogła wejść do Sali widzeń, musiała poddać się kontroli osobistej. Dość młody strażnik podszedł do niej i kazał unieść ręce do góry, po czym zaczął sprawdzać dłońmi, czy dziewczyna nie próbuje niczego przemycić. Mężczyzna szczerzył się obleśnie do brunetki, a przeszukując ją nie omieszkał dotknąć jej piersi i pośladków. Nawet nie udawał, że robił to przypadkiem. Brunetka zniosła to bez słowa i po chwili weszła do pomieszczenia, gdzie odbywały się widzenia z więźniami. Była to ogromna sala, w przytłaczającym szarym kolorze. Cała obstawiona strażnikami więziennymi. Lora od razu rozpoznała swojego ojca i usiadła przy stoliku. Przez ten krótki okres na jego twarzy pojawiło się kilka nowych zmarszczek, a pomarańczowy kolor więziennego ubrania nie bardzo do niego pasował. Nagle brunetka poczuła się totalnie niezręcznie, wiedząc, że po części to jej wina, że jej ojciec jest teraz gdzie jest.
– Cześć tato – uśmiechnęła się niemrawo, oczekując na reakcję ojca. Ku jej zdziwieniu, Antonio odwzajemnił uśmiech i to całkiem naturalny.
– Cześć córeczko – powiedział. – Jak tam u ciebie? Brian jest dla ciebie dobry?
Lora pokiwała twierdząco głową.
– Wszystko w porządku, a Brian jest naprawdę wspaniałym mężem – odezwała się Lora.
– To dobrze, bo gdyby był niedobry, to kazałbym go zabić – stwierdził Braga luźnym tonem.
– Tato.. – upomniała go pobłażliwym tonem.
Braga zaśmiał się widząc reakcję Lory, a ta odetchnęła z ulgą, że to był tylko głupi żart. Zdawała sobie sprawę, że Antonio byłby do tego zdolny. Wiedziała, że jej ojciec i Brian nie znoszą się wzajemnie. Jej marzeniem było, żeby ci dwaj doszli w przyszłości do porozumienia. Brunetka opowiedziała swojemu ojcu, o podróży poślubnej. Antonio słuchał uważnie swojej córki i o dziwo wydawał się być całkiem zadowolony z małżeństwa córki. Później temat zszedł na Bragę. Okazało się, że szanse na zmniejszenie wyroku są nikłe. Lora pomyślała, że gdyby Brian wstawił się za jej ojcem może dałoby się coś zrobić. Jednak biorąc pod uwagę jaki ci dwaj mają do siebie stosunek szanse na pomoc O’connera były marne. W pewnym momencie Braga oznajmił:
– Chciałbym żebyś zajęła się firmą.
Brunetkę zatkało totalnie. Siedziała chwilę z rozdziawioną buzią, nie wiedząc co ma na to odpowiedzieć. Przecież ona kompletnie nie znała się na prowadzeniu firmy, a tym bardziej firmy, przez którą jeszcze nie tak dawno miała spore problemy.
– Nie wiem – pokręciła głową. – Naprawdę nie wiem. Nie mam wiedzy z zakresu prowadzenia interesów. Prowadzenie firmy zajmuje dużo czasu, musiałabym krążyć między Miami, Los Angeles i Rio. Powinnam się teraz skupić na moim małżeństwie. Poza tym musiałabym to najpierw skonsultować z Brianem.
– Myślę, że twój małżonek skrytykuje ten pomysł – stwierdził Braga. – Formalnie to ty jesteś prezesem. Mój prawnik pomógłby ci wszystko ogarnąć, mogłabyś znaleźć kogoś zaufanego, kto zajmowałby się interesami w Los Angeles i Rio, a ty byś kontrolowała wszystko stąd. Przemyśl to sobie i daj mi znać jak podejmiesz decyzję.
Brunetka pokiwała głową, po czym opuściła salę. Gdy jechała do domu stwierdziła, że jej relacje z ojcem w końcu weszły na dobrą drogę. Nie miała już do niego żalu, za to co wydarzyło się wcześniej. Doszła do wniosku, że nie warto rozpamiętywać przeszłości i należy raczej spojrzeć w przyszłość. Nie miała jednak pojęcia, co zrobić z propozycją ojca. Jako córka Bragi powinna się zgodzić, ale jako żona O’connera powinna odmówić. Czuła się jakby stała między młotem i kowadłem. Wiedziała, że będzie musiała omówić sytuację ze swoim mężem, jednak domyślała się jaka będzie jego reakcja. Dlatego też wcale nie uśmiechało jej się na myśl o rozmowie z Brianem...
Lora siedziała na kanapie malując paznokcie i zerkając co chwila na ekran telewizora, w którym leciał jakiś program kobiecy. Czekała na swojego męża. Odkąd dowiedział się, że będzie ojcem, zwariował całkiem jak Dominic. Chuchał i dmuchał na nią jak na porcelanową lalkę. Na początku, chciał obdzwonić wszystkich przyjaciół i rodzinę z wiadomością o ciąży, ale poprosiła go żeby wstrzymali się z ogłoszeniem dobrej nowiny jeszcze trochę. Właściwie to Lora miała zamiar oznajmić światu o swojej ciąży dopiero, gdy brzuszek zacznie być widoczny. Oczywiście była pod opieką najlepszego lekarza w Miami, a Brian zapowiedział, że jego żona będzie rodziła w prywatnej klinice, żeby jego żona i dziecko było pod należytą opieką.
Brian wszedł do domu i przywitał się z żoną. Dopiero gdy przeprowadził dokładne przesłuchanie czy z maleństwem wszystko w porządku, poszedł do kuchni żeby coś zjeść.
– W piekarniku jest lazania – oznajmiła Lora nie odrywając wzroku od paznokci. – Tylko zostaw trochę, bo dzisiaj wpada w odwiedziny nasz synek.
Brian wyjrzał z kuchni i spojrzał pytająco na Lorę.
– Synek?
– Roman zadzwonił dzisiaj i spytał czy może wpaść na obiad, bo jest bardzo głodny – wyjaśniła brunetka uśmiechając się. – Powiedział, ze jestem najwspanialszą kucharką na świecie i że mnie uwielbia, więc nie mogłam odmówić.
O’conner pokiwał głową. W sumie to Roman serio zachowywał się jak dziecko.
– Chyba trzeba znaleźć mu dziewczynę – stwierdził Brian. – Niech ona mu gotuje obiadki, a nie moja żona – dodał niezadowolonym tonem.
– Jesteś zazdrosny? – Brunetka wyszczerzyła się.
– A jak myślisz? – Brian odpowiedział pytaniem na pytanie. No jasne, że był zazdrosny. Nawet jeśli chodziło tylko o Romana. Zmierzył swoją żonę wzrokiem. Tak... zdecydowanie miał być o co zazdrosny... – Jak minął Ci dzisiaj dzień? – Zmienił szybko temat.
Lora odstawiła lakier na stolik. Wiedziała, że to, co powie nie spodoba się O’connerowi, ale musiała być z nim szczera.
– Odwiedziłam dzisiaj ojca – oznajmiła niepewnie.
Usłyszała jak Brian trzaska czymś o kuchenny stół. Po kilku sekundach jego postać pojawiła się w wejściu do salonu.
– Poszłaś na widzenie?! – zapytał wzburzony, zakładając ręce na biodra. Jego mina nie wróżyła nic dobrego...
Brunetka pokiwała tylko twierdząco głową.
– Po tym co ci zrobił ty nadal chcesz go widywać? – W głosie Briana słychać było złość i pretensję.
– Brian... to mój ojciec, moja rodzina i nie mogę go odtrącić. Nawet jeśli popełnił błędy, to zasługuje na drugą szansę – powiedziała Lora, starając się wytłumaczyć swojemu mężowi.
– Teraz ja jestem twoją rodziną i nie chcę żebyś chodziła do więzienia na spotkania z Antoniem – oznajmił Brian stanowczym tonem.
