Jesteś moją miłością, moim szczęściem,
Prawdą mojego życia,
Moim skarbem, który szybko wtula się w moje ramiona,
Jesteś moim schronieniem i moją prawdą.
– Ja Barcelona biorę sobie Ciebie Brianie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. – Lora wypowiedziała te słowa z ogromną pewnością, patrząc w oczy swojego narzeczonego, w których dostrzegała iskierki radości.
Oboje byli niezwykle szczęśliwi. Kto by pomyślał, że ta pokręcona wakacyjna znajomość zakończy się przed ołtarzem? W kościele zebrali się ich rodzina i przyjaciele. Tym razem ślub Barcelony był o wiele skromniejszy. Brunetka uprosiła Briana, aby wstawił się u swoich przełożonych, by pozwolili jej ojcu być na jej ślubie. Mimo wszystkich krzywd, chciała by Antonio towarzyszył jej w tym ważnym dniu. Zależało jej by do ołtarza poprowadził ją jej ojciec. Mina Bragi, który stał niedaleko państwa młodych, nie wyrażała żadnych uczuć. Nie wyglądał na zadowolonego ze ślubu córki, ale nie wyglądał też na złego. Pewnie miał pretensje do O’connera, że tak szybko dał go aresztować. W kościele znajdowało się kilku ubranych odświętnie agentów, którzy pilnowali Bragi, aby nie uciekł, wykorzystując fakt, że w kościele znajdowało się dużo ludzi. Zaraz po ceremonii mieli zabrać go z powrotem do aresztu.
– Ogłaszam Was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą. – Głos księdza rozniósł się po kościele.
Brianowi nie trzeba było powtarzać dwa razy. Złapał swoją małżonkę w pasie i pocałował z ogromną pasją. A to był dopiero przedsmak, tego co ich czeka...
KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ
Brian siedział poddenerwowany w mieszkaniu Jake’a, gdzie przebywał ostatnie dni. Za kilka godzin miał ożenić się z najwspanialszą kobietą na ziemi. Czekał właśnie na swoich rodziców, którzy lada moment mieli się tutaj pojawić. Kilka dni wcześniej O’conner odbył z nimi poważną rozmowę. W końcu musieli wyjaśnić sobie wszystko, dlaczego przez tyle lat Brian unikał z nimi kontaktów. Okazało się, że dojście do porozumienia było prostsze niż się wydawało. Wyjaśnił sobie wszystko z ojczymem. Richard wytłumaczył, że był dla Briana surowy, nie dlatego, że ten nie był jego synem, ale dlatego, że chciał go wychować na odpowiedzialnego, rozsądnego mężczyznę. Wiązał z Brianem nadzieje, gdyż chciał by ten w przyszłości przejął jego firmę i został jej prezesem. Dopiero po wyjeździe swojego pasierba zrozumiał, że popełnił błąd. W końcu to czego chciał nie musiało pokrywać się z tym czego pragnie Brian. O’conner żałował, że nie porozmawiał z rodzicami wcześniej. Poczuł niesamowitą wdzięczność wobec Lory, dzięki której odważył się i zadzwonił zaprosić Sophię i Richarda na ślub.
Brian usłyszał dzwonek do drzwi, a po kilku sekundach w salonie pojawili się jego rodzice. Blondyn przywitał się z nimi i zaprosił by usiedli razem z nim, ale w tym momencie po domu rozległo się wkurzony głos Jake’a.
– Pójdę lepiej pomóc Jakeowi – stwierdził Richard. – Ta ciamajda nie zawiąże sobie sama krawata.
Sophie odprowadziła wzrokiem, po czym spojrzała na Briana.
– Zdenerwowany? – uśmiechnęła się delikatnie.
– Trochę – przyznał Brian.
– Nie martw się, wszystko będzie dobrze – położyła dłoń na jego ręce. – Lora to wspaniała dziewczyna i będziecie razem szczęśliwi.
Blondyn pokiwał tylko z uśmiechem głową. Jego matka sięgnęła do torebki, z którego wyjęła małe pudełeczko. Otworzyła je. W środku znajdował się stary pierścionek z rubinem. O’conner rozpoznał go, pamiętał jak Sophie nosiła go, kiedy był małym chłopcem.
– Ten pierścionek jest w naszej rodzinie już od kilku pokoleń. Otrzymywała go zawsze najstarsza córka. – oznajmiła matka blondyna. – Dostałam go od swojej matki, a ona od swojej. Jako, że nie było mi dane urodzić córki, chciałabym abyś podarował go Lorze, żeby nosiła go reprezentując naszą rodzinę...
Para młoda wyszła z kościoła wszyscy goście zaczęli składać im życzenia. Jako ostatni podszedł do nich Dominic. Złożył świeżo upieczonemu małżeństwu gratulacje, po czym wykorzystując okazję szepnął cicho do Lory:
– Mam prośbę. Rzucaj bukietem w stronę Letty – słowa Toretta wywołały nie mały szok na twarzy brunetki. – Nie zgodzi się jeśli nie będzie miała zachęty – wyjaśnił Dominic.
Lora uśmiechnęła się porozumiewawczo i pokiwała twierdząco głową.
