"Chcę miec z tobą romans. Pod jednym warunkiem: na całe życie"Jerzy Alski "Za dużo miłości"
– Kiedy dokładnie się we mnie zakochałeś? – zapytała Lora, patrząc z zaciekawieniem na Briana.
Wracali oni z restauracji, gdzie zjedli obfite śniadanie. Po wczorajszych wydarzeniach, dzisiaj mieli wyjątkowo dobre humory. W końcu oboje wiedzieli na czym stoją. Można powiedzieć, że od teraz jaśniej patrzyli w przyszłość. Dzisiaj miała nastać godzina zero. Chcieli złożyć wizytę w siedzibie firmy Antonia Bragi, gdzie mieli zamiar znaleźć cokolwiek, co oczyściłoby Lorę z zarzutów. Musieli odnaleźć przysłowiowe probatio diabolica.
O’conner zaśmiał słysząc pytanie Lory.
– Olśniłaś mnie już wtedy, gdy FBI pokazało mi twoje zdjęcie – odpowiedział Brian, po czym załapał ją w pasie i szepnął na ucho: – Ale totalnie powaliłaś mnie na kolana, gdy zobaczyłem Cię pierwszy raz w barze.
Lora uśmiechnęła się i pocałowała go, ale w jednej sekundzie pochmurniała, jakby przypomniało jej się coś złego.
– Myślałeś o mnie wtedy tylko przez pryzmat pracy?
Brian spoważniał.
– Wmawiałem sobie, że jesteś tylko moją pracą, ale prawda była taka, że od początku byłem twój – wyznał, patrząc na dziewczynę czule. – A ty kiedy się we mnie zakochałaś? – zmienił temat.
– Definitywnie wtedy jak spadłam z drabiny prosto w twoje ramiona – odparła wesoło.
Ruszyła do przodu po czym odwróciła się w stronę O’connera.
– A wiesz? – założyła ręce na klatce piersiowej. – Tak sobie myślę, że nie poprosiłeś mnie oficjalnie żebym została twoją dziewczyną.
Brian roześmiał się, po czym zapytał:
– Barcelono Brago, czy zostaniesz oficjalnie moją dziewczyną?
Lora pokiwała twierdząco głową i rzuciła się na szyję Briana, całując go po raz kolejny.
Jess leżała w ramionach Jake’a. Dziewczyna patrzyła na śpiącego blondyna. Była w niezłym szoku, widząc go wczoraj stojącego przed jej drzwiami. Sama nie wiedziała czy ma mu skopać tyłek za to, że się nie odzywał, czy może przytulić się do niego mocno, bo cholernie za nim tęskniła. Wybrała jednak trzecią opcję i wpuściła go w ogóle do mieszkania. Jake natychmiast rozłożył się na kanapie. Mimo że był u Jessici po raz pierwszy zachowywał się swobodnie, zupełnie jakby był u siebie.
– Załatwiłem im lot do Rio – powiedział tylko, a Jess natychmiast domyśliła się, że chodzi o jego brata i Lorę.
– Są dorośli, dadzą sobie radę – odpowiedziała i usiadła naprzeciw niego. Mimo, że miała ochotę się do niego przytulić, postanowiła zachować bezpieczną odległość od niego.
Zapanowała między nimi cisza, ale w głębi duszy blondynka krzyczała ze szczęścia. Przecież jej Jake do niej przyszedł. Prędzej spodziewałaby się u swoich drzwi Godzilli niż jego. Może jednak mu na niej zależy. Miała ogromną ochotę go o to zapytać, ale nie była na tyle odważna. Bała się w ogóle zaczynać ten temat.
Podczas gdy blondynka biła się z myślami, Jake rozglądał się z zaciekawieniem po salonie.
– Miło tutaj – stwierdził po długiej chwili milczenia.
– Po to tutaj przyszedłeś? – zapytała, siedząc w fotelu z założonymi rękami. – Żeby obejrzeć sobie moje mieszkanie?
Jake pokręcił przecząco głową i patrzył w patrzył zamyślony na podłogę. W tym momencie modlił się o jakiś wybuch bomby, czy jakiś piorun, który trafił by prosto w niego. Wszystko byleby nie patrzeć w oczy Jessice.