– Nie możesz mi tego zabronić – zaprotestowała brunetka. Najpierw rządził nią Braga, a teraz Brian...
– Owszem mogę! Jesteś moją żoną, do cholery! – Brian podniósł głos, a Lora spojrzała na niego rozgoryczona.
– Właśnie Brian! – wrzasnęła. – Jestem twoją żoną, a nie własnością!
Po tych pobiegła na górę, a kilka minut później wyszła z domu trzaskając drzwiami. Po chwili O’conner usłyszał pisk opon odjeżdżającego samochodu.
Brian uderzył pięścią w futrynę. Miał ochotę cos rozjebać, był pewny, że Lora teraz pojechała do Jessici, gdzie wylewa łzy. Nic nie mógł poradzić na to, że kompletnie mu się nie podobało, że brunetka widuje się z Antoniem. Przecież ten skurwiel chciał wydać ją za mąż za Suareza a jego zabić. Miał wrażenie, że Lora zdołała o tym zapomnieć przez te dwa miesiące ich małżeństwa. On i Braga byli dla siebie największymi wrogami. Jednak z drugiej strony w żadnym wypadku nie chciał być powodem łez Barcelony.
Rozmyślania przerwał mu Roman, który jak zwykle bez pukanie wbił mu do domu.
– Siemka, co dziś na obiad? – Zagaił wesoło, jednak widząc wkurzoną minę przyjaciela uśmiech zniknął mu z twarzy. – Co się stało?
– Muszę się napić piwa. – Brian chwycił przyjaciela za ramię i poprowadził do drzwi, jednak Roman wyrwał się, jakby coś mu się przypomniało.
– Poczekaj! – krzyknął i pobiegł do kuchni i wrócił po chwili z talerzem lazani, zajadając się potrawą. – Teraz możemy jechać!
No tak... dla Roma żarcie była najważniejsze niezależnie od sytuacji. Jeśli ten koleś kiedyś będzie brał ślub, to w trackie składania przysięgi będzie wcinał chipsy. O’conner pokręcił głową i wyszedł za przyjacielem.
Gdy jechali samochodem, Roman wyciągnął telefon i zadzwonił do Teja. Chciał uprzedził go, że wpadają do niego na piwko. Po kilkunastu minutach zaparkowali przed warsztatem murzyna, którzy czekał już na nich z otwartymi piwami.
– Wiesz Parker... myślę, że zamiast warsztatu powinieneś otworzyć knajpę, bo i tak wszyscy przychodzą do ciebie pić alkohol – Roman musiał podzielić się swoim przemyśleniem. Tej popukał się w czoło.
– Brian pantoflarzu! Żona wypuściła cię z domu, hehe!? – zaśmiał się Parker.
Blondyn pokazał mu środkowy palec i upił łyk piwa.
– Lory nie było – oznajmił Roman. – Ale na szczęście zostawiła mi obiad – dodał klepiąc się po brzuchu. Tej zrobił obrażoną minę, bo Rom wbił na darmowe żarcie bez niego.
– Trochę się pokłóciliśmy dzisiaj – powiedział Brian skubiąc etykietę na butelce.
– Oooooho! Pierwsza małżeńska kłótnia! – zawołali jednocześnie Rom i Tej, po czym przybili sobie piątkę.
– To trzeba opić. Definitywnie – stwierdził Roman.
Tej pokiwał twierdząco głową.
– Dobrze, że zadzwoniłem po Doma – dodał Tej.
W tym momencie do chłopaków dołączył Toretto. Brian opowiedział kumplom o sytuacji z Lorą. Dominic popatrzył pobłażliwie na blondyna.
– Serio?! Zrobiłeś jej o to awanturę?! Na miejscu Lory trzepnąłbym cię porządnie w pysk.
Dom wytłumaczył Brianowi, że nie powinien robić Barcelonie awantury, o to, chce się widywać z Antoniem. W końcu to jej rodzina. A rodzina jest najważniejszą rzeczą na świecie. O’conner wysłuchał uważnie wywodu przyjaciela. W sumie w jego słowach było dużo racji. Czuł się winny, że doprowadził do kłótni z Lorą.
– W sumie to zachowałeś się jak Braga – dodał Toretto. – Myślisz, że jak jesteś jej mężem to możesz decydować za Lorę o jej życiu, a najchętniej to zamknąłbyś ją w domu i nie wypuszczał. A chyba właśnie przed tym chciałeś ją uchronić...
– A jak spieprzysz sprawę i Lora się z tobą rozwiedzie, to ja ją sobie zamawiam! – wtrącił Roman, podnosząc do góry rękę i uśmiechając się szeroko.
– Spierdalaj – Brian zgromił kumpla wzrokiem, a Roman wyraźnie posmutniał. Jak ten człowiek potrafił go czasem wkurzyć!
Po kilku godzinach O’conner wrócił do domu taksówką, z racji, że wypił trochę alkoholu. Chciał przeprosić i porozmawiać z Lorą na spokojnie, ale nie zastał żony w domu. Próbował się z nią skontaktować, ale jej telefon był wyłączony. Porządnie zmartwiony wybrał numer Jessici.
– Hej, jest u ciebie Lora? – zapytał, gdy tylko usłyszał w głos blondynki. – Jej komórka nie odpowiada i trochę się martwię.
– Tak, jest – powiedziała Jess, a Brian odetchnął z ulgą. Poprosił ją, żeby dała jego żonę do telefonu.
– Cześć kochanie – przywitał się. – O której wrócisz?
– Nie wiem – odparła sucho Lora. – Chyba zostanę na noc u Jess – stwierdziła po namyśle.
– No dobrze... – westchnął cicho. W jego głosie można było wyczuć pokorę i skruchę. Lora ucieszyła się z tego w duchu. – Jutro porozmawiamy na spokojnie. Tylko nie siedźcie z Jess zbyt długo, bo musisz wypoczywać. Kocham Cię i dzidziusia też – dodał.
– Okej, ja ciebie też – odpowiedziała, po czym zakończyła połączenie.
Jess popatrzyła zdziwiona na przyjaciółkę, która uśmiechała się pod nosem, ściskając komórkę w dłoni. Nie mogła uwierzyć w to, że jeszcze przed chwilą Barcelona była zła na O’connera, ale wystarczył jeden telefon od niego, żeby szczerzyła się jak głupia.
– O mój Boże! Jesteście tacy słodcy. Pokłóceni, ale dalej spijają sobie z dzióbków! „Kocham Cię Lorciu!” „Och ja ciebie też Brianku!” – pisnęła przedrzeźniającym tonem Jess, ciskając w przyjaciółkę poduszką. – Chyba nie odpuścisz mu tak szybko?!
– Oczywiście, że nie! – uśmiechnęła się Lora, ściskając poduszkę, którą przed chwilą oberwała – Teraz jestem żoną i muszę sobie wychować męża. Nie zaszkodzi mu jak trochę sobie pocierpi z wyrzutami sumienia, to go zmiękczy – odpowiedziała tonem znawcy, wytykając jej język.
– Przyznaj się, że po prostu chcesz zobaczyć jak wygląda seks na zgodę, ale musisz trochę przetrzymać Briana! – Jessica śmiała się z Lory, ale po chwili spoważniała. – A tak serio to wam zazdroszczę... – przyznała się Jessica. – Chciałabym kiedyś spotkać faceta, który będzie mnie kochał jak Brian ciebie. – W oczach blondynki widać było szczery smutek. Lora usiadła przy przyjaciółce i przytuliła ją.
– A co z Jakiem? – zapytała brunetka, ocierając policzki przyjaciółki z łez. – Kochasz go, co?
Jess pokiwała twierdząco głową. Lora widziała już wcześniej, że blondynka jest po uszy zakochana w bracie Briana. Była w totalnym szoku, gdy dowiedziała się, że ta dwójka jest razem, jednak gołym okiem było widać, że Kendall nie traktuje tego związku zbyt poważnie. Mówiła już wiele razy i pewnie powtórzy jeszcze nie raz, że człowiek był totalnym ignorantem i egoistą. Aż nie chciało jej się wierzyć, że tacy porządni i mili ludzie jak Sophie i Richard spłodzili takiego patałacha.
– Wiesz... Jake raz jest, a raz go nie ma, a ja siedzę jak idiotka i czekam aż się pojawi – wzruszyła ramionami. Jessica pominęła to, że Kendall notorycznie ją zdradza, nie chciała by jej przyjaciółka się o tym dowiedziała. Wtedy brunetka namawiałaby ją do zakończenia tego związku, a tego Jess by nie zniosła. Nie podobało jej się to jak traktuje ją Jake, ale nie mogła znieść myśli o życiu bez niego. Dlatego też codziennie chowała swoje cierpienie w kieszeń i udawała, że jest szczęśliwa. Cieszyła się, że ma Jake’a dla siebie chociaż w małym stopniu. Przecież inni nie musieli znać prawdy...
Lora starała się jakoś pocieszyć przyjaciółkę. W sumie najprościej byłoby ją upić, ale zrezygnowała z tego pomysłu, gdyż zauważyła, że ostatnio blondynka i tak pije więcej alkoholu niż powinna. Siedziały przytulone tak długo, aż Jess w końcu uspokoiła się na tyle, by nie płakać. Brunetka przyniosła przyjaciółce dwie tableki nasenne i wodę, po czym kazała jej się położyć do łożka. Sama ułożyła się w pokoju gościnnym, gdyż była totalnie wykończona. Myślała o tym by położyć się z Jess, ale jakoś nie mogła leżeć w łożku, w którym jej przyjaciółka wcześniej spała z Jakiem. Gdy leżała już pod kołdrą chwyciła komórkę i odpisała Brianowi na SMSa, w którym przypominał jej aby wzięła kwas foliowy i cały arsenał innych witamin dla kobiet w ciąży. Odłożyła telefon na szafkę nocną i niemal natychmiastowo usnęła.
***
Nie wiem co napisać, więc lepiej pomilczę. ;)
Ooooooooo w końcu się pojawił :) Jak Brian może rzadzić Lorą !? Lora ma rację męża trzeba wychowywać i niech sobie chłopak pocierpi :)
OdpowiedzUsuńŻyczy weny i pozdrawia
Zielono oka :3
No pewnie, że męża trzeba sobie wychować! xd Brian będzie chodził jak w zegarku! I będzie smażył Lorze kotlety schabowe. ;P
UsuńPozdrawiam! ;*
Super rozdział nie wiem dlaczego Brian rządzi Lorą. Pozdrawiam i życze weny ;*
OdpowiedzUsuńDziękuję! :*
Usuń"Jeśli ten koleś kiedyś będzie brał ślub, to w trackie składania przysięgi będzie wcinał chipsy." - właśnie sobie to wyobraziłam hahahaha. :D
OdpowiedzUsuńZauważyłam tez mała literówkę;
"Wiesz Paker.." - tak mi się rzuciło w oczka ;*
Co do postawy Briana to nie spodobało mi się jak potraktował Lorę.., nir powinien tak się zachowywać :/
Lecę spać bo jestem po 8h ciężkiej pracy... :(
PS: Z niecierpliwością czekam na rozdział 2 i na Hana ♡ !
Buziaki ;*
Dzięki za komentarz! ;*
UsuńBrian myśli że jako mąż to dużo może, ale się grubo myli xd
Zaraz poprawiam błąd! ;)
Pozdrawiam! ;*
No nie!! Brian ty cholerny idioto! Tak jak mówił Dom, ja też spoliczkowałabym go za tą awanturę! Żaden facet nie ma prawa nią rządzić! Rozdział zarąbisty!! HEUEUHEU Roman najlepszy hahah Han mi się skojarzył z tymi chipsami xdd
OdpowiedzUsuńNo nic, weny życzę i czekam na next^^ ;*
To kobieta jest w związku od rządzenia! ;D
UsuńRoman i Han to zawodowi chipsożercy xd Mi skojarzyło się jak Roman żebrał o drobne do automatu z żarciem ;D
Dziękuję i pozdrawiam! ;*