piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 12




"Chcę się tobą opiekować, wielbić cię i kochać tak, jak żaden inny mężczyzna. Chcę cię rozpieszczać. Każdy mój pocałunek, dotyk, każda moja myśl należy do ciebie. Przy mnie będziesz szczęśliwa. Każdego dnia będę cię uszczęśliwiał.”
                                                              Becca Fitzpatrick "Finale"




Jessica stała łkając i przyglądała się pogorzelisku. Gdy ojciec Lory opuścił jej mieszkanie, blondynka ruszyła pędem w stronę baru swojej ciotki, a właściwie w stronę tego, co z niego zostało. Technicy zakończyli właśnie badanie miejsca pożaru. Nikt nie miał wątpliwości, że było to podpalenie, w ruinach budynku znaleźli nadpalony karnister. Na miejscu była też pani Maria, której pozwolono zabrać rzeczy, które ocalały z pożaru. Dzięki sprawnej pracy strażaków zaplecze zostało naruszone przez ogień w małym stopniu. 
– Jak się trzymasz ciociu? – zapytała stroskanym głosem. – Tak mi przykro, że cię to spotkało.
– Nie przejmuj się Jessico – odpowiedziała Maria, siląc się przy tym na uśmiech. Cała ona. Nieważne jak jest źle, uśmiech musi być. – Przecież byłam świadoma na co się decyduję przyjmując Lorę pod swój dach. 
– Ale straciłaś cały dorobek… – Jessica martwiła się o ciotkę, bała się o to jak zniesie to wszystko. W końcu nie była już taka młoda.
– To tylko bar, który zawsze można odbudować – powiedziała podchodząc do blondynki i przytulając ją. – Teraz najważniejsze, aby ten dryblas nie odnalazł Lory i żeby nie skrzywdził żadnej z was…
Jessica skierowała się w stronę domu przyjaciół. Nie zważała na to, że spotka tam Jake’a. Nie chciała być teraz sama, okropnie bała się Antonia Bragi, bała się też o Lorę i Briana…
Tym razem drzwi otworzył sam Dominic. Zdziwił się widokiem roztrzęsionej i zapłakanej blondynki. Torreto wskazał dziewczynie by weszła do środka. Jess weszła do środka i oparła się o ścianę w przedpokoju.
– Był u mnie ojciec Lory - powiedziała, zanim Dom zdążył zapytać co się stało. – Ten skurwiel podpalił bar mojej ciotki. On zrobi wszystko, żeby odnaleźć Lorę. To jakiś totalny psychol.
Dominic podszedł do dziewczyny i przytulił ją do siebie. Zupełnie niczym starszy brat, który chroni swoją młodszą siostrzyczkę przed całym złem tego świata. Po chwili zaprowadził ją do kuchni i usadowił ja przy stole a sam zabrał się za parzenie kawy.
– Wprowadzasz się do nas - postanowił po chwili myślenia.
Jessica pokręciła głową.
– Nie mogę – zaprzeczyła. 
– Jeśli chodzi o Jake'a, to nie musisz się martwić. Wyjechał z samego rana. - Dominic postawił przed dziewczyną kubek z gorącym napojem.
Jessica poczuła ukłucie w sercu. Czyli jednak jest totalnym dupkiem. Zamiast próbować się wytłumaczyć, uciekł jak tchórz. Zresztą czego mogła się spodziewać, przecież nie była nawet jego dziewczyną, tylko zabawką do łóżka. Świadomość, że nie może mieć w nim oparcia, gdy jest ciężko była dla niej ciężka do zgryzienia.
– Nie o to chodzi – powiedziała, próbując ukryć swój żal. – Nie chcę robić wam kłopotu, przecież nie jesteście w to zamieszani. Chcę tylko, żebyście ostrzegli Lorę i Briana.
– Jesteś przyjaciółką Lory i nie możemy pozwolić zrobić ci krzywdy, dlatego wprowadzasz się i koniec. – Dominic postawił sprawę jasno. Nie miał zamiaru słuchać prób odmowy. Skoro coś powiedział to tak było i już. Proste.