– Wiesz, że nie jestem typem faceta, który nadaje się do związków – oznajmił i spojrzał na dziewczynę, która wyglądała na zdezorientowaną. Zresztą sam też był nieźle skołowany. Wyjechał z Bahamów bez słowa, bo chciał zapomnieć o blondynce. A tym czasem wyjazd przyniósł całkiem odwrotne efekty. Im dłużej nie widział Jessici, tym bardziej za nią tęsknił. A teraz siedział u niej w salonie i próbował wdusić z siebie, to co mu leży na sercu. – Ale pomyślałem sobie, że mógłbym w sumie spróbować z tobą. Co ty na to?
Jessica nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Była w zbyt dużym szoku. Jake Kendall właśnie zaproponował jej żeby zostali PARĄ. Blondyn wstał z miejsca i przykucnął przed dziewczyną, chwytając ją za dłonie.
– Zgódź się mała. Przecież nie mamy nic do stracenia – powiedział, z nutą niepewności w głosie.
– W sumie moglibyśmy spróbować – odezwała się Jess.
Blondyn, słysząc te słowa, uśmiechnął się uwodzicielsko i pocałował blondynkę.
Jake uchylił lekko oczy. Podniósł się i zobaczył, że znajduje się w gustownie urządzonej sypialni. Obok siebie zobaczył przyglądająca się mu Jessicę. Uśmiechnął się na jej widok.
– Chyba się starzeję – westchnął cicho, przyciskając głowę do poduszki. – Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek poszedł do łóżka z dziewczyną, żeby tylko spać.
– To straszne! – zadrwiła Jessica, po czym skradając blondynowi całusa, wstała z łóżka.
Jake położył się na plecach. Był nieźle zagubiony w tym co czuje. Pierwszy raz nie zależało mu na seksie. Potrzebował obecności Jessici, bo gdy jej nie było czuł się nie najlepiej. Z drugiej strony był typem wiecznego kawalera, lubił swoją wolność i niezależność. Związek był ostatnią rzeczą o której marzył, ale musiał się w niego wplątać, bo nie wyobrażał sobie, że blondynka mogłaby sobie znaleźć kogoś innego. Ona miała być tylko jego. To wszystko było dla niego nieźle pojebane.
Jake wyszedł w domu Jessici po jakiejś godzinie. Gdy tylko dotarł do swojego domu, wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał jeden z numerów.
– Tak misiaczku? – Odezwał się cieniutki głos w słuchawce, który z pewnością nie należał do Jessici.
– Dzisiaj wieczorem u mnie – powiedział krótko i rozłączył się.
Brian i Lora znajdowali się niedaleko hotelu, w którym się zatrzymali. Brunetka czuła się najszczęśliwsza na świecie, gdyż od kilkunastu minut oficjalnie była dziewczyną Briana. Cały jej nastrój gdy zobaczyła nadjeżdżające czarne Mercedesy klasy M. Poznała je bez problemu, gdyż należały do jej ojca. Spojrzała z przerażeniem na Briana, a ten od razu domyślił się co jest grane. Niestety, nie mieli już żadnej drogi ucieczki, gdyż byli totalnie widoczni, gdy stali na środku chodnika. Samochody zatrzymały się i z jednego z nich wysiadł Antonio Braga. Na jego twarzy widniał cyniczny uśmieszek.
– Witaj córeczko – powiedział, kpiącym tonem widząc szok malujący się na twarzy brunetki. – Przyjechałaś do mojego miasta, zatrzymałaś się w hotelu, który należy do mnie i jesteś zdziwiona, że mnie widzisz? Chyba nie jesteś aż tak bystra jak mi się wydawało.
Lora przytuliła się szczelnie do Briana, a blondyn objął ją mocno z pasie. Braga widząc tę zażyłość między O’connerem, a jego córką, skrzywił się nieznacznie. Z samochodów wysiedli ludzie Antonia. Było ich w sumie sześciu, każdy z nich trzymał w ręku broń. Barcelona chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić z siebie słowa. Spotkanie z ojcem było ostatnią rzeczą jakiej dzisiaj pragnęła. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Nie tak.
– Lora chciał zobaczyć miejsce, skąd rzekomo wysyłała trefne transporty – odezwał się Brian patrząc twardo na Bragę.
– No to już zobaczyła, a teraz grzecznie pójdzie ze mną – oświadczył i kiwnął głową wskazując na swoją córkę.
Brunetka pokręciła przecząco głową i jeszcze mocniej przytuliła O’connera.
– Zostaw ją w spokoju! – krzyknął Brian, marszcząc czoło. Dopiero gdy się odezwał można było wyczuć jego zdenerwowanie. – Już dość zmarnowałeś jej życie! Chciałeś ją wydać za mąż za jakiegoś frajera, