"Świat bez miłości jest martwym światem i zawsze przychodzi godzina, kiedy człowiek zmęczony błaga o twarz jakiejś istoty i o serce olśnione czułością"Albert Camus
Następnego
dnia Brian wstał wcześnie rano. Reszta jeszcze spała, gdyż opijali wiadomość o
ciąży Letty. Jedynie on i Dominic sobie odpuścili. On - bo nie miał ochoty, a
Dom - bo musiał odebrać swoją dziewczynę ze szpitala. Blondyn wszedł do kuchni,
gdzie jego przyjaciel parzył kawę.
– Też poproszę kawkę – powiedział na sam początek.
– A może jakieś najpierw jakieś „Dzień dobry”, buraku? – odpowiedział Toretto.
– Lepiej powiedz, jak się miewa przyszły ojciec.
Na
te słowa Dominic wyszczerzył się jak nienormalny.
– Zajebiście, nawet sobie nie wyobrażasz jakie to było uczucie, gdy lekarz mówił,
że Letty jest w ciąży... Jestem szczęśliwy jak cholera. Ale lepiej powiedz mi
czemu gapiłeś się wczoraj na tą dziewczynę w barze – zmienił temat.
– Jaką dziewczynę? – Brian udawał, że nie wie o co chodzi, jednak Toretto nie
odpuszczał.
– Nie udawaj głupka, mówię o tej barmance.
– Wydawało ci się – O’conner zbył kumpla.
– Nie chcesz to nie mów i tak prędzej czy później to z ciebie wyciągnę, a teraz
spadam do Letty.
Po
wyjściu przyjaciela, Brian wziął kawę i udał się do swojego pokoju. Z dna torby
wyciągnął teczkę, po czym udał się na balkon wychodzący z jego sypialni. Usiadł
na wiklinowym fotelu i zaczął zapoznawać się z dokumentami. Były do informacje
dotyczące Barcelony i jej ojca. Brian
chwycił zdjęcie dziewczyny i zaczął się mu przyglądać. Po chwili ocknął się i
zaczął zagłębiać się w tekście. Wynikało z niego, że matka porzuciła ją zaraz
po porodzie i wychowywana była tylko przez ojca. Dwa lata temu ukończyła Coral Reef
High School z bardzo dobrymi wynikami, złożyła papiery na Uniwersytet, ale nie
kontynuowała nauki. Nie ominięto również wątku Cristiana Suareza. W skrócie
bogaty gnojek. Brian nie rozumiał tylko, dlaczego Lora za niego nie wyszła.
Przecież był bogaty i w miarę przystojny. Inne dziewczyny dałyby się pokroić,
żeby zdobyć takiego męża, a ona uciekła.
„Czyżby naprawdę
myślała, że istnieje miłość?” pomyślał Brian.
Z
tą myślą zamknął teczkę i wszedł do sypialni. Dokumenty rzucił na łóżko, a sam
poszedł budzić przyjaciół. W końcu była już najwyższa pora, żeby wstawać. Chwilę
później wyszedł z domu i skierował swoje kroki do baru, gdzie pracowała Lora.
Miał szczęście, gdyż dziewczyna akurat stała za barem. „Czas zabrać się do pracy” pomyślał Brian i podszedł do dziewczyny.
– Hej! – przywitał się.
– Cześć! – Lora obdarzyła go promiennym uśmiechem. – Jak się czuje twoja
koleżanka? Letty, tak?
– Tak, Letty. Okazało się, że jest w ciąży – odpowiedział.
– Ooo! To świetnie. Pogratuluj jej ode mnie! – powiedziała z zachwytem, po czym
wyciągnęła rękę. – A tak w ogóle to jestem Lora. Wczoraj nie było czasu się
przedstawić.
– Brian – blondyn uścisnął rękę dziewczyny.
Jej skóra była bardzo delikatna i miękka w dotyku. – A Lora to skrót od jakiego
imienia?
– Barcelona – powiedziała nieśmiało. – Ale nie cierpię jak ktoś zwraca się do
mnie moim pełnym imieniem – dodała.
– A mi się bardzo podoba twoje imię – uśmiechnął się szarmancko Brian, na co dziewczyna się
zarumieniła. Zdawała się być bardzo miła i przyjazna. – A może wpadłabyś
dzisiaj do nas o 18 na kolację? Będziesz miała okazję sama pogratulować Letty i
poznasz resztę moich przyjaciół.
– No nie wiem.. – dziewczyny zdawała się nie być przekonana co do tego pomysłu.
Oj daj się namówić, będzie fajnie! – Brian nie odpuszczał.
– Skoro tak mówisz, to chyba nie mam wyjścia – uśmiechnęła się.
– Ok, to może po ciebie wpadnę? – Brian ucieszył się, że dziewczyna przyjęła
zaproszenie.
– Nie trzeba. Powiedz mi tylko gdzie mam przyjść – odpowiedziała.
Brian
zapisał na karteczce, którą uprzednio podała mu Lora adres, gdzie mieszka razem
z przyjaciółmi.
– Proszę
bardzo – powiedział chłopak z uśmiechem, podając kartkę dziewczynie. – Ja muszę
już lecieć. To zobaczenia wieczorem!
– Na razie! – krzyknęła Lora w stronę wychodzącego chłopaka.
O
15 Lora skończyła pracę i udała się do domu. Miała sporo czasu dlatego zajęła
się pracami w ogródku. Później wzięła prysznic i założyła niebieską sukienkę na ramiączkach i kremowe sandałki. Do tego założyła złote
kolczyki oraz wzięła małą kremową torebkę. Miała jeszcze ponad pół godziny
czasu, więc włączyła laptopa i uruchomiła komunikator. Na ekranie zawitała
wiadomość od jej przyjaciółki Jessici. Opisywała ona swój pobyt w Barcelonie i
przesyłała swoje zdjęcia podróży. Lora odpisała
jej, że u niej wszystko w porządku oraz, że czeka na jej przyjazd na Bahamy.
Przed umówioną godziną udała się do ogrodu uciąć trochę świeżych kwiatów, po
czym wyszła z domu i udała się pod wskazany adres. Zatrzymała się przed ogromną
willą. Nie była pewna, czy nie pomyliła czasem adresu, jednak zauważyła Briana
wychodzącego ze środka.
– Cześć! Już się bałam, że źle trafiłam – uśmiechnęła się promiennie.
– Cześć! – przywitał się Brian, po czym zaprosił dziewczynę do domu: - Zapraszam
w nasze skromne progi.
Weszli
do środka i skierowali się w stronę tarasu, gdzie stała przygotowana przez Mię,
Teja i Roma kolacja. Przy stole stali jak na razie jedynie ci, którzy
przygotowywali posiłek.
– Ooo! Jaka kolacyjka! – krzyknął od progu Brian, który dopiero teraz dostał
pozwolenie od kucharzy na podejście do stołu. – Na pewno jest jadalna? –
zapytał patrząc krzywo na Teja i Roma.
Chwilę
później na tarasie znaleźli się Dom, Letty i Jake. Lora przedstawiła się i
wręczyła Letici ucięte przez nią kwiaty gratulując wiadomości o dziecku. Potem
wszyscy zasiedli przy stole.
– A Lora to pełne imię czy jakiś skrót? – zagadał Rom.
– Skrót od Barcelony – opowiedziała dziewczyna.
– Poważnie masz na imię Barcelona? – zapytał Tej, na co Lora się uśmiechnęła:
– Tak.
– To dosyć niezręczne, pewnie jak się przedstawiasz ludzie myślą, że zamiast
imienia podajesz adres – kontynuował murzyn.
– A ty jak zwykle masz jakiś problem. Barcelona bardzo ładne imię – powiedział
Roman.
– Wcale nie mam problemu, to ty się czepiasz. Ja wyrażam tylko swoje zdanie.
– To zachowaj je dla siebie.
– A ty się przestań czepiać.
Podczas
gdy ci dwaj się sprzeczali reszta przysłuchiwała się ich rozmowie ze śmiechem.
W końcu Toretto przerwał ich tyradę i zapytał się Lory:
– Ile masz lat?
– W sierpniu skończę 20.
– A tak w ogóle to jesteś stąd czy przyjechałaś tutaj do pracy? – na to pytanie
Lora wyraźnie się zmieszała.
– Nie, nie jestem stąd. Przyjechałam tutaj trochę odpocząć od zgiełku, ale
dorabiam u pani Marii w barze – odpowiedziała.
Przyjaciele
O’connera zadali Barcelonie jeszcze kilka pytań, ale chłopak nie bardzo
przysłuchiwał się rozmowie. To dlatego, że wszystko już wiedział. Zamiast
słuchać, przyglądał się dziewczynie. Wyglądała niewinnie, w tej swojej
sukience, że miało się ochotę przytulić ją do siebie i pogłaskać po włosach. Na
twarzy nie miała praktycznie żadnego makijażu, ale i tak wyglądała cudownie. Mimo że pierwszy raz zobaczył ją na żywo
niecałą dobę temu, w jego głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości, czy ta
dziewczyna mogłaby działać przeciw prawu.
– Nieee gaaap się... – w pewnym momencie O’conner usłyszał przeciągły szept Romana.
– Weź daj spokój – odpowiedział Brian nieco za głośno, bo zwrócił na siebie uwagę
wszystkich. Chłopak wyszczerzył się tylko, po czym spuścił speszony wzrok na
swój talerz.
Reszta
wieczoru upłynęła w miłej atmosferze. Po kolacji poszli wspólnie na spacer po
plaży. Dziewczyny szły przodem plotkując o modzie, dietach i innych babskich
sprawach, chłopacy zaś szli z tyłu rozmawiając jak zwykle o samochodach,
sporcie i kobietach.
Lora
po powrocie dużo rozmyślała ludziach, których dziś poznała. Spędziła bardzo
miły wieczór. Złapała z nimi wspólny język. Letty i Mia zaprosiły ją nawet na
wspólne plażowanie następnego dnia. Zgodziła się bez wahania, gdyż bardzo ich
polubiła. Goły okiem można było zauważyć, że są połączeni niesamowitą więzią. Zupełnie
jak prawdziwa rodzina. Sama nigdy nie miała takich przyjaciół, oczywiście
oprócz Jessie, która była niczym siostra, ale prócz niej nie miała nikogo.
Miała znajomych, ale ojciec nie życzył sobie, żeby się z nimi spotykała.
Uważał, że nie są oni odpowiednim towarzystwem. Jego córka przecież miała mieć
nieskazitelną opinię. Dziewczyna miała cichą nadzieję, że zaprzyjaźni się z
Briane, Letty, Mią i resztą, oraz że spotkanie ich będzie dla niej szansą na
rozpoczęcie nowego etapu w życiu. Etapu, w którym w końcu będzie decydowała
sama o sobie, etapu w którym będzie wolna. Z tą myślą dziewczyna położyła się
spać, by nazajutrz zacząć nowy dzień...
******
No więc, już koniec matur, jestem wolnym człowiekiem. To takie dziwne uczucie... pierwszy dzień wolności, a ja czuję, że moja egzystencja jest pozbawiona sensu, dlatego udałam się na poszukiwanie pracy. Niestety, stwierdzam, że "w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem." ;D

Barcelona? Hmmm, poważnie jest takie imię? Kurde , poczułam się lekko zdezorientowana. Szkoda, że zgodziła się na tą kolację. Mogła się nie zgodzić, mogłaś wpleść przeszłość. Przeszłosć, która ją gnębi. Wybacz, zagalopowałam się - gdyż miałam pewien pomysł. Nieważne, w końcu to nie moje opowiadanie ;p mimo wszystko podoba mi się rozdział. Jest poprawny ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Wiem, wiem... Barcelona - nie mam pojęcia czy jest takie imię, ale nazwę tak swoją córkę <3 Co do rozdziału, to nie jestem z niego jakoś super zadowolona. :( Chcę dobrze, ale niestety moi bohaterowie nie chcą się mnie słuchać i żyją swoim życiem. Będę musiała coś z tym zrobić... ;)
UsuńPozdrawiam! ;D
:) Oryginalnie ;) Hmmmm...chyba obie mamy coś z tą Barceloną :D hehe. Rozumiem, mnie także nie słuchają bohaterowie. Swoją drogą zapraszam do siebie ;)
UsuńWszystko mi się podoba i uważam, że rozdział nie jest kiepski :) Nie pasuje mi tylko slang jaki wplatasz w usta Toretta :D
OdpowiedzUsuń