piątek, 23 maja 2014

Rozdział 3



"Świat bez miłości jest martwym światem i zawsze przychodzi godzina, kiedy człowiek zmęczony błaga o twarz jakiejś istoty i o serce olśnione czułością"
                                                         Albert Camus



Następnego dnia Brian wstał wcześnie rano. Reszta jeszcze spała, gdyż opijali wiadomość o ciąży Letty. Jedynie on i Dominic sobie odpuścili. On - bo nie miał ochoty, a Dom - bo musiał odebrać swoją dziewczynę ze szpitala. Blondyn wszedł do kuchni, gdzie jego przyjaciel parzył kawę.
 Też poproszę kawkę – powiedział na sam początek.
 A może jakieś najpierw jakieś „Dzień dobry”,  buraku? – odpowiedział Toretto.
 Lepiej powiedz, jak się miewa przyszły ojciec.
Na te słowa Dominic wyszczerzył się jak nienormalny.
 Zajebiście, nawet sobie nie wyobrażasz jakie to było uczucie, gdy lekarz mówił, że Letty jest w ciąży... Jestem szczęśliwy jak cholera. Ale lepiej powiedz mi czemu gapiłeś się wczoraj na tą dziewczynę w barze – zmienił temat.
 Jaką dziewczynę? – Brian udawał, że nie wie o co chodzi, jednak Toretto nie odpuszczał.
 Nie udawaj głupka, mówię o tej barmance.
 Wydawało ci się – O’conner zbył kumpla.
 Nie chcesz to nie mów i tak prędzej czy później to z ciebie wyciągnę, a teraz spadam do Letty.
Po wyjściu przyjaciela, Brian wziął kawę i udał się do swojego pokoju. Z dna torby wyciągnął teczkę, po czym udał się na balkon wychodzący z jego sypialni. Usiadł na wiklinowym fotelu i zaczął zapoznawać się z dokumentami. Były do informacje dotyczące Barcelony i jej ojca.  Brian chwycił zdjęcie dziewczyny i zaczął się mu przyglądać. Po chwili ocknął się i zaczął zagłębiać się w tekście. Wynikało z niego, że matka porzuciła ją zaraz po porodzie i wychowywana była tylko przez ojca. Dwa lata temu ukończyła Coral Reef High School z bardzo dobrymi wynikami, złożyła papiery na Uniwersytet, ale nie kontynuowała nauki. Nie ominięto również wątku Cristiana Suareza. W skrócie bogaty gnojek. Brian nie rozumiał tylko, dlaczego Lora za niego nie wyszła. Przecież był bogaty i w miarę przystojny. Inne dziewczyny dałyby się pokroić, żeby zdobyć takiego męża, a ona uciekła.
„Czyżby naprawdę myślała, że istnieje miłość?” pomyślał Brian.
Z tą myślą zamknął teczkę i wszedł do sypialni. Dokumenty rzucił na łóżko, a sam poszedł budzić przyjaciół. W końcu była już najwyższa pora, żeby wstawać. Chwilę później wyszedł z domu i skierował swoje kroki do baru, gdzie pracowała Lora. Miał szczęście, gdyż dziewczyna akurat stała za barem. „Czas zabrać się do pracy” pomyślał Brian i podszedł do dziewczyny.
 Hej! – przywitał się.
 Cześć! – Lora obdarzyła go promiennym uśmiechem. – Jak się czuje twoja koleżanka? Letty, tak?
 Tak, Letty. Okazało się, że jest w ciąży – odpowiedział.
 Ooo! To świetnie. Pogratuluj jej ode mnie! – powiedziała z zachwytem, po czym wyciągnęła rękę. – A tak w ogóle to jestem Lora. Wczoraj nie było czasu się przedstawić.
 Brian  blondyn uścisnął rękę dziewczyny. Jej skóra była bardzo delikatna i miękka w dotyku. – A Lora to skrót od jakiego imienia?
 Barcelona – powiedziała nieśmiało. – Ale nie cierpię jak ktoś zwraca się do mnie moim pełnym imieniem – dodała.
 A mi się bardzo podoba twoje imię – uśmiechnął się  szarmancko Brian, na co dziewczyna się zarumieniła. Zdawała się być bardzo miła i przyjazna. – A może wpadłabyś dzisiaj do nas o 18 na kolację? Będziesz miała okazję sama pogratulować Letty i poznasz resztę moich przyjaciół.
 No nie wiem.. – dziewczyny zdawała się nie być przekonana co do tego pomysłu.
 Oj daj się namówić, będzie fajnie! – Brian nie odpuszczał.
 Skoro tak mówisz, to chyba nie mam wyjścia – uśmiechnęła się.
 Ok, to może po ciebie wpadnę? – Brian ucieszył się, że dziewczyna przyjęła zaproszenie.
 Nie trzeba. Powiedz mi tylko gdzie mam przyjść – odpowiedziała.
Brian zapisał na karteczce, którą uprzednio podała mu Lora adres, gdzie mieszka razem z przyjaciółmi.
– Proszę bardzo – powiedział chłopak z uśmiechem, podając kartkę dziewczynie. – Ja muszę już lecieć. To zobaczenia wieczorem!
 Na razie! – krzyknęła Lora w stronę wychodzącego chłopaka.
O 15 Lora skończyła pracę i udała się do domu. Miała sporo czasu dlatego zajęła się pracami w ogródku. Później wzięła prysznic i założyła niebieską sukienkę na ramiączkach i  kremowe sandałki. Do tego założyła złote kolczyki oraz wzięła małą kremową torebkę. Miała jeszcze ponad pół godziny czasu, więc włączyła laptopa i uruchomiła komunikator. Na ekranie zawitała wiadomość od jej przyjaciółki Jessici. Opisywała ona swój pobyt w Barcelonie i przesyłała swoje zdjęcia  podróży. Lora odpisała jej, że u niej wszystko w porządku oraz, że czeka na jej przyjazd na Bahamy. Przed umówioną godziną udała się do ogrodu uciąć trochę świeżych kwiatów, po czym wyszła z domu i udała się pod wskazany adres. Zatrzymała się przed ogromną willą. Nie była pewna, czy nie pomyliła czasem adresu, jednak zauważyła Briana wychodzącego ze środka.
 Cześć! Już się bałam, że źle trafiłam – uśmiechnęła się promiennie.
 Cześć! – przywitał się Brian, po czym zaprosił dziewczynę do domu: - Zapraszam w nasze skromne progi.
Weszli do środka i skierowali się w stronę tarasu, gdzie stała przygotowana przez Mię, Teja i Roma kolacja. Przy stole stali jak na razie jedynie ci, którzy przygotowywali posiłek.
 Ooo! Jaka kolacyjka! – krzyknął od progu Brian, który dopiero teraz dostał pozwolenie od kucharzy na podejście do stołu. – Na pewno jest jadalna? – zapytał patrząc krzywo na Teja i Roma.
Chwilę później na tarasie znaleźli się Dom, Letty i Jake. Lora przedstawiła się i wręczyła Letici ucięte przez nią kwiaty gratulując wiadomości o dziecku. Potem wszyscy zasiedli przy stole.
 A Lora to pełne imię czy jakiś skrót? – zagadał Rom.
 Skrót od Barcelony – opowiedziała dziewczyna.
 Poważnie masz na imię Barcelona? – zapytał Tej, na co Lora się uśmiechnęła:
 Tak.
 To dosyć niezręczne, pewnie jak się przedstawiasz ludzie myślą, że zamiast imienia podajesz adres – kontynuował murzyn.
 A ty jak zwykle masz jakiś problem. Barcelona bardzo ładne imię – powiedział Roman.
 Wcale nie mam problemu, to ty się czepiasz. Ja wyrażam tylko swoje zdanie.
 To zachowaj je dla siebie.
 A ty się przestań czepiać.
Podczas gdy ci dwaj się sprzeczali reszta przysłuchiwała się ich rozmowie ze śmiechem. W końcu Toretto przerwał ich tyradę i zapytał się Lory:
 Ile masz lat?
 W sierpniu skończę 20.
 A tak w ogóle to jesteś stąd czy przyjechałaś tutaj do pracy? – na to pytanie Lora wyraźnie się zmieszała.
 Nie, nie jestem stąd. Przyjechałam tutaj trochę odpocząć od zgiełku, ale dorabiam u pani Marii w barze – odpowiedziała.
Przyjaciele O’connera zadali Barcelonie jeszcze kilka pytań, ale chłopak nie bardzo przysłuchiwał się rozmowie. To dlatego, że wszystko już wiedział. Zamiast słuchać, przyglądał się dziewczynie. Wyglądała niewinnie, w tej swojej sukience, że miało się ochotę przytulić ją do siebie i pogłaskać po włosach. Na twarzy nie miała praktycznie żadnego makijażu, ale i tak wyglądała cudownie.  Mimo że pierwszy raz zobaczył ją na żywo niecałą dobę temu, w jego głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości, czy ta dziewczyna mogłaby działać przeciw prawu.
 Nieee gaaap się... – w pewnym momencie O’conner usłyszał przeciągły szept Romana.
 Weź daj spokój – odpowiedział Brian nieco za głośno, bo zwrócił na siebie uwagę wszystkich. Chłopak wyszczerzył się tylko, po czym spuścił speszony wzrok na swój talerz.
Reszta wieczoru upłynęła w miłej atmosferze. Po kolacji poszli wspólnie na spacer po plaży. Dziewczyny szły przodem plotkując o modzie, dietach i innych babskich sprawach, chłopacy zaś szli z tyłu rozmawiając jak zwykle o samochodach, sporcie i kobietach.


Lora po powrocie dużo rozmyślała ludziach, których dziś poznała. Spędziła bardzo miły wieczór. Złapała z nimi wspólny język. Letty i Mia zaprosiły ją nawet na wspólne plażowanie następnego dnia. Zgodziła się bez wahania, gdyż bardzo ich polubiła. Goły okiem można było zauważyć, że są połączeni niesamowitą więzią. Zupełnie jak prawdziwa rodzina. Sama nigdy nie miała takich przyjaciół, oczywiście oprócz Jessie, która była niczym siostra, ale prócz niej nie miała nikogo. Miała znajomych, ale ojciec nie życzył sobie, żeby się z nimi spotykała. Uważał, że nie są oni odpowiednim towarzystwem. Jego córka przecież miała mieć nieskazitelną opinię. Dziewczyna miała cichą nadzieję, że zaprzyjaźni się z Briane, Letty, Mią i resztą, oraz że spotkanie ich będzie dla niej szansą na rozpoczęcie nowego etapu w życiu. Etapu, w którym w końcu będzie decydowała sama o sobie, etapu w którym będzie wolna. Z tą myślą dziewczyna położyła się spać, by nazajutrz zacząć nowy dzień...



******



No więc, już koniec matur, jestem wolnym człowiekiem. To takie dziwne uczucie... pierwszy dzień wolności, a ja czuję, że moja egzystencja jest pozbawiona sensu, dlatego udałam się na poszukiwanie pracy. Niestety, stwierdzam, że "w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem." ;D



Tak nawiasem, nie jestem zadowolona z nowego rozdziału. Mam wrażenie, że jest jakiś gorszy. Chyba potrzebuję urlopu.



Pozdrawiam! :)




4 komentarze:

  1. Barcelona? Hmmm, poważnie jest takie imię? Kurde , poczułam się lekko zdezorientowana. Szkoda, że zgodziła się na tą kolację. Mogła się nie zgodzić, mogłaś wpleść przeszłość. Przeszłosć, która ją gnębi. Wybacz, zagalopowałam się - gdyż miałam pewien pomysł. Nieważne, w końcu to nie moje opowiadanie ;p mimo wszystko podoba mi się rozdział. Jest poprawny ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem... Barcelona - nie mam pojęcia czy jest takie imię, ale nazwę tak swoją córkę <3 Co do rozdziału, to nie jestem z niego jakoś super zadowolona. :( Chcę dobrze, ale niestety moi bohaterowie nie chcą się mnie słuchać i żyją swoim życiem. Będę musiała coś z tym zrobić... ;)
      Pozdrawiam! ;D

      Usuń
    2. :) Oryginalnie ;) Hmmmm...chyba obie mamy coś z tą Barceloną :D hehe. Rozumiem, mnie także nie słuchają bohaterowie. Swoją drogą zapraszam do siebie ;)

      Usuń
  2. Wszystko mi się podoba i uważam, że rozdział nie jest kiepski :) Nie pasuje mi tylko slang jaki wplatasz w usta Toretta :D

    OdpowiedzUsuń