Brian i Lora zmierzali w kierunku Montgomery w stanie Alabama. Jechali już ponad cztery godziny. Z Folkston wyjechali z samego rana. Po drodze minęli miejscowości Waycross i Albany. Starali się trzymać większych miast, żeby pozostać anonimowi. Dojeżdżali właśnie do miejscowości Eufaula na granicy stanów Georgia i Alabama. I dobrze, im szybciej będą pokonywać stany, tym trudniej będzie ich dopaść. Brian zjechał z S Eufaula Ave na stację benzynową znajdującą się przy drodze. Zatankował samochód do pełna, po czym poszedł zapłacić za paliwo. Chciał też zadzwonić do przyjaciół i dowiedzieć się czy wszystko u nich w porządku. Lora w tym czasie poszła do pobliskiego sklepu by kupić coś do zjedzenia. Gdy wracała z pełną siatką, Brian właśnie kończył rozmowę z Dominicem. Barcelona zauważyła zmartwienie malujące się na twarzy blondyna. Od razu wyczuła, że stało się coś złego. 
– Twój ojciec odwiedził Bahamy. – O’conner potarł nerwowo czoło. – Wpadł w odwiedziny do Jessici.
Lora spojrzała na Briana z przerażeniem.
– A wcześniej podpalił bar pani Marii – dodał.
Lora chwyciła się drzwi samochodu po czym oparła o nie czoło. Nie mogła uwierzyć, że jej ojciec okazał się potworem. Miała ochotę się popłakać, jednak nie chciała wyjść na ostatnią sierotę, która o wszystko ryczy. Już dosyć się wypłakała w ciągu ostatnich dni.
– To zły pomysł – powiedziała spanikowana. – Powinnam wrócić do ojca i zgodzić się na ten cholerny ślub. Przeze mnie cierpią tylko niewinne osoby.
Brian podszedł do dziewczyny, obrócił przodem do siebie i otoczył ją swoimi ramionami.
– Nie mów tak. Dominic i reszta wszystkim się zajmą. Zabierają Jess do siebie i pomogą jej ciotce. – uspokoił ją. – Uwierz mi, że niebezpieczeństwo to dla nas chleb powszedni. Nie pierwszy i nie ostatni raz jesteśmy w takiej sytuacji.
Lora nie wiedziała czemu, ale słowa Briana ukoiły jej strach. A może nie tyle słowa, co jego ramiona, w których czuła się tak niesamowicie bezpiecznie. Nie była jeszcze do końca świadoma, że jej żal do niego słabnie. Wiedziała, że teraz chłopak mówi prawdę. Czuła to. Brunetka stanęła na palcach i złożyła na policzku blondynka całusa, po czym wsiadła na miejsce pasażera i zamknęła drzwi. Brian stał chwilę zaskoczony, jednak szybko się ocknął i ruszyli w dalszą podróż. Mieli do przejechania daleką drogę.

Roman i Tej pomagali Jessice w przeprowadzce. Blondynka starała się zabrać jak najmniej rzeczy, jednak mimo to miała dwie pełne walizki. 
– Mój kręgosłup – jęknął Roman, któremu przypadła cięższa torba do dźwigania. – Wisisz mi masaż kobieto – powiedział wskazując palcem na blondynkę.
Ta w odpowiedzi wytknęła język i ruszyła z Mią na górę. Brunetka pokazała dziewczynie gdzie ma się zatrzymać i pomogła jej rozpakować rzeczy. Gdy skończyły ruszyły na dół i usiadły w kuchni, parząc kawę. W pewnym momencie Mia zobaczyła światła samochodu, wjeżdżającego na posesję...
W tym czasie Dominic i Letty byli na plaży. Leżeli na leżaku i snuli plany na przyszłość ciesząc się ostatnimi promieniami słońca, które chyliło się powoli ku zachodowi. Napawali się ciszą jaka tu panowała, zakłócaną jedynie szumem morza. 
– Jedne wakacje, a tyle zmian… – westchnęła cicho brunetka.
Dominic uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.
– Chciałabym wrócić do Los Angeles i tam wychowywać dziecko – kontynuowała. – W Miami jest pięknie, ale to nie jest dom.
– Jeszcze wrócimy do domu, zobaczysz – obiecał Dominic. 
Jednak ich sielankę przerwał głos:
– Znowu się widzimy Toretto. 
Oboje wstali i zobaczyli zbliżającego się do nich agenta Bilkinsa.
– Myślałem, że mam czyste konto – powiedział Dominic rozkładając ręce.
– Dobrze wiesz, że tym razem nie chodzi o ciebie – odpowiedział czarnoskóry. – Bardziej interesuje mnie gdzie jest teraz O’conner i Barcelona Braga. Twoja siostra i przyjaciele twierdzą, że nic nie wiedzą na ten temat mimo, że przyjaciółka panny Bragi siedzi u nich na ploteczkach. 
Dominic wzruszył ramionami. 
–  Ja też nie mam pojęcia. Chcieli pobyć trochę sami i się zmyli – stwierdził.
Bilkins pokiwał wątpiąco głową.
– Nie zapominaj Toretto, że cudem udało ci się uniknąć więzienia. 
Agent próbował zastraszyć Dominica, jednak wiedział, że nadaremnie. Toretto nie był typem człowieka, który się boi.
– Naprawdę nie wiem gdzie oni teraz są. Lora jest niewinna, a Brian jest zakochany i tak łatwo jej nie odda.
– Ten człowiek uwielbia kłopoty - westchnął Bilkins. Powiedział to bardziej do siebie. – Zresztą chyba nie on jeden. Będę was obserwować, do zobaczenia. – Spojrzał wymownie na parę, po czym skinął na pożegnanie głową i wycofał się.
Letty spojrzała na ukochanego nieco rozbawionym wzrokiem.
– Jak co chwilę będziemy zadzierać z FBI, to prędko do domu nie wrócimy.
– Mów mi jeszcze – odpowiedział śmiejąc się pod nosem.

Brian i Lora minęli Montgomery w stanie Alabama. Minęli znak drogowy informujący o skrzyżowaniu.
– Którą drogą jedziemy? – zapytał Brian. – Tuscaloosa czy Jackson?
– Tuscaloosa brzmi ciekawie – stwierdziła brunetka. 
– Jak sobie życzysz. – O’conner włączył prawy kierunkowskaz i skręcił w drogę prowadzącą do miejscowości wybranej przez dziewczynę. 
Po kilku kwadransach dojechali do miejscowości. Zobaczyli znak prowadzący do domków letniskowych, postanowili zatrzymać się tam. Zjechali w polną drogę, która prowadziła między lasem a polami. Dojechali w końcu do jeziora Camp Tuscoba Lake, przy którym znajdowała się plaża, pole kempingowe, a dla wygodniejszych turystów niewielkie drewniane domki. Brian poszedł zapytać o wolny pokój zaś Lora usiadła na masce samochodu i rozejrzała się dookoła. Było tutaj pełno plażowiczów mimo, że było już po 18. Większość z nich byli to młodzi ludzie, którzy przyjechali trochę poimprezować nad jeziorem, ale nie zabrakło również rodzin z dziećmi i starszych osób pragnących wypoczynku. 

– Przykro mi, ale nie mamy już wolnych miejsc – oznajmiła recepcjonistka uprzejmym tonem.
O’conner zaklął pod nosem. 
– Naprawdę? Nie można nic zrobić? To tylko jedna noc – Postanowił wykorzystać swój urok osobisty i uśmiechnął się najseksowniej jak tylko potrafił.
Dziewczyna zarumieniła się i pokręciła przecząco głową.
– Naprawdę mi przykro, wszystkie domki zostały zarezerwowane.
– A właśnie nieprawda Moi jedni przyjaciele mają wynajęty tu pokój od dzisiaj, ale dotrą tu dopiero jutro, więc możesz wziąć ich pokój na dziś – wtrącił chłopak który podszedł do recepcji. Był to młody, dość drobny brunet. Wyglądał może na 19-20 lat. – A tak w ogóle jestem Douglas. – Chłopak wyciągnął rękę.
Brian spojrzał na chłopaka. Wyglądał na porządną osobę, jednak instynkt agenta kazał mu zachować dystans. Chwycił wyciągniętą dłoń.
– Brian – przedstawił się, po czym dodał: – No nie wiem, czy powinienem…
Jednak chłopak, widząc wahanie O’connera, przerwał mu.
– Widziałem jak przyjechałeś przed chwilą z tą ładną brunetką, która siedzi na masce, wyglądacie jakbyście byli w potrzebie. Jak coś to grilluję razem z przyjaciółmi nad samym brzegiem. Dołączcie do nas – oznajmił. 
– Ok. – Brian uśmiechnął się do Douglasa. W sumie nie ma nic do stracenia przyjmując pomoc, a jeśli coś będzie nie tak, to potrafi obronić i siebie i Barcelonę.

Brian wyszedł i zobaczył Lorę, siedzącą na samochodzie. Miała zamknięte oczy i głowę uniesioną do góry. Wyglądała, jakby próbowała złapać ostatnie promienie słońca, które powoli chyliło się ku zachodowi. Podszedł do niej nie chcąc jej przeszkadzać, jednak dziewczyna, słysząc zbliżające się kroki, uchyliła powoli powieki. Wyglądała tak uroczo w trampkach, szortach, zwykłej koszulce z włosami związanymi w kitek. 
– I co? Załatwiłeś? – zapytała.
– Nie ma wolnych miejsc, ale… - pokiwał palcem. – Załatwiłem dla nas pokój, od jednego gościa – powiedział zadowolony.
– Nie wiem czy powinniśmy ufać obcym ludziom – stwierdziła Lora. – Już raz się na tym sparzyłam – dodała złośliwie.
To był celowy przytyk w jego stronę, chciał już coś powiedzieć, ale Lora nie dała mu dojść do słowa. Zeskoczyła z maski Golfa i pociągnęła Briana za rękę.
– Chodźmy się przejść, mam już dosyć siedzenia na dzisiaj.

Szli powoli leśną dróżką biegnącą wzdłuż jeziora. Po jednej stronie znajdował się brzeg, a do drugiej las, co dawało niesamowity efekt. W przeciwieństwie do plaży, panowała tutaj cisza i spokój. Pewnie to dzięki temu, że w tym miejscu brzeg jeziora porośnięty był sitowiem, który uniemożliwiał kąpiel w wodzie, a las rzucał cień, uniemożliwiając opalanie się. Gdyby nie to, także tutaj roiło by się od ludzi. 
– Ale tutaj uroczo… – powiedziała Lora, napawając się widokiem. – Nawet tysiąc razy lepiej niż na Bahamach. 
– Podoba ci się tutaj? – zapytał zaskoczony Brian. – Przecież to takie proste miejsce. Pewnie nie raz bywałaś w super ekskluzywnych kurortach.
Lora roześmiała się beztrosko. On nic nie rozumiał.
– Właśnie o to chodzi! – krzyknęła wesoło. – Tutaj jest tak prosto i swojsko. Przez całe życie gdziekolwiek pojechałam, otaczali mnie bogate i rozpieszczone dzieci milionerów. Wypacykowani chłopacy i dziewczyny z silikonowymi piersiami. Wszyscy sztuczni i nadęci. A tutaj są normalni ludzie, rodzice którzy zajmują się swoimi dziećmi, kobiety które nie wstydzą się rozstępów po ciąży, nastolatkowie, którzy jeżdżą takimi samymi gratami jak nasz. To było moim marzeniem, znaleźć się kiedyś w taki miejscu.
Brian słuchał z uśmiechem Barcelony. Podobała mu się ta radość w jej głosie, gdy opowiadała mu o swoich spostrzeżeniach. Cieszył się, że mógł pokazać jej życie, jakie było dla niej dotąd nieznane. Gdy zrobiło się już dość ciemno postanowili wrócić. Brian wyjął z bagażnika bluzy, gdyż wieczór nad jeziorem był chłodny.
Po chwili zauważył ich Douglas, który zawołał Briana, by dołączył z Lorą do nich. O’conner podszedł do chłopaka i jego znajomych. Przy ognisku siedzieli prócz Douglasa jeszcze jeden chłopak i dwie dziewczyny. 
– Siemka, poznajcie się, to są Jared, Sam i Amanda – powiedział wskazując kolejno na chłopaka i dziewczyny. – A ja jestem Douglas – dodał i podał rękę Lorze. 
Brian i Lora przywitali się z każdym, przedstawiając się. Po czym usiedli po przeciwnych stronach ogniska. Lora koło dziewczyn zaś Brian, przy chłopakach. Jared był blondynem, nieco lepiej zbudowanym niż Douglas. Na gołe oko było widać, że niedawno musiał zacząć ćwiczyć na siłowni. Sam była szatynką do śniadej cerze, zaś Amanda miała jasną karnację i rude włosy. Wszyscy wyglądali na około 19 lat.
– Wracacie ze spacerku? – zagaił Douglas uśmiechając się cwaniacko. – Pewnie chcieliście pobyć trochę sami.
– W sumie tak.
– Po moim trupie.
Brian i Lora powiedzieli w tym samym, co wywołało śmiech u pozostałych. Wzięli to za przekomarzanie się pary zakochanych.
– Po prostu jesteśmy cały dzień w drodze i musieliśmy wyprostować kości – wyjaśnił Brian.
– A dokąd jedziecie? – zapytała Sam.
– Do Los Angeles – powiedziała, patrząc w stronę Briana.
Taka odpowiedź im wystarczyła. 
Chłopacy wyjęli z przenośnej lodówki dwa piwa i podali je O’connerowi i Barcelonie. Dziewczyna początkowo odmawiała, ponieważ nie przepadała za tym trunkiem, jednak po chwili uległa nie chcąc sprawiać przykrości nowym znajomym. Rozmowa toczyła się w najlepsze. Okazało się, że Jared i Amanda mają po dwadzieścia lat i studiują, zaś Douglas i Sam właśnie skończyli liceum i dopiero wybierają się na college. Lora słuchając ich opowieści trochę im zazdrościła. Tej ich beztroski, szalonej młodości. Mimo, że była w ich wieku, jej nastoletnie życie nie było takie ciekawe i ekscytujące a to wszystko przez apodyktycznego ojca i jego ludzi, którzy jej ciągle pilnowali. 
Lora siedziała i rozmawiała z dziewczynami jednak ciągle czuła na sobie wzrok O’connera.
– Dziewczyny, chodźcie zapalić – zarządziła Amanda, wyciągając w torby paczkę papierosów.
– Ale ja nie palę – oznajmiła Lora.
Sam roześmiała się.
– Ja też nie! – krzyknęła, po czym dodała ciszej. – Ale zawszę idę z Amandą, bo to dobra okazja, żeby pogadać z dala od nich. – Wskazała głową na chłopaków.
Lora wstała i poszła razem w dziewczynami. Odchodząc, odwróciła się i zobaczyła wzrok Briana, który podążał za nią.
Dziewczyny usiadły kawałek dalej. Samantha i Amanda spojrzały podekscytowane na Lorę.
– No a teraz opowiadaj, co zrobiłaś, że ten twój Brian tak stracił dla ciebie głowę – powiedziała Sam z zaciekawieniem. – Spałaś z nim?
Amanda pokiwała głową i uśmiechnęła się znacząco. Lora popatrzyła na dziewczyny zamurowana.
– Nie! – krzyknęła, stanowczo zaprzeczając. – Nie spałam z nim! 
– A powinnaś – wtrąciła rudowłosa, na co dostała kuksańca od Samanthy. 
– Naprawdę nie zauważyłaś, że on cały czas na ciebie patrzy? I to w dodatku takim wzrokiem… – Szatynka niedowierzała, że Lora może być tak ślepa.
– Jakim?
– Jakbyś była dla niego całym światem – stwierdziła Samantha. – I wiesz co? Chciałabym kiedyś spotkać faceta, który patrzyłby tak na mnie.
Lora opuściła głowę i wbiła wzrok w skrawek swojej koszulki, którą zaczęła miętosić w dłoniach.
– Nie… – szepnęła i pokręciła głową. – Okłamał mnie i zranił, teraz mi pomaga, bo ma wyrzuty sumienia, że mnie wykorzystał. Gdyby mu zależało, to by tego nie zrobił.
– Posłuchaj… – zaczęła Amanda. – Mężczyźni to prymitywne istoty. Kłamanie i kombinowanie to część ich natury, jeśli coś spieprzą to zwykle nie ogarniają nawet co. Ale jeśli facet dostrzega swój błąd i stara się go naprawić, to znaczy że mu zależy.
– Lepiej nas posłuchaj – dodała Sam. – Wiemy co mówimy.
Lora uśmiechnęła się nieśmiało. To nieprawdopodobne, ale uwierzyła w słowa dziewczyn. Chyba dostrzegły one to, co jej było ciężko ujrzeć przez urazę jaką żywiła do Briana. Jednak czy ta cała sytuacja była tak naprawdę jego winą? Przecież starał się wykonywać swoją pracę, a skończyło się na tym, że jej pomaga, niszcząc przy tym swoją karierę.

W tym czasie chłopacy rozmawiali przy ognisku.
– A tak w ogóle, to ładną masz dziewczynę – powiedział w pewnym momencie Jared. – Gdzież ty ją wyrwał?
Brian roześmiał się na to stwierdzenie.
– To nie jest moja dziewczyna – oznajmił, z nutą żalu. – Poznałem ją na wakacjach. Teraz uciekamy przed jej ojcem, który chciał ją wydać za mąż. 
– Wiedziałem, że tutaj kryje się jakaś romantyczna historia! – krzyknął Douglas, zaciskając zwycięsko pięść. – Straciłeś dla niej głowę, co? – zapytał Briana.
– Dla niej warto – odpowiedział, kiwając twierdząco głową.

Lora z dziewczynami wróciła do ogniska, gdzie siedzieli chłopacy. Brunetka usiadła obok O’connera i położyła głowę na jego ramieniu. Brian był nieco zaskoczony tą śmiałością, jednak cieszył się, że dziewczyna nie jest wobec niego już taka obojętna. Pocałował ją w czoło, po czym kontynuował rozmowę. Niedługo potem ruszyli do pokoju, który odstąpił im Douglas. Mieli w nim zatrzymać się Mike i Nina – przyjaciele Douglasa i reszty, jednak w przyczyn losowych ich przyjazd opóźnił się, dzięki czemu Brian i Lora mieli się gdzie zatrzymać tej nocy. 
– Może się jeszcze zobaczymy – powiedział Douglas, gdy się żegnali…

Brian obudził się kilkanaście minut przed szóstą. Rozejrzał się po pokoju, jednak nigdzie nie było Lory. Zerwał się z łóżka jak oparzony i założył na siebie czyste ubranie. Wybiegł domku i rozejrzał się, szukając sylwetki dziewczyny. Zobaczył ją siedzącą na masce samochodu. Miała podwinięte nogi i podbródkiem opierała się o kolana. Patrzyła na spokojnie falujące jezioro. Chciał już zrobić jej wymówki, że nie powinna sama wychodzić, bez jego wiedzy, że go nastraszyła, ale powstrzymał się.
– Już wiem, gdzie będę przyjeżdżała ze swoimi dziećmi na wakacje – powiedziała rozmarzonym głosem.
Brian pomyślał, że bardzo by chciał, żeby to były jego dzieci. Nie mógł sobie nawet wyobrazić tego, że Lora mogłaby urodzić dzieci jakiemuś innemu mężczyźnie.
O’conner oparł się o maskę tuż obok Lory.
– Wiesz Brian… – zaczęła Barcelona. – Powiedziałeś, że jedyną osobą, którą mogę za to wszystko winić jesteś ty. Nieprawda. Jedyną osobą, którą mogę winić jest mój ojciec.
Brian stanął przed Lorą i głośno przełknął ślinę.
– Ja też porządnie spieprzyłem sprawę.
– Wykonywałeś tylko swoją pracę – stwierdziła dziewczyna. Zeskakując z samochodu i wciskając ręce w kieszenie szortów. – Powinnam dziękować Bogu, że to ciebie wybrano do tej sprawy – zaśmiała się. – Czułam się zraniona i oszukana, gdy powiedziałeś mi prawdę, ale wiem, że dla ciebie to nie było łatwe… I mi pomagasz, chociaż nie musisz... Przecież stracisz pracę… - urwała, bo głos uwiązł jej w gardle, a oczy zaszkliły się od łez.
– Cicho – Brian przyciągnął ją do siebie tak mocno, że aż musiała chwycić się jego ramion, żeby zachować równowagę. O’conner oplótł ręce wokół jej talii. – Jesteś dla mnie najważniejsza, Lora. Dla ciebie wszystko.
Powiedział i pocałował ją czule. Tak bardzo brakowało mu jej dotyku, smaku jej ust. Znowu mógł poczuć najszczęśliwszym facetem na świecie...


****

Miał być rozdział na święta, ale się trochę opóźniło. Miałam małą kontuzję... :/ Poza tym pomysł przyszedł dopiero dzisiaj. Trochę za dużo tego tulenia... I jestem trochę rozdarta, bo z jednej strony myślę, że pogodziłam ich trochę za wcześnie, ale z drugiej strony nie wiedziałam jak dalej mogłabym pociągnąć "focha" Lory... ;)

Dziękuję Wam bardzo za wszelkie opinie i miłe słowa! ;*

Bilety na premierę "Szybkich i wściekłych 7" kupione?!  ;D


Chyba o czymś zapomniałam... tylko nie wiem o czym..

Pozdrawiam! ;)

EDIT. Musiałam zmienić szablon, bo tamten z Barbarą Palvin się popsuł. :( Niestety przeszukiwałam czeluście internetu i nie znalazłam żadnego szablonu pasującego do treści opowiadania. Ten szablon to jeden z niewielu, który mi się spodobał. ;)

EDIT 2. !!!!!!!
Właśnie wróciłam z kina, z "Szybkich i wściekłych 7". OMG Ten film jest wspaniały!! Tyle akcji, że JANIEMOGE. Pięknie połączenie wątków, kilka wątków, które były totalnym zaskoczeniem,, no i najważniejsze - wzruszające zakończenie. Oczywiście moja natura sprawiła, że się rozpłakałam. Gorąco polecam Wam film ''Szybcy i wściekli 7". :)       <FOR PAUL>

15 komentarzy:

  1. Dziewczyno, rozjebalas system!!! Tylko wielkie "wow" cisnie mi sie na usta! jest to jeden z tych "najlepszych rozdzialow ever"! Jezuu teraz cholernie nie moge doczekac sie nastepmego. Wiec weny ci zycze, abys szybko napisala i pozdrawiam! Nie moge sie bardziej rozpisac bo wlasnie lece do szkoly i malo czasu mam:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, wow, wow, wow!
    Jestem pod ogromnym wrażeniem! Z każdym rozdziałem zatracam się coraz bardziej w historię Lory i Briana, i innych i żądam stanowczo więcej! Już masz pisać kolejny rozdział! Ino myk!!
    W ogóle czytając kwestię Dominica, słyszę w myślach głos Vina, który tak uwielbiam <3
    Bileciki jeszcze nie kupione, bo do końca tygla wszystkie miejsca zajęte ;(
    Pozdrawiam gorąco!! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + zapraszam do siebie na obejrzenie zwiastunu (tak, tak.. moich wypocin :D) mojego opowiadania ;*

      Usuń
    2. Dzięki! ;* Napiszę pracę na studia i zaraz zabieram się za skrobanie nowego rozdziału. Obiecuję! ;D

      Serio nie ma bilecików?! Mam nadzieje, że u mnie jeszcze będą...

      Również pozdrawiam! ;**

      Usuń
  3. Świetny blog ! Bardzo mi się podoba :) czekam na neksta !

    OdpowiedzUsuń
  4. http://nasz-spis-opowiadan-recenzje.blogspot.com/ recenzja tego bloga zostala juz dodana :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Oddam się odpowiedzi na EDIT2 :D
    Też byłam w kinie na F&F7 i ... i jestem w mega wielkim szoku! Film śwetny, nie można się do niczego przyczepić :)
    Jak przystało na rodzinę Doma.. zawsze musi być jakaś "rozpierducha" :D
    Zakończenie mnie rozwaliło na łopatki.. rozpłakałam się! :<

    PS: Swoją drogą to myślałam, że Shaun zagra bardziej życiową rolę niż "5 minut" filmu...
    [wiem, mam beke teraz :D -> najlepszą życiówkę zagrał Owen Shaw :D leżąc w szpitalu haha xD <:ah ja okrutna:> xD]

    Pozdrawiam! ;* ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaa!
      I jestem pełna podziwu dla Jasona Statham'a bo w rolę wcieł się świetnie. :D
      [kocham takie złe charaktery xD]

      Usuń
  6. Rozdzialik po prostu cudny czekam na kolejny :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam ten blog 2 dni temu od razu to wszystko przeczytałam <3 Cudowny masz ten blog <3 Też byłam w kinie na 7 film jest super tylko przy końcu było za dużo efektów specjalnych ale i tak bardzo mi sie podobał ,a przy See you again aż się popłakałam :x Kiedy next ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! ;** Cieszę się, że moje opowiadanie się podoba! :) Nie miałam ostatnio czasu na pisanie, ale postaram się naskrobać coś w ten weekend. :)

      Usuń
  8. Nie ryczałam sama na Szybkich. Chociaż tyle.

    OdpowiedzUsuń