sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 16





“A teraz nie mogę zapomnieć ciebie i nie mogę przestać cię kochać, bo jesteś częścią mnie.”
                                                                            Xialou Guo




Dominic kręcił się po sypialni i pakował do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Za kilka godzin miał samolot do Rio. Wcześniej skontaktował się z Jakiem, Tejem i Romanem. Chłopacy, gdy tylko dowiedzieli się co się stało w Rio, zgodnie stwierdzili, że jadą razem z Dominicem. Nie wiedział jeszcze w jaki sposób będą w stanie pomóc Brianowi, ale wiedział jedno: nie mogą siedzieć z założonymi rękami, gdy O’conner jest w potrzebie. W końcu rodzina zawsze powinna sobie pomagać. W drzwiach stanęła Letty. Przyglądała się swojemu partnerowi. Chciała jechać razem z nimi, nawet zaproponowała swoją pomoc, ale spotkało się to z dezaprobatą Doma. Co prawda Toretto miał dość liberalne podejście jeśli chodzi o ciąże swojej dziewczyny, jednak wyjazd do Rio wydawał mu się grubą przesadą. 
– O której masz samolot? – zapytała Letty.
– Po dwudziestej - odparł Dominic i podszedł do brunetki.
– Będę tęsknić – westchnęła przytulając się do Toretta. Ten zaśmiał się cicho i pocałował ją w czoło. – Uważaj na siebie i nie rób za dużej zadymy w tym Rio.
– Ok – uśmiechnął się, po czym chwycił spakowaną już torbę i wyszedł, posyłając ukochanej ostatnie spojrzenie.

Kilkanaście godzin później Dominic razem z resztą przyjaciół szli przez halę przylotów na lotnisku w Rio. Gdy tłum się trochę rozrzedził bez problemu dojrzeli, czekającego na nich Briana. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Na jego twarzy nie było ani śladu tego charakterystycznego dla niego uśmiechu. Był blady, jego niebieskie oczy były podkrążone od braku snu. Do tego podbite oko nie dodawało mu ani trochę uroku. Na taki widok zaniemówili nawet Tej i Roman, którzy do tej pory naśmiewali się z walizeczki Jake’a, twierdząc że poddaje ona pod wątpliwość jego orientację seksualną.
O’conner przywitał się z chłopakami i zaprowadził ich do samochodu, który wypożyczył dziś rano. Gdy dotarli na miejsce usiedli w pokoju Briana, by pomyśleć co robić dalej. Jake otworzył wszystkim piwa, które kupił po drodze, po czym rzucił się na łóżko.
– Ale skrzypi – stwierdził podskakując lekko na materacu. – Przetestowałeś je chociaż z Lorą? – uśmiechnął się cwaniacko.
– Jesteś pojebany – burknął Brian.
Chłopacy zgromili Jake’a wzrokiem. Jak zwykle Kendall i ten jego niewyparzony język. Nigdy nie wiedział kiedy się pohamować i zamknąć..
– To jaki mamy plan? – zapytał Roman, spoglądając na Briana i Dominica. Zawsze to oni byli od obmyślania działania.
– Miałem z Lorą odwiedzić firmę Bragi, żeby poszukać czegoś co mogłoby ją oczyścić z zarzutów – odpowiedział O’conner.
– No to mamy już plan. – Dominic uśmiechnął się cwanie. – Najpierw załatwimy sprawy tutaj, a potem poszukamy Lorę. Jutro rano zaczynamy działać.


Letty, Jessica i Mia siedziały w mieszkaniu jej i Doma. Dominic kazał Mii pilnować Letty, kiedy ten wyjedzie. Wiedział, że jego dzieczyna jest rozsądna, ale mimo wszystko wolał, żeby ktoś nad nią czuwał, gdyby na przykład zachciało jej się przekopać ogródek czy wykonywać inne czynności, które w ciąży nie są wskazane. Panna Ortiz oczywiście zdenerwowała się tą nadopiekuńczością. Teraz siedziała na kanapie zajadając się lodami o smaku miętowym i jak przystało na kobietę w ciąży okropnie marudziła.
– Dominic pojechał a ja muszę siedzieć w domu – westchnęła. – Kiedyś akcja beze mnie była nie do pomyślenia. 
Jess i Mia pokiwały tylko głowami, słuchając z pokorą narzekań brunetki. 
– Dacie wiarę, że nie można kopać ludziom tyłków gdy jest się w ciąży?! – powiedziała oburzona Letty. – Kto w ogóle wymyślił tę zasadę?
– Założę się, że pewnie Dominic żebyś nie chciała jechać z nimi skopać czyiś tyłek – stwierdziła Mia, pożerając kolejną łyżkę lodów. 
– Współczuję Barcelonie – oznajmiła po chwili Ortiz. – Mnie irytuje to umiarkowane kontrolowanie przez Doma, a co dopiero ona musi przeżywać z takim pokręconym starym.
– Na szczęście znalazła swojego księcia, który ją uratuje – odezwała się Jess. Dziewczyny oczywiście wiedziały, że blondynka ma na myśli Briana, który okazał się być zbawieniem dla Lory. 
– Myślę, że ona Briana już uratowała – wtrąciła Mia. – Po rozstaniu z Veronicą, zachowywał się jak ostatni dupek. Zachowywał się zupełnie jak Jake. Dopiero po spotkaniu Lory znowu zaczął być normalny.
Jessicę dotknęło to porównanie do Jake’a. Przecież on już nie był taki. Mimo to postanowiła przemilczeć tę kwestię. Wolała, żeby narazie nikt nie wiedział o ich związku.
– Oby tylko wszystko dobrze się skończyło – powiedziała unosząc do góry lampkę z winem, na co Mia również podniosła swój kieliszek, a Letty szklankę soku. 
Dziewczyny posiedziały jeszcze trochę rozmawiając o Brianie i Lorze, a także o tym jak te wakacje odmieniły ich życie. 


Z samego rana Dominic opuścił swój pokój hotelowy i ruszył w stronę faveli. Skoro mieli włamać się do firmy Bragi, to potrzebowali kogoś kto zna Rio jak własną kieszeń i ma tutaj znajomości. Człowieka, który wie co, gdzie i jak. Nie miał żadnych wątpliwości kto jest takim człowiekiem w Rio. Toretto stanął przed dość mocno zniszczonymi, pomalowanymi na niebiesko drzwiami i zapukał. Po chwili zobaczył wyłaniającą się zza nich postać. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Sporo czasu minęło odkąd widzieli się ostatni raz.
– Dominic? O cholera, tyle czasu minęło. Wchodź! – powiedział mężczyzna i wpuścił Toretta do środka.
– Witaj Vince – Dominic uścisnął przyjaciela klepiąc go przyjacielsko po plecach.
– Co cię tu sprowadza? – zapytał brunet przyglądając się przyjacielowi.
– Mam do załatwienia tutaj pewną sprawę – odpowiedział poważnym tonem Dom.
Vince zamilkł i bez słowa poprowadził Toretta do pokoju, gdzie usiedli przy niewielkim stole. Brunet otworzył dwie Corony i podał jedną przyjacielowi. Dominic opowiedział Vinceowi całą historię związaną z Brianem i Lorą. Przyjaciel słuchał uważnie, ale nie wyglądał na zadowolonego.
– Mam ci pomóc włamać się do Bragi? – zapytał niedowierzając. Dom pokiwał jedynie twierdząco głową. – W Rio jest kilka osób z którym za żadną cholerę nie wolno zadzierać, a Antonio Braga należy do jednego z nich. 
– To chociaż powiedz mi jak najłatwiej dostać się do jego firmy.
Vince pokręcił zrezygnowany głową. Wiedział, że Dominic nie odpuści. Brunet wyjaśnił przyjacielowi co i jak. Znał dość dobrze budynek firmy Antonia, gdyż miał okazję pracować u niego jako kierowca. Nie zgodził się wziąć udziału w akcji Doma, gdyż nie chciał się narażać. Teraz, gdy ułożył sobie życie, założył rodzinę i znalazł uczciwą pracę, nie chciał ryzykować. Życie bandziora pozostawił za sobą.
Dominic uważnie wysłuchał Vince’a. Gdy zakończyli rozmowę na temat Bragi, do domu wróciła żona brunetka wraz z ich małym synkiem. Dominic uśmiechnął się na widok dziecka. Za niedługo sam będzie miał takiego szkraba w domu. Vince przedstawił mu swoją rodzinę:
– Dom, poznaj moją rodzinę. To moja żona Rosa – powiedział, wskazując na kobietę. Dom przywitał się z nią i przyglądając się jej. Miała typowo brazylijską urodę. Była niewysoką ciemnoskórą brunetką, z czupryną afro. Dominic musiał przyznać, że jest całkiem. Vince w tym czasie wziął na ręce chłopca – A to mój syn Nico – oznajmił, patrząc wymownie na Doma. Toretto spojrzał zdziwiony na przyjaciela, a ten dodał zupełnie jakby odczytał jego myśli. – Nico to zdrobnienie od Dominic. 
Dom wziął małego na ręce. Bał się trochę, że chłopczyk zacznie płakać, ale o dziwo nic takiego się nie stało. Dziecko roześmiało się wesoło i chwytało swoimi małymi rączkami twarz Toretta. Mężczyzna uśmiechnął się i pocałował Nico w czoło. Rosa i Vince poprosili Dominica by został u nich na obiedzie. Dom nie mógł odmówić. Jednak w końcu nadszedł czas gdy musiał pożegnać się z przyjacielem i jego rodziną.
– Dlaczego wtedy nie zgodziłeś się wrócić do Stanów? – zapytał Dominic, gdy znaleźli się w Vincem na zewnątrz. Chciał wiedzieć dlaczego jego przyjaciel został tutaj mimo że, dzięki pomocy Brianowi w złapaniu pewnego groźnego przestępcy, zostali oczyszczeni z ciążących na nich zarzutów.
– Znałem wtedy już Rosę i wiedziałem, że nie mogę jej zostawić tutaj samej. Teraz moje miejsce jest przy nich – odpowiedział.
– Odwiedźcie nas kiedyś. – Dominic podał przyjacielowi rękę, po czym wsiadł do Chevroleta Camaro z 1967 roku, którego wypożyczył na kilka dni. 


W hotelu wszyscy czekali na niego już lekko zniecierpliwieni. Gdy tylko wszedł do pokoju Briana, wszystkie oczy zostały skierowane na niego. O’conner, który od samego rana sączył piwo na balkonie, wszedł do środka patrząc wyczekująco na Doma, aż ten zacznie mówić.
– Wiem jak dostać się do firmy. Jego firma znajduje się na obrzeżach Rio i od jednej strony otaczają ją wzgórza. Na jednym z nich jest wejście do tunelu, który prowadzi prosto do jego biura – wyjaśnił Dominic. 
– To pewna informacja? – zapytał Brian zdystansowanym tonem. No bo po kiego grzyba potrzebny komuś tunel?
Dominic pokiwał głową. 
– Braga wybudował sobie drogę ucieczki na wypadek, gdyby policja zrobiła nalot, albo inne okoliczności – stwierdził Tej.
– Bingo – powiedział jedynie Dominic, po czym ruszył w stronę drzwi. – Ruszamy wieczorem, także lepiej wytrzeźwiej O’conner – dodał na odchodne i wyszedł.


Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, chłopacy spotkali się przed hotelem. Wsiedli do samochodu i ruszyli. Po drodze wjechali do opuszczonego magazynu, gdzie Dominic ukrył wcześniej załatwiony przez Vince’a samochód i broń. Toretto stwierdził, że lepiej będzie gdy podzielą się na dwa auta, co będzie bezpieczniejsze w razie ewakuacji. Dom otworzył bagażnik Nissana Skyline’a 2000 GT w 1969 roku i wyjął z niego cztery pistolety maszynowe MP5 i podał je Brianowi, Tejowi i Romanowi, a jeden zostawił dla siebie. Dla Jake’a miał Glocka. Blondyn był oburzony.
– Dlaczego ja dostałem najmniejszy pistolet?! – krzyknął marszcząc czoło.
– Bo dużym zrobiłbyś sobie krzywdę – powiedział z cwaniackim uśmiechem Brian. – Albo co gorsza nam – dodał poważnym tonem, po czym uśmiechnął się do zbulwersowanego Jake’a i wsiadł do Chevroleta. 
Roman, Tej i Jake wsiedli do Nissana i pojechali za Brianem i Dominicem. Gdy dotarli do stóp wzgórza, rozdzielili się i pojechali różnymi drogami. Dojechali do końca asfaltowej drogi, gdzie pozostawili samochody, po czym zaczęli przedzierać się rozciągający się tutaj las tropikalny. Brian musiał przyznać, że kryjówka była naprawdę dobrze przemyślana. Wyjście z tunelu znajdowało się w samym środku gęstego lasu, co było niezauważalne z helikoptera. W ten sposób można było bez problemu opuścić siedzibę firmy wsiąść w samochód i odjechać niepostrzeżenie.
W końcu dotarli do wejścia do tunelu. Było ono dobre zakamuflowane ściółką leśną, dzięki czemu bardzo trudno było je zidentyfikować. Dominic otworzył właz i pierwszy wszedł do środka. Był to wybetonowany korytarz oświetlony lampami jarzeniowymi. Przypominało to trochę korytarz w piwnicy, tyle że tutaj było bardziej brudno i obskurnie. 
– Mam wejść do tego zasyfionego czegoś? – bąknął z odrazą Jake. Jako typowy mieszczuch blondyn nie był przyzwyczajony do tego typu miejsc. Pewnie gdyby zobaczył jakiegoś insekta uciekłby z piskiem jak baba.
– Nie kurwa! Za chwile podjedzie limuzyna! – krzyknął wkurzony Brian, zakładając na plecak. – Właź tam i przestań mnie wkurwiać!
Kendall spojrzał tylko zbaraniały na brata i bez żadnego protestu zszedł po drabinie do tunelu. 
Na przedzie szedł Dominic za nim szli po kolei Tej, Roman i Jake. Na końcu dopiero był Brian. W końcu dotarli do końca drogi. Tym razem ich oczom ukazały się metalowe drzwi. Toretto pchnął je ostrożnie trzymając broń przygotowaną do strzału. Za nim stali chłopacy również trzymając wycelowaną broń. Na szczęście w biurze nie było nikogo. Weszli do środka. Okazało się, że drzwi prowadzącego do tunelu, z drugiej strony są zwyczajnym regałem na dokumenty.
– Zawsze myślałem, że takie tajemne przejścia są tylko w filmach – stwierdził Roman, rozglądając się dookoła.
Reszta popatrzyła na niego z politowaniem. Biedak, niewiele w życiu widział.
Chłopacy zaczęli grzebać w rzeczach Bragi. Brian otworzył jedną z szafek, w której zobaczył wbudowany sejf. Bez wahania wpisał na klawiaturze ciąg liczb, a drzwiczki ustąpiły. 
– Data urodzin Lory – wyjaśnił O’conner, widząc zdziwiony wzrok kumpli. Szczerze mówić sądził, że Braga na kod do sejfu wybierze coś mnie przewidywalnego niż urodziny córki. Jednak bezmyślność Antonia w tym przypadku działała na ich korzyść. W środku znajdowały się jakieś dokumenty, trochę pieniędzy. Blondyn chwycił wszystko i schował do plecaka.
– Ej, chłopaki – odezwał się Tej. – Chyba jesteśmy obserwowani. – Wskazał palcem na małą kamerę ukrytą w kratce wentylacyjnej. 