Po kilkunastu minutach wszyscy znaleźli się w eleganckiej sali balowej. Trzeba było przyznać, że Antonio nie żałował pieniędzy na ślub córki. Przy dekorowaniu kościoła i Sali brali udział najlepsi specjaliści. Każdy element wystroju był starannie dobrany. Dokoła Barcelony zebrały się wszystkie wolne dziewczyny, które liczyły na to, że uda im się złapać wiązankę panny młodej. Brunetka jednak wyszukała w tłumie ukochanej Dominica. Wiedziała, że do rzutu kwiatami powinna się odwrócić tyłem, jednak stwierdziła, że w ten sposób nie dorzuci zbyt daleko. Dlatego też bez ceregieli cisnęła bukietem prosto w brunetkę. Biedna Letty nie spodziewała się tego ataku i oberwała kwiatami prosto w twarz. Barcelona posłała przyjaciółce niewinne spojrzenie, a Letty pokręciła tylko z pobłażaniem głową.
Kilka godzin później Lora i Brian byli w samolocie lecąc na swoją podróż poślubną. Zgodnie wybrali, że pojadą tam gdzie się poznali, czyli na Bahamy. W końcu dotarli na małą wysepkę, na której mieli wynajęty bungalow. Oczywiście Brian zastrzegł aby w tym czasie nikt im nie przeszkadzał. Ich domek znajdował się przy samej plaży i z otoczony był palmowym lasem. Był sporo oddalony od cywilizacji, co miało zapewnić świeżo upieczonemu małżeństwu prywatność. Lora weszła do sypialni, z której było wyjście na ogromny taras z widokiem na ocean. Brunetka oparła się o poręcz i przyglądała się widokowi. To wszystko było dla niej tak cudowne, że aż nierealne. Po chwili dołączył do niej Brian. Stanął za nią i objął ją w pasie składając pocałunki na jej szyi. Niespodziewanie wsunął na jej palec pierścionek, który należał do jego matki. Lora spojrzała na swoją dłoń a potem na swojego ukochanego.
– To nasz rodzinny pierścionek – wyjaśnił uśmiechając się delikatnie. – Teraz należy do ciebie.
– Jest piękny – westchnęła w podziwem.
– Pani O’conner – mruknął niskim głosem Brian.
Brunetka zaśmiała się cicho. Będzie musiała przywyknąć do nowego nazwiska.
– Panie O’conner – odwróciła się do blondyna i pocałowała namiętnie.
Skierowali swoje kroki do sypialni. Brian zsunął z ramion brunetki sukienkę ślubną, która opadła na ziemię. W tej chwili dziękował z myślach, że jego żona wybrała prostą suknię, którą łatwo się zdejmowało. Jego żona stała przed nim z samej bieliźnie. Brian składał mokre pocałunki na jej ustach i szyi, a Lora rozpinała powoli i trochę nieporadnie jego śnieżnobiałą koszulę. Gdy poradziła sobie z guziczkami Brian zdjął koszulę i rozpiął swoje spodnie. Podniósł swoją ukochaną i ułożył delikatnie na ogromnym łóżku. Pozbył się jej bielizny i badał ustami każdy milimetr jej ciała. To powodowało, że z ust Lory wyrywały się ciche jęki. Brian nie spieszył się, chciał by ta chwila trwała jak najdłużej. W końcu mają przed sobą całe życie...
***
Za dużo całusów, za dużo radości, za dużo szczęścia. xd No to krótki i treściwy epilog za nami! Tzn. myslałam czy nie zrobić go dłuższego, ale doszłam do wniosku, że powienien być mniej więcej tej samej długości co prolog.
Mam nadzieję, że się podoba, bo kompetnie nie miałam pomysłu jak to napisać... Koniec epilogu miał być trochę bardziej "pikantny" ale ja totalnie nie potrafię opisywać TAKICH scen! Dlatego też pozostawiłam Waszym wyobraźniom pole do popisu! :P
Wgl to chciałam zachęcić Was do obejrzenia zwiastunu drugiej części opowiadania, a także możecie zajrzeć do zakładki z bohaterami (oni będą jeszcze dopracowywani xd). ;)
Wgl to chciałam zachęcić Was do obejrzenia zwiastunu drugiej części opowiadania, a także możecie zajrzeć do zakładki z bohaterami (oni będą jeszcze dopracowywani xd). ;)
Nedługo startujemy z częścią drugą. ;)
Pozdrawiam! ;*
Nooo to jest cos! Oni sa tacy slodcy, ze ojeju! Epilog moim zdaniem jest naprawde trafiony dlugoscia jak i trescia. Naprawde nie moge doczekac sie juz drugiej czesci i mam nadzieje, że szybko pojawi sie prolog ;)
OdpowiedzUsuńHeh dzięki ;*
UsuńNo takie słodziaki moje <3
W drugiej musze zrobić ich mnie słodziakowych, co? ;D
Nieee!! Oni maja byc slodziakami!
UsuńCudo ! :3Tacy słodcy ,że aż rzygam tęczą :P
OdpowiedzUsuńCzekam na 2 część :3
Pozdrawia
Zielono oka
Piękny epilog!
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na drugą część historii!
(mam nadzieję, że umieścisz już tam Hana xD strasznie go polubiłam <3)
informuj mnie o pierwszym rozdziale nowej historii!!!
Pozdrawiam ;*
Dziękuję! ;*
UsuńNie przewidywałam w tym opowiadaniu postaci Hana (mam dla niego miejsce w mojej radosnej twórczości xd) jednak specjalnie dla Ciebie postaram się wymyślić jakiś wątek z fabule, w którym wystąpi Han. ;D Czy może tak być? :)
Pozdrawiam! ;*
Może może :D będę Ci wdzięczna! ;* <3
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń