środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 17






“Na świecie jest przecież tylu ciekawych ludzi, a my uparliśmy się na siebie. To chyba właśnie jest miłość - uprzeć się na kogoś.”




Lora leżała bez sił na łóżku. Nie miała nawet pojęcia, gdzie się teraz znajduje. Wiedziała jedynie tyle, że jest to jakiś egzotyczny kraj, gdyż cholernie grzało i rosły tutaj palmy. Na całym świecie są setki krajów, gdzie jest ciepło i rosną palmy. Wszystko, co mogłoby podpowiedzieć jej co to za kraj zostało skrzętnie przed nią ukryte. Była pilnowana przez ochroniarzy przez całą dobę, szli za nią nawet do toalety, gdy spała stali pod jej oknem i drzwiami, nawet jak szła zrobić sobie kanapkę to ktoś jej towarzyszył. Wszelkie przedmioty, które mogłyby posłużyć jej do kontaktu ze światem zewnętrznym były pochowane. Willa, w której zamieszkała była jakąś pieprzoną fortecą, z której nie da się uciec. Jej ojciec musiał kupić ją całkiem niedawno, bo była w niej pierwszy raz w życiu. Dotychczas jeździła wszędzie z ojcem i znała każdą jego rezydencję. 

Brunetka miała totalnie dość tego życia pod kloszem. Próbowała uciekać kilka razy, ale ludzie, którzy ją pilnowali udaremnili wszystkie próby. Byli wszędzie, dosłownie wszędzie. Jak jakaś szarańcza. Ostatni raz, gdy próbowała uciec udało jej się jakimś cudem zdobyć klucze od samochodu i nawet wyjechać z garażu, jednak natychmiast została staranowana przez ochronę Hummerem. Na szczęście nic poważnego jej się nie stało, jedynie rozbiła głową szybę w drzwiach. Już nie miała na nic sił. Leżała na łóżku całymi dniami i godziła się ze swoim beznadziejnym losem. Odkąd ostatni raz widziała Briana mijało już przeszło półtora miesiąca. Za kilka dni miał się rozpocząć wrzesień. Jedyną rzeczą, która ją pocieszała był fakt, że Brian żyje. Radość, którą poczuła, gdy dowiedziała się, że jej ukochany przeżył, była nie do opisania. 

PÓŁTORA MIESIĄCA WCZEŚNIEJ
Mijały dwa dni odkąd Antonio zabrał swoją córkę z Rio. Był wściekły, bo sprawy nie układały się po jego myśli. Ten przeklęty O’conner był nieźle uparty, nie dość, że nie dał się zastrzelić, to jeszcze teraz napadł z kumplami na oddział jego firmy w Rio. Miał ochotę pojechać i rozprawić się z nim osobiście, jednak musiał zostać z Lorą, ponieważ była strasznie nieposłuszna. Braga chwycił telefon i wybrał numer swojego pracownika.
– Co się konkretnie wydarzyło? – zaczął bez ogródek.
– Włamali się wieczorem, gdy ładowaliśmy towar – oznajmił pracownik. – Chyba myśleli, że nikogo nie ma w firmie.
– Coś zginęło? – Braga był zaniepokojony. W swojej firmie trzymał rzeczy, których nikt nie powinien widzieć. A szczególnie ten pieprzony agent. Sądził, że specjalne zabezpieczenia w Rio są niepotrzebne, bo nikt nie był aż takim idiotą żeby napadać samego Bragę, jednego z najbardziej wpływowych ludzi w tym mieście, jeśli nie w całej Brazylii. No, ale w końcu znalazł się O’conner.
– Nie, nie zdążyli nigdzie wejść, zatrzymaliśmy ich na hali – skłamał pracownik Bragi. Nie chciał złościć swojego szefa. Poza tym razem z resztą ludzi byli przekonani, że prócz nagrań nie zabrali nic innego. Postanowili zataić to przed Bragą i zabrane dyski, zastąpili czystymi. Przecież w końcu na tych filmach, jak sądzili, nie było na nich nic ciekawego. – Uciekli z pustymi rękami.
Antonio odetchnął z ulgą. Skoro nic nie znaleźli, to może być spokojny. 

Braga wszedł do kuchni, gdzie jego córka przygotowywała sobie kanapkę. Pomyślał, że to już jakiś postęp, bo przez te kilka dni nie chciała niczego wziąć do ust. Antonio stanął niedaleko niej opierając się o szafkę. 
– Twojemu chłoptasiowi się upiekło – powiedział sucho. – Nie dość, że przeżył to jeszcze pobił mojego człowieka, a potem włamał się do mojej firmy. – Dodał z pretensją w głosie.
Brunetka uśmiechnęła się szeroko. Poczuła się jakby ktoś zdjął z jej serca ogromny kamień. 


TERAZ
Cristian Suarez siedział w salonie, w nowo zakupionej rezydencji Antonia Bragi, znajdującej się w Santa Cruz na Teneryfie. Cristian rozglądał się po pomieszczeniu z zazdrością. Antonio lubił obnosić się ze swoim bogactwem, dlatego wszystko, co posiadał musiało być najlepsze i naj najbardziej ekskluzywne. Nawet pieprzony pokój musiał urządzić na bogato. Cristian patrzył krzywym wzrokiem na te wszystkie kosztowne dodatki starannie poukładane na meblach. Jedyne co go pocieszało, to fakt, że niedługo to wszystko praktycznie będzie po części należało do niego. Wystarczy tylko wziąć ten zasrany ślub z tą słodziutką Lorą. Suarez wstał, gdy do salonu wszedł Braga. Przywitali się podając sobie dłonie, po czym usiedli w fotelach. Braga otworzył szkatułkę i wyciągnął z niej cygaro, które po chwili odpalił.
– Data ślubu ustalona za dwa tygodnie – zaczął Braga. – Tym razem będzie skromna uroczystość tutaj na wyspie.
– Tym razem nie będzie żadnych niespodzianek? – zapytał Cristian nieco kpiącym tonem, uśmiechając się przy tym nieco podejrzliwie.
– O to możesz być spokojny – odpowiedział spokojnie. – Osobiście dopilnuję, żeby Lora nie uciekła drugi raz sprzed ołtarza.
Cristian pokiwał głową.
– Chcę się z nią zobaczyć – oznajmił po chwili.
– Jest u siebie na górze. – Braga uniósł nieco głowę wskazując na sufit. – Ostatnie drzwi po lewej.
Suarez podniósł się z miejsca i ruszył ku schodom.
– Trafię sam – powiedział do ochroniarza, który chciał pójść za nim.
Bez pukania wszedł do pokoju Lory. Brunetka leżała na łóżku bezczynnie. Uniosła jedynie lekko głowę, żeby zobaczyć kto przyszedł. Głupie serce wciąż miało nadzieje, że Brian po nią wróci. Gdy tylko zobaczyła twarz Cristiana, odwróciła głowę w drugą stronę.
– Okropnie wyglądasz – stwierdził Suarez. Mimo, że widział twarz Lory zaledwie kilka sekund, od razu zauważył jaka jej bladość i podkrążone oczy. - Mam nadzieję, że do czasu ślubu pozbędziesz się tych strasznych worów pod oczami.
– Nie będzie żadnego ślubu! – Barcelona zerwała się z łóżka i stanęła z bojową miną naprzeciw bruneta.
Ten jednak roześmiał się tylko pobłażliwie. Zupełnie jakby małe dziecko powiedziało mu coś bardzo zabawnego.
– Naprawdę wolisz tego chłystka w FBI niż mnie?! – Cristian uniósł brwi okazując swoje zdziwienie. Przecież był najlepszą partią do zamążpójścia, ale ta uparta dziwka go nie doceniała. 
– Tak! A wiesz dlaczego? Bo jest milion razy lepszy od ciebie! – krzyknęła Lora.
Niemalże natychmiast Cristian wymierzył jej siarczysty policzek. Brunetka pisnęła i upadła na łóżko zanosząc się szlochem. Nie tyle bolał ją policzek, co urażona duma i godność. Nie chciała żyć u boku człowieka, który właśnie podniósł na nią rękę. 
– Posłuchaj mnie ty mała dziwko, nie będziesz ze mną rozmawiała w ten sposób, może ten twój frajer pozwalał sobie na to ale ja nie. Masz się mnie kurwa słuchać, bo inaczej zniszczę ciebie twojego starego.. – mówił Suarez, jednak przerwał mu Antonio, który zwabiony hałasem dobiegającym z pokoju córki.
– Lepiej zamilcz Suarez – powiedział ostrym tonem Braga, a Cristian odwrócił się i spojrzał nieco przelęknionym wzrokiem na ojca swojej przyszłej żony. – Po pierwsze nikt nie ma prawa podnosić ręki na moją córkę, po drugie, to je mogę zniszczyć ciebie, a nie ty mnie. Zabierzcie go stąd. – Braga dał znak swojej ochronie, żeby wkroczyli i wyprowadzili Suareza. Miał zamiar policzyć się z nim za chwilę. Antonio w tej jednej chwili przekonał się, że Cristian nie jest wcale dobrym kandydatem dla jego córki. Ten snobistyczny laluś nie miał do nikogo za grosz szacunku.
Gdy wszyscy opuścili pokój, Antonio usiadł na łóżku obok szlochającej Lory. Dotknął delikatnie jej ramienia,
– Zostaw mnie! – wrzasnęła, jednak jej głos był stłumiony przez łzy. – Nie zostanę jego żoną! Po moim trupie!
– Nie zostaniesz... – potwierdził Braga, a Lora podniosła się i spojrzała na niego zdziwiona. Antonio przyjrzał się jej bladej, smutnej twarzy i pogładził po zaczerwienionym policzku. Miał dziwne wrażenie, że na jego sercu zaciska się jakaś niewidzialna pętla. Czyżby odczuwał jakieś współczucie, widząc krzywdę jego córki. – Znajdę dla ciebie kogoś lepszego – dodał po chwili, a Lora wstała i podeszła do okna. Miała nadzieję, że do jej ojca coś dotarło, ale on dalej chciał ją wydać za mąż. Ja nie za Suareza, to za jakiegoś innego bogatego snoba.
Braga opuścił pokój Barcelony, posyłając jej na odchodne ostatnie spojrzenie.


KILKA DNI PÓŹNIEJ
– Nosz kurwa! – Po garażu Teja rozległ się wściekły krzyk Briana. Właśnie grzebał pod maską swojego Nissana Skylinea, ale kompletnie mu to nie wychodziło. Ciągle wypadały mu z rąk te pierdolone małe śrubki, albo upuszczał klucze. Nie widział Lory już od ponad miesiąca, nie wiedział gdzie jest, nie wiedział kompletnie nic. Próbował szukać zajęcia w garażu, żeby przestać ciągle o niej myśleć, ale to nie pomagało. Nie mógł jeść, nie mógł spać, nie mógł się nawet skupić jadąc samochodem. Ostatnio gdy siedział za kierownicą o mały włos nie potrąciłby Teja stojącego na chodniku. Bo po co kretyn stoi na chodniku!? 
O’connera uważnie obserwowali Tej i Roman, którzy stwierdzili, że pierdolą tę robotę i teraz siedzieli na plastikowych krzesłach, popijając Coronę.
– Wychodzi z niego Gremlin – powiedział cicho Roman do Teja. - Myślisz, że jak damy mu Snickersa to pomoże? – Pearce spojrzał na przyjaciela z poważną miną, po czym oboje wybuchli śmiechem. Brian zmierzył ich tylko zabójczym spojrzeniem.
– Tylko nie polewaj go wodą, bo zacznie się rozmnażać – dodał Tej.
– Sądzę, że do rozmnażania niezbędna mu jest też Lora – stwierdził Roman, śmiejąc się, a Parker pokiwał twierdząco głową. 
Nabijanie się w przyjaciela, przerwał im nadjeżdżający samochód. Przyjaciele spojrzeli po sobie i popatrzyli wymownie. 
– Brian ktoś do ciebie! – krzyknął Roman, a O’conner natychmiast się odwrócił się, by zobaczyć kto przyjechał. Nawet się ucieszył widząc agenta Bilkinsa. Jego wizyta oznaczały informacje dotyczące Lory. Pierwsze od bardzo dawna.
Bilkins i O’conner przywitali się, podając dłonie, po czym agent przeszedł do sedna.
– Braga przyjechał do Miami – oznajmił czarnoskóry. 
Na tę wiadomość wszystkie mięśnie Briana napięły się.
– Jest z nim Lora? - zapytał
Agent pokręcił przecząco głową, po czym odezwał się.
– Monitoring uliczny uchwycił jedynie Bragę, jednak Barcelony z nim nie było. Co zamierzasz?
– Będę musiał złożyć mu wizytę – stwierdził O’conner.

Kilka godzin później O’conner stał w swojej barce i związał na szyi krawat. Postanowił złożyć wizytę Bradze, jednak stwierdził, że najpierw spróbuje podejść do tego dyplomatycznie. Wyszedł i skierował się w stronę garażu, gdzie siedzieli Rom i Tej oraz Dominic, Letty. Roman, widząc elegancko ubranego przyjaciela wybuchł śmiechem.
– A ty co żeś się wystroił jak szczur na otwarcie kanału?! – Pearce sypnął tekstem starym jak świat, mimo to udało mu się rozśmieszyć Teja. Ewidentnie ci dwa mieli coś nie po kolei z głowami.
Dom i Letty patrzyli na kumpla nieźle zdziwieni. Ostatnio nie prezentował się najlepiej, a tu nagle wychodzi ogolony, wyperfumowany i ubrany w garnitur. 
– Ojciec Lory przyjechał do Miami – oznajmił Brian. 
– Jechać z tobą? – zapytał Toretto. 
Brian pokręcił przecząco głową.
– Spróbuję najpierw załatwić tę sprawę polubownie.
O’conner wsiadł do Audi Q5 należącego do Jake’a, którę stało zaparkowane u Teja, po czym odjechał z stronę biura Bragi. Przecież brat na pewno nie obrazi się za pożyczenie samochodu na małą chwilę.
Droga minęła mu w ekspresowym tempie. Pewnym krokiem wyszedł z windy i skierował się w stronę biura Antonia. Podszedł do młodej, blondwłosej sekretarki i uśmiechnął się do niej. Urok zadziałał i na policzki kobiety wypłynął czerwony rumieniec. Brian już prawie zapomniał jak potrafi działać na kobiety. W końcu był całkiem przystojnym mężczyzną i rzadko miał problemy z poderwaniem kogoś.
– Przyszedłem do pana Bragi – oznajmił oficjalnym tonem.
– Był pan umówiony? – zapytała blondynka.
– Niech pani powie, że przyszedł Brian O’conner, na pewno będzie chciał się ze mną widzieć – uśmiechnął się filuternie po raz kolejny.
Speszona sekretarka połączyła się poprzez interkom z szefem. Po kilku sekundach oznajmiła Brianowi, że może wejść do biura Bragi. Gdy tylko przekroczył próg usłyszał głos ojca Lory:
– Muszę przyznać, że masz jaja. - Braga siedział w swoim fotelu i patrzył na Briana ze zdziwieniem, ale i jakby z uznaniem? Wskazał Brianowi na drugi fotel, by ten usiadł. – Kazałem cię zabić, a ty masz odwagę, żeby napaść na moją firmę i przyjść do mojego biura. Zdajesz sobie sprawę, że mógłbym teraz wezwać ochronę, żeby ciebie sprzątnęli?
Brian pokręcił przecząco głową na znak, że woli postać po czym odezwał się:
– Mam jednak na nadzieję, że tego nie zrobisz.
– Po co przyszedłeś?
– Chcę ciebie poprosić o rękę Lory – oznajmił z pewnością siebie O’conner. Braga zaśmiał się cicho, ale Brian nie miał zamiaru odpuścić i kontynuował: – parłeś się na tego palanta Suareza. Nie sądzisz że facet, który produkuje narkotyki nie jest najlepszym kandydatem na męża dla Lory? Bo ja myślę, że agent FBI byłby o dużo lepszy. Nawet dla ciebie byłoby to korzystniejsze.
Braga pokiwał głową. Zdawał sobie, że O’conner wie o wszystkich grzechach jego i Suarezów. To znaczy, że dowiedział się czegoś w Rio, a jego ludzie okłamali go. Brian miał rację. Wcześniej, gdy FBI nie było świadome kto dokonuje przemytów on i Lora byli bezpieczni, a małżeństwo jego córki miało sens. Teraz jednak posiadanie w rodzinie agenta FBI nie wydawało się być takie złe. Antonio czuł, że zaczyna tracić grunt pod stopami. Prędzej czy później to wszystko pierdolnie. A skoro O’conner wie tak dużo, to bez problemu może donieść o wszystkim swojemu szefowi.
– Lora to moja jedyna córka i nigdy niczego jej nie zabrakło. Mimo, że tego nie okazuje, to jest przyzwyczajona do luksusu – oznajmił Braga. – Myślisz, że wytrzymałaby z tobą długo w twoim skromnym domku na przedmieściu?
– Będę dla niej okradał banki – stwierdził beztrosko O’conner uśmiechając się przy tym jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
– A co z twoją pracą? – zapytał ojciec Lory. – Miałaby czekać na ciebie codziennie i zastanawiać się czy wrócisz do domu, czy może przyniosą cię w trumnie?
– Przeniosę się do innego działu. – Brian nie dał się zwieść z tropu. – Będę wypełniał akta do emerytury.
Braga popatrzył na O’connera krzywym wzrokiem. Młody policjant nie chciał odpuścić.
– Posłuchaj... – zaczął O’conner. – Możesz wymyślić nawet i milion powodów, dla których nie powinienem być z Lorą, ale ja nie odpuszczę. Znajdę ją i zabiorę od ciebie choćby siłą.
– Powodzenia – uśmiechnął się szyderczo Antonio. Brian posłał mu wrogie spojrzenie i opuścił jego biuro. 

TEN SAM DZIEŃ, TENERYFA
Lora siedziała w kuchni przygotowując dla siebie kolację. Minęło kilka dni od sytuacji z Cristianem. Zaraz po tym wydarzeniu jej ojciec wyjechał w interesach. Jedyną pocieszającą rzeczą w ciągu ostatnich kilku dni był fakt, że nie musiała wychodzić za mąż za tego durnia. Miała nadzieję, że Antonio nie rozpoczął poszukiwań kolejnego kandydata. Teraz gdy wyjechał dziewczyna miała większe szanse na ucieczkę, albo chociaż skontaktowanie się ze światem zewnętrznym. Zdążyła już wykorzystać okazję i w chwili gdy nikogo nie było w pobliżu zakradła się do gabinetu ojca, zabierając z niego telefon. Przy okazji sprawdziła gdzie się znajduje, żeby dać znać Jessicę.
Gdy brunetka siedziała przy stole jedząc sałatkę, którą przygotowała, do kuchni wszedł jeden z ochroniarzy.
– Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy, za godzinę masz samolot – oznajmił surowym tonem.
– Dokąd lecę? – zapytała z rezygnacją w głosie. Nie było żadnego sensu się wykłócać, że nigdzie się stąd nie rusza, bo i tak zabraliby ją siłą.
– Twój ojciec chce się z tobą widzieć – odpowiedział jedynie mężczyzna, po czym opuścił kuchnię.
Po zjedzeniu posiłku udała się do swojego pokoju i spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy. Potem udała się do łazienki i upewniwszy wcześniej, czy nikt nie podsłuchuje wystukała na klawiaturze numer. Po kilku sygnałach usłyszała rozleniwiony głos przyjaciółki.
– Jess... – wyszeptała cicho.
– Jezu Lora, gdzie ty się podziewasz?! – Jessica natychmiast oprzytomniała słysząc w słuchawce Lorę. – Wszystko u ciebie w porządku? – zapytała, jednak po chwili zdała sobie sprawę z idiotyzmu swojego pytania.
– Ojciec wywiózł mnie na Teneryfę, teraz znowu gdzieś mnie wywożą, ale nie wiem gdzie – powiedziała półszeptem Lora.
– Schowaj telefon w bagażu i zadzwoń jak dotrzesz na miejsce, a ja w tym czasie skontaktuję się z Brianem – zadecydowała Jess.
– Dobra, musze kończyć, na razie – powiedziała Lora i zakończyła rozmowę.
Po wyjściu z łazienki wcisnęła komórkę na samo dno walizki i ruszyła do wyjścia. Niedługo później siedziała już w samolocie. Zasnęła zaraz po usadowieniu się w fotelu. Już tak miała, że gdy tylko weszła na pokład samolotu, pogrążała się we śnie. Obudziła się po kilku godzinach i nudziła się niemiłosiernie. Nie miała telefonu, laptopa, ani żadnej gazety. Książkę, którą zabrała ze sobą, zdążyła przeczytać od deski do deski. Lecieli gdzieś daleko, bo podróż trwała około trzynastu godzin. Jednak gdy wysiadła na lotnisku od razu poznała miejsce, w którym się znajdowała. Była w Miami! Serce zabiło jej mocniej. Nie wiedziała kompletnie co jest grane. Przecież jest poszukiwana w Ameryce, a ojciec kazał ją tu przywieźć. Barcelona była totalnie zagubiona.
Zobaczyła swojego ojca czekającego przy swoim Mercedesie. Dziewczyna bez słowa wsiadła do samochodu. Nie wiedziała dokąd jadą i chyba nawet nie chciała wiedzieć...


Jessica przyjechała swoją Kią Picanto do warsztatu Teja. Od wczoraj szukała Briana, ale nie mogła go znaleźć, dlatego miała nadzieję, że dziś zastanie go na barce, w której ostatnio mieszkał. Na szczęście zastała O’connera, który pomagał Dominicowi w naprawie wozu klienta. Blondynka przywitała się z nimi i przeszła z O’connerem na tył garażu, gdzie usiedli na krzesłach.
– Wczoraj zadzwoniła do mnie Lora – oznajmiła blondynka. Brian spojrzał na Jessicę pełen nadziei.
– Gdzie jest? Co mówiła? Co u niej? – zasypał dziewczynę pytaniami.
– Była na Teneryfie, ale ojciec kazał ją wczoraj gdzieś zabrać – powiedziała, wyciągając swoją komórkę. - Tu jest numer, z którego dzwoniła, dzwoniłam dzisiaj kilka razy, ale nikt nie odpowiada.
Brian chwycił komórkę Jessici i spisał numer na swój telefon. Zadzwonił do agenta Bilkinsa, aby spróbował namierzyć położenie urządzenia, po numerze. Siedzieli kilkanaście minut, pochłonięci w nerwowym oczekiwaniu. Po chwili komórka Briana odezwała się:
– Tak? 
– Namierzyliśmy telefon Lory i okazuje się, że jest Miami. – oznajmił Bilkins, a Brian był totalnie w szoku. – Mało tego, zmierza w twoim kierunku.
– Okej, dzięki – O’conner był w stanie wydusić z siebie tylko tyle. Co do cholery Lora robiła w Miami?! 
Brian odszedł na bezpieczną odległość by nikt go nie słyszał i zamienił z agentem jeszcze kilka słów, po czym rozłączył się, a Jess natychmiast zapytała, gdzie jest jej przyjaciółka. O’conner milczał przez chwilę, a potem spojrzał na samochód, który właśnie zatrzymał się przed garażem Teja. 
– Tutaj – odpowiedział krótko.
Przyglądał się Antoniowi, który wysiadł z samochodu. Oczy wszystkich ludzi, którzy byli w warsztacie skierowane zostały z jego stronę. Po chwili z Mercedesa wyłoniła się również Lora. Chciała ona pobiec i przytulić się do Briana, jednak ojciec trzymał ją za ramię w mocnym uścisku. Jedyne co mogli w tej chwili zrobić to spojrzeć na swojego ukochanego tęsknym wzrokiem. Jess poczuła się nieco urażona, bo jej przyjaciółka nawet nie zwróciła na nią uwagi, no ale cóż Jessica w końcu nie była przystojnym blondynem, który nei widzi świata poza Lorą...
– Porozmawiajmy O’conner – powiedział Braga.
Brian zaprowadził Lorę i jej ojca do pomieszczenia, gdzie Tej miał swoje prowizoryczne biuro. 
– Kochasz moją córkę? – zapytał Braga, patrząc uważnie na O’connera.
– Nad życie – powiedział z żarliwością w głosie, patrząc na swoją ukochaną.
– Tak bardzo, że ożeniłbyś się z nią nawet w tej chwili? – Braga zadał kolejne pytanie.
Blondyn pokiwał twierdząco głową, a Antonio oznajmił. 
– W takim razie pojedziesz z nami – postanowił mężczyzna, widząc pytający wzrok Lory i Briana dodał: – Musimy zarezerwować w kościele termin na przyszłą sobotę.
Barcelona stała jak zamurowana. Była w totalnym szoku, przez to co się działo wokół niej. Jej ojciec chciał żeby wyszła za Briana?! Czuła się jak w jakimś śnie. Bała się, że za chwilę się obudzi i dalej będzie uwięziona w rezydencji na Teneryfie. Z drugiej strony była szczęśliwa, że w końcu widzi swojego ukochanego. Miała pewne niewielkie wątpliwości, że Brian robi to jedynie z obowiązku, żeby wyciągnąć ją spod władzy ojca i wcale tak naprawdę nie chciał się z nią żenić. Jednak widząc wzrok Briana szybko odgoniła od siebie złe myśli. 
O’conner poszedł na łódź, żeby przebrać się w czyste ciuchy, bo te które miał na sobie były brudne od naprawiania samochodu. Lora w tym czasie poszła przywitać się z przyjaciółmi. Gdy ściągał koszulkę, poczuł jak ktoś oplata go od tyłu rękami i kładzie ciepłe dłonie nie jego torsie. Odwrócił się i zobaczył uśmiechniętą Lora, która nie dając mu dojść do słowa pocałowała go z ogromną pasją.
– Wiesz, że nie musisz tego robić? – powiedziała, gdy się od niego oderwała.
– Ale chcę – odpowiedział blondyn patrząc na nią z troską i miłością. Trzymał ją w swoich ramionach i składał na jej ustach gorące pocałunki. Niestety musieli przerwać tę chwilę, bo Antonio się niecierpliwił. I tak było cudem, że pozwolił być Lorze i Brianowi sam na sam.

Kilka godzin później zakochani siedzieli na łodzi O’connera. Lora usadowiła się na kolanach blondyna i wtuliła się w niego. Musiała się nacieszyć swoim chłopakiem, bo niedługo miał przyjechać po nią ojciec. Dzisiejszy dzień był szalony. Jeszcze rano była samotna i nie miała chęci do życia, a teraz wychodzi za mąż za najwspanialszego mężczyznę na świecie. W końcu wszystko zaczęło się układać. Jednak brunetce pewna rzecz nie dawała spokoju. W końcu nie wytrzymała i odezwała się:
– Wiesz Brian, chciałabym, żeby twoi rodzice byli obecni na naszym ślubie – wyznała gładząc blondyna po policzku.
O’conner spojrzał na swoją narzeczoną jak na wariatkę.
– Nie wiem czy to dobry pomysł – westchnął cicho, ale Lora chwyciła telefon leżący nieopodal i podała blondynowi. – Nie znam numeru... – próbował się wykręcić Brian, ale na marne, bo dziewczyna podała mu karteczkę z zapisanym ciągiem liczb. O;conner spojrzał pytająco na dziewczynę, a ta uśmiechnęła się niewinnie.
– Poprosiłam dzisiaj Jessicę, żeby wzięła od Jake’a numer do twoich rodziców – wyjaśniła.
Brian pokręcił zrezygnowany głową i wybrał numer...

W Pasadenie, oddalonej o 16 kilometrów od Los Angeles, Sophie Kendall krzątała się po kuchni przygotowując kolację na dla siebie i swojego męża Richarda. Jej zajęcie przerwał dzwonek telefonu. Kobieta odebrała, nie patrząc nawet kto dzwoni. Zamarła, gdy usłyszała głos w słuchawce:
– Cześć mamo...
– Brian synku – wzruszenie ścisnęło garło kobiety tak mocno, że nie była w stanie nic powiedzieć ani nawet złapać oddechu. W jej oczach zalśniły łzy. Po pięciu latach jej syn w końcu się odezwał.
 – Żenię się w przyszłą sobotę – oznajmił cicho. To była dla niego cholernie dziwna rozmowa, doppiero zdał sobię sprawę jak bardzo brakowało mu rodziców. – Chciałbym żebyście przyjechali razem z... – zamilkł, nie wiedząc jakiego słowa użyć – ...ojcem.
– Będziemy napewno – zapewniła kobieta.
Gdy rozłączyła połączenie uśmiechnęła się szeroko do siebie. 

Lora była dumna z Briana, że w końcu porozmawiał ze swoją mamą. Wiedziała, że zrobił to w dużej mierze dla niej, ale wiedziała że i jemu wyjdzie to na dobre. Przecież nie można tłumić w sobie urazów z przeszłości. Trzeba potrafić dogadać się z najbliższymi ludźmi, a już napewno z tymi, którzy cię wychowali. Sama pragnęła wybaczyć swojemu ojcu krzywdy, które jej wyrządził, ale było to dla niej jeszcze za szybko. Owszem, była wdzięczna, że zgadza się na ślub z O'connerem, jednak na razie nie chciała z nim rozmawiać. Przytuliła się mocno  do ukochanego, musiała się nim nacieszyć, w końcu nie widziała go tyle czasu.
Brian siedział szczęśliwy trzymając w ramionach swoją kobietę. Ich rozłąka pozwoliła zrozumieć mu jak bardzo kocha Lorę i że nie może bez niej żyć. Był pewny, że chce wziąć ją za żonę jak niczego innego na świecie. O'conner nachylił się i pocałował brunetkę. Targały nim pewne wyrzuty sumienia, gdyż nie powiedział ukochanej  o jednej ważnej rzeczy. Lora nie zdawała sobie sprawy, że została oczyszczona z zarzutów i właśnie w tej chwili oddziały antyterrorystyczne FBI aresztują Antonia Bragę...


*****


OSTATNI ROZDZIAŁ PRZED WAMI!!! :)
Miał być dłuższy, ale doszłam do wniosku, że zostawię trochę fabuły do epilogu! xdd  Jest mi straszni smutno, że dobiegamy końca. Bardzo się zżyłam z tym opowiadaniem, a także czytelnikami. ;) Wgl kurczę, dużo rzeczy w tym rozdziale nie wyszło tak jak to sobie planowałam, ale myślę, że nie jest źle. ;) Myślę, że epilog będzie tej samej długości co prolog. :D


Hmm. nie wiem co jeszcze mam napisać. xd

Zapraszam do czytania i komentowania!

Pozdrawiam! ;*



6 komentarzy:

  1. Hohohohoho ! Hajtają sie ! Tam da tam dam !
    Co hajtają sie ? O nie tak szybko ?
    Twoje tekstyvmnie rozwalają ! XD o szczurze i grenlinach :D
    Cudowne cudowne !
    O nie ! To już koniec ??!! O nieee ! Jak tak można ?!
    Pozdrawia
    Zielono oka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hajtają, hajtają xd bo wiesz... seksy bedo dopiero po ślubie ;)

      Usuń
  2. Trzy razy tak, dziekujemy!!!
    Mój Boże! Ile ja sie zbierałam do tego komentarza!
    Nie no takiego zwrotu akcji sie nie spodziewalam!
    Skad ty bierzesz te pomysly????
    Jesli tak zajebista bedzie II czesc to bede wielbic cie na kolanach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile ja się zbierałam żeby odpowiedzieć na ten komentarz. ;) A pomysły biorę z takiej księgi "1000 pomysłów na super opko" xd ooo chciałabym żeby druga część była tak fajna jak ta xdd

      Usuń
  3. No w końcu dotarłam!
    Noooo! Czyli Braga ma jakieś uczucia oraz MÓZG i zrozumiał, że córka może być szczęśliwa tylko z mężczyzną, którego kocha całym sercem.
    Jestem w szoku, że Antonio się zgodził! ♡
    Czekam na epilog i DRUGĄ CZĘŚĆ!!

    korzystając z okazji zapraszam do siebie bo pojawił się ROZDZIAŁ PIĘTNASTY :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! No nie wiem czy tak do końca to zrozumiał. ;) Antonio to Antonio i zawsze kombinuje xd
      Pozdrawiam! ;*

      Usuń