Wzrok Dominica spotkał się ze spojrzeniem Briana. Skoro była kamera to musiał być też pokój, skąd można sterować monitoringiem.
– Idziemy – zadecydował Brian i wyszedł w pomieszczenia ściskając w dłoniach pistolet i rozglądając się dookoła. Chłopacy ruszyli za nim. Było już późno, więc nie spodziewali się zastać kogoś w biurze, ale lepiej dmuchać na zimne. Doszli do hali, gdzie rozdzielano i ładowano transporty. Ludzie Bragi pracowali na dwie zmiany, dlatego po pomieszczeniu krążyło wiele ludzi. Żaden z nich nie dostrzegł intruzów, gdyż chłopacy ukryli się z ciemnym zaułku. O’conner rozejrzał się dokładnie. Zobaczył pokój ochroniarza, gdzie znajdowały się ekrany z widokami z kamer oraz sprzęt do nagrywania. Wskazał na pomieszczenie kumplom, a ci pokiwali głowami na znak, że zrozumieli. Poczekali kilka minut, aż pracownicy Bragi zrobią sobie przerwę i gdy sala świeciła pustkami Dom i Brian ruszyli w obranym kierunku. Przed pomieszczeniem w którym znajdował się strażnik stał jeden z goryli Bragi i palił papierosa. Dominic podszedł do niego od tyłu i powalił go jednym ruchem, po czym weszli z Brianem cicho do środka i zobaczyli śpiącego na krześle ochroniarza. To tłumaczyło, dlaczego nikt nie wszczął alarmu gdy byli w biurze Bragi. Ten idiota po prostu ich nie widział, bo spał sobie w najlepsze. Mężczyznę obudził dopiero dotyk zimnej lufy na szyi.
– Rusz się a rozwalę ci łeb – powiedział ostrym tonem Dom.
Facet wyglądał na przerażonego. Blondyn w tym czasie związał go, by nie przyszło mu do głowy nic głupiego.
– Gdzie macie nagrania z kamery z biura Bragi? – zapytał Brian. Mężczyzna wskazał ręką na metalową szafkę zamykaną na klucz. O’conner otworzył ja i spakował wszystkie dyski z nagraniami jakie były. – Jak długo je przetrzymujecie?
– Trzymamy nagrania z ostatnich pięciu miesięcy – odpowiedział. 
– No i gra – powiedział Brian po czym ruszyli w stronę wyjścia. 
Dobiegły ich hałasy dobiegające z hali. Usłyszeli strzały.
– Chłopacy – krzyknął przerażony Dom do O’connera, w ich oczach widać było grozę. Ruszyli biegiem ukryli się na wielkimi, drewnianymi pudłami. Na znak podnieśli się i zaczęli ostrzeliwać pracowników Bragi, chcąc odciągnąć ich od Romana, Teja i Jake’a. Jake wykorzystując tę sytuację wybiegł skulony z hali. Na zewnątrz stały samochody. Podbiegł do BMW X6 E71, gdy otwierał samochód poczuł ostry ból przeszywający jego bok. Odwrócił się zobaczył Latynosa trzymającego wycelowaną broń. Mimo bólu szybkim ruchem wyjął zza paska Glocka i strzelił dwa razy, a facet padł nieprzytomny na ziemie. Jake ogarnął się i wsiadł za kierownicę, po czym odpalił silnik. Ruszył pędem i wjechał na halę, gdzie odbywała się bójka.
Brian, Dom, Tej oraz Roman ostrzeliwali swoich napastników, jednak stali na przegranej pozycji. Mimo, że udało im się kilku postrzelić, to przeciwników było więcej, a poza tym kończyła im się amunicja. Na szczęście nadjechał Jake w BMW. A właściwie, to z buta wjechał, potrącając przy okazji kilku ludzi Bragi zajechał do miejsca, gdzie byli Roman i Tej. Gdy tylko ci wsiedli do samochodu zawrócił i zgarnął Dominica i Briana. Wyjechał z hali pełnym pędem i skierował samochód do wyjazdu. Nie zwolnił ani na chwilę i z impetem wjechał w bramę wyjazdową, rozwalając ją na części. W lusterkach widzieli pracowników Antonia wsiadających w samochody i ruszających za nimi, jednak Kendall skręcił do centrum Rio, gdzie zgubił ich w tłumie innych samochodów. 
Zajechali do tego samego magazynu, gdzie wcześniej Dominic ukrył dla nich Nissana. Brian zauważył plamę krwi na bluzce Jake’a, który z trudem wysiadł z samochodu. 
– Co się stało? – zapytał, patrząc na brata zaniepokojony.
– Postrzelił mnie frajer – stęknął Kendall, siląc się na uśmiech.
Brian kazał młodszemu bratu usiąść i zabrał się za opatrywanie rany. Na szczęście apteczkę znalazł w samochodzie Bragi, a kulę mógł wyciągnąć dzięki scyzorykowi, który znalazł wśród narzędzi porozwalanych po magazynie. Wystarczyło tylko dobrze wyparzyć ostrze. Jake syknął gdy O’conner próbował wydłubać nożykiem pocisk. Gdy w końcu się udało, ranę zakleił mocno plastrem bez opatrunku z racji tego, że nie miał pod ręką ani igły, ani nici by ją zszyć. Do szpitala nie mogli się udać, bo powiadomili by policję, że przywieziono pacjenta z rana postrzałową. Poza tym dopiero co zrobili niezła rozróbę


– Przepraszam, że was w to wszytko wciągnąłem – powiedział Brian, gdy pakowali swoje rzeczy. Udało im się załatwić bilety na najbliższy lot do Miami. Mieli wylecieć kilka minut po drugiej w nocy. Postanowili, że zdobyte fanty przejrzą, jak wrócą do Stanów. Tutaj byłoby to zbyt niebezpieczne, no bo cóż... Ludziom Bragi nie zajmie dużo czasu namierzenie ich. To była szybka akcja, a po niej równie szybkie wycofanie się.
– Daj spokój, przecież jesteśmy rodziną – stwierdził Jake. – Musimy sobie pomagać. 
Dom uśmiechnął się słysząc to. W końcu Jakeowi nieczęsto zdarzało się powiedzieć coś mądrego. A tu taka niespodzianka. Czyżby w końcu wydoroślał.
– Poza tym Jess dałaby mi szlaban na seks gdybym ci nie pomógł. – dodał Jake śmiejąc się kretyńsko i cały czar prysł. Nie, jednak jest dalej głupkiem.
Brian i Dom spojrzeli na niego z politowaniem, nie odzywając się. 
Po kilkunastu minutach wyjechali na lotnisko. Brian schował dokumenty i nagrania do bagażu podręcznego, by mieć je przy sobie. Problem był taki, że bagaże podręczne były prześwietlane. Oczywistym jest, że torba wypchana dyskami i papierami będzie podejrzana, dlatego O’conner wyjął odznakę FBI. Pracownicy lotniska widząc ją, przepuścili go bez zaglądania do torby, a Brian odetchnął z ulgą. W końcu weszli na pokład samolotu, a po kilku godzinach byli już w Miami. 

Gdy dotarli do garażu Teja była już godzina trzynasta. Dominic od razu poszedł przywitać się z Lorą, która zajęła się warsztatem pod nieobecność chłopaków. Brunetka siedziała w sklepie, przyległym do warsztatu, gdzie Tej sprzedawał części samochodowe. Uśmiechnęła się na widok Dominica i wstała żeby dać mu całusa na powitanie. 
– Wszystko w porządku? – zapytał Dominic. – Nic się nie działo pod moją nieobecność?
Letty przewróciła oczami.
– Tak, trzymam się dzielnie i dziecko też – oznajmiła. – Lepiej opowiedz jak wam poszło w Rio.
Dom opowiedział Letty wszystko ze szczegółami.
Jake w tym czasie zadzwonił do Jessici. Po kilku sygnałach, usłyszał głos swojej dziewczyny.
– Cześć kochanie – powiedział.
Jess uśmiechnęła się szeroko słysząc głos Jake’a
– Hej! – zawołała wesoło. – Jak poszło w Rio?
– Byliśmy u Bragi. Mamy jakieś dokumenty i nagrania, teraz będziemy je przeglądać, także na razie się nie zobaczymy. 
– Szkoda – odezwała się smutno blondynka. – Będę tęskniła.
– Ja też – stwierdził Jake. – Ale jak się spotkamy to nie dam ci odpocząć – dodał cichym, seksownym tonem. Jess zaśmiała się cicho i pożegnała się z Kendallem.


Chłopacy zebrali się w garażu. Brian i Dominic wzięli się za przeglądanie dokumentów, a Tej, Roman i Jake przynieśli laptopy i przeglądali dyski z nagraniami z jego biura. Papiery, które zabrali Antoniowi okazały się być umowami na wykonanie zlecenia transportu. 
– Spójrz – Brian podsunął kartki pod nos Dominica. – To umowa między Lorą, a Suarezem. Ten transport został zatrzymany przez FBI.
Dominic spojrzał z zaciekawieniem na przyjaciela.
– W umowie napisali, że będzie to przewóz sadzonek roślin egzotycznych do Miami – dodał O’conner.
– Zobacz to – przerwał mu Dominic. – Paragraf 7: „Za wszelkie niezgodności towaru ze stanem faktycznym odpowiada zleceniodawca. Zleceniobiorca bierze jedynie odpowiedzialność za towar na czas jego przewozu i sprawuje pieczę nad jego bezpiecznym dostarczeniem do miejsca przeznaczenia.”
Brian spojrzał podekscytowany na dokumenty. Uśmiechnął się pełen nadziei. Skoro właścicielem towaru był Suarez, to Lora odpowiadała tylko za przemyt. Barcelona mogłaby się bronić, że nie wiedziała co faktycznie znajduje się w ciężarówce. To było już coś.
– Pytanie dlaczego Estevan Suarez podpisał tę umowę? – zapytał Dominic. – W końcu takie rzeczy podpisuje się po skonsultowaniu z prawnikiem.
Brian pokręcił przecząco głową, na znak, że nie wie.
– Może jego prawnik to idiota? – rozważył Brian.
– Ej chłopaki, chodźcie to zobaczyć! – krzyknął rozbawiony Jake. Wszyscy zerwali się, zobaczyć o co chodzi. Na filmie ukazał się im Antonio Braga z jakąś młodą kobietą, zapewne pracownicą jego biura. Znajdowali się z dość dwuznacznej sytuacji, albowiem owa dama siedziała na kolanach mężczyzny i całowała go namiętnie, zdejmując powoli jego marynarkę. Po chwili Braga wstał i przeniósł kochankę, w miejsce, którego nie obejmowała kamera, jednak z głośników laptopa dobiegały ciche jęki. – W starym piecu diabeł pali! – stwierdził Jake, śmiejąc się wesoło.
– I po to nas wołałeś debilu? – Brian trzepnął brata w głowę i wrócił do swojej roboty. Normalnie to by się zaśmiał, ale w tej chwili jedyne co go interesowało to uratować Lorę.
– Taki stary, a ma lepsze życie erotyczne ode mnie – burknął z przekąsem Roman, co wywołało atak śmiechu u Teja. 
Oprócz tego fragmentu nie znaleźli na filmach niczego interesującego.
Po kilku godzinach, chcieli przerwać oglądanie i wrócić do domów, ale w tym momencie, na filmie który oglądał Tej pojawił się Antonio Braga i Estevan Suarez.

– Transport wyruszy jutro tak jak się umawialiśmy – oznajmił Braga, siadając przy swoim biurku.
– Nie będzie problemów na granicach? – zapytał Suarez, który usadowił się naprzeciw rozmówcy. Widać było jak Antonio uśmiecha się cwaniacko i kręci przecząco głową. 
– Jeśli tylko coś się stanie w moim towarem, to osobiście wsadzę ciebie do pierdla – zagroził Estevan.
– Nie martw się o to, twoje narkotyki są bezpieczne. – Antonio wstał i z nonszalancją nalał sobie i swojemu rozmówcy whisky stojącej szafce. – A do więzienia wsadzisz najwyżej Lorę, bo cała firma należy do niej i to ona podpisuje wszystkie umowy. Chyba nie karzesz aresztować swojej przyszłej synowej? – powiedział szyderczym tonem.
– Wrabiasz własną córkę? – Suarez był pod wrażeniem podłości Bragi.
– Ona jest moją asekuracją – stwierdził Antonio po czym uniósł szlankę w górę na znak toastu i upił łyk. „

Tej natychmiast zgrał ten fragment na płytę i zrobił kilka kopii. Każdy wziął po jednej ze sobą, ot tak dla bezpieczeństwa, po czym udali się do swoich domów. Jedynie Brian nie miał ochoty wracać do siebie, dlatego poprosił Teja, żeby przenocował go kilka nocy w jednej ze swoich barek, które wynajmował tym mniej zamożnym turystom. Był nieźle podekscytowany, że wreszcie znaleźli dowód, który oczyszcza Lorę z zarzutów.
O’conner szedł w stronę łodzi, gdy wyłoniła się przed nim dobrze znana mu postać.
– Witaj O’conner – odrzekł agent Bilkins. – Miło, że zawitałeś w końcu w Miami. Podróż udana?
Brian westchnął starając się nie patrzeć na swojego szefa, ale w końcu popatrzył na niego i odezwał się:
–Nie wiem gdzie jest Lora, jej ojciec ją zabrał.
Bilkins pokiwał głową. 
– Porozmawiajmy gdzie indziej – powiedział jedynie i odwrócił się do samochodu. Brian westchnął zrezygnowany i ruszył za nim. Kilka minut później siedzieli w knajpie, która była często odwiedzana przez policjantów, z racji tego, że zawsze była otwarta do rana. Bilkins zamówił dwie kawy.
– Wiedziałem, żeby nie przydzielać cię do obserwacji tej dziewczyny, czułem że nie wyjdzie z tego nic dobrego. Ucieczka z podejrzaną, rozbity radiowóz znaleziony w Meksyku. – odezwał się agent. – Dlaczego z nią uciekłeś?
O’conner wzruszył ramionami.
– A co miałem zrobić? – zapytał. – Miałem pozwolić żebyście ją aresztowali? Przecież sam dobrze wiesz, że to nie ona za tym wszystkim stoi.
– Może i wiem – oznajmił. – Ale zrozum, że interesują mnie tylko dowody, a one wskazują na nią. Może gdybyśmy ją przymknęli, to zaczęłaby sypać, przecież w końcu dorwalibyśmy Bragę.
– Ona nic nie wie! – uniósł się Brian. – Myślisz że po co jechaliśmy do Los Angeles, a potem do Rio. Chcieliśmy znaleźć dowody, które ją oczyszczą.
– A znaleźliście? – zapytał Bilkins, unosząc brwi.
– Może – zablefował Brian.
– To mi je przekaż, wtedy Braga będzie poszukiwany, a Barcelona wolna – powiedział agent.
O’conner spojrzał na szefa twardo i pokręcił przecząco głową.
– Nie, bo jeśli Braga dowie się, że teraz to on jest poszukiwany, to nie przyjedzie do Stanów, tylko ukryje się gdzieś na drugim końcu świata, a ja nie odzyskam Lory. Antonio nie zostawi swoich interesów na długo, dlatego poczekam aż przyjedzie, dorwę go i wyduszę z niego gdzie zabrał Lorę – oznajmił w totalną zawziętością w głosie.
– No dobrze – Bilkins odpuścił. – Jeśli będę coś wiedział na temat Bragi lub Lory to dam ci znać, ale ty jak na razie jesteś zawieszony jako policjant – powiedział, po czym opuścił lokal.


******

AAAAA! Napisałam w końcu! xd Totalnie nie wyszła mi ta akcja w Rio. :/ No ale musiałam się pospieszyć, bo Lora baaaaardzo tęskni za Brianem. No to stwierdziłam, że nie będe ich przetrzymywać w Rio, tylko wyślę do domu. No bo Rio bez Lory traci swój urok, to bez sensu tam siedzieć, co nie? xd
No i dodałam Vincea, kurdę nawet lubię tego sierściucha <3 Na filmie było widać, że Dom naprawdę go lubi i szanuje, dlatego nooo jest w moim opowiadaniu, ale raczej to była tylko rola epizodyczna. 




No cóż został mi tylko jeden ocinek do końca i epilog... Ale zaraz potem ruszamy z drugą częścią i będzie "Olejmy jutro 2" :P








Zapraszam do czytania! ;)

Pozdrawiam! ;*


6 komentarzy:

  1. Zgon na miejscu!! Dziewczyno rozjebalas system jak chyba nigdy dotad! (nie to, ze wczesniejsze rozdziaky byly do dupy bo to nie prawda). Akcja w Rio wyszla ci fantastycznie! Trochę szkoda, ze to juz koniec, ale na szczęście bedzie 2 czesc^^ :D Jake to cholerny idiota, osobiscie wyrzeklabym sie go jako brata lol Nawet Roman wydaje sie byc bardziej ogarniety, a przecie to czarny niewolnik ok zbierania bawely;) Wedlug mnie Lora powinna probowac wydostac sie sama i uciekac z domu czy tam biura Bragi. Szczerze to juz nie wiem co mam ci pisac bo nie umiem tak rozwinac swej mysli jak ty to robisz za kazdym razem u mnie;) Wiec weny ci zycze do następnej czesci i do zobaczenia ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki stara! ;*
      Też nie lubie Jake, dlatego został postrzelony! xd
      Co do Lory to będzie w kolejnym odcinku, ale nic nie zdradze. :D

      Pozdrawiam! ;*

      Usuń
  2. Olivia ma racje ! Rozdział ZAJEBISTY ! Akcja w Rio by dorwać dowody na niewinność Lory wyszła fenomenalna ! ''W starym piecu diabeł pali!'' HAHAHA xD Padłam jak tylko to przeczytałam xD
    Życzę morza weny ! Pozdrawia
    Zielono oka :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! ;*
      Kurcze, osobiście uważam, że czegoś zabrakło z tej akcji.. nie wiem może za mało łomotu dostali, w końcu tylko Jake oberwał.. xd
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz i również pozdrawiam! ;D

      Usuń
  3. Jestem Kochana!
    Wybacz moją nieobecność, spowodowana była ciężką pracą.. ale mam urlop i jestem :D
    Rozdział fenomenalny! Akcja świetna! :D
    Może troszku zabrakło mi tam Hana, bo jak powiada jedna z prawdziwych prawd Szybkich i Wściekłych.. na akcję w Brazylii oczywistym wyborem człowieka "kameleona" jest rzucający się w oczy Azjata :D
    hahahaha jestem walnięta. ;D

    Pisz Kochanie kolejny rozdział i dawaj mi znać!;*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Nic nie szkodzi, ważne, że znalazłaś chwilkę, żeby przeczytać i skomentować rozdział! ;*
      Załatwiłam Rio szybko, bo spieszy mi się do epilogu i rozpoczęcia drugiej części, xd
      Co do Hana to zgadzam się w zupełności! xd No ale kto by podejrzewał Azjatę o to, że coś kombinuje. ;D
      Kolejny rozdział już się pisze. ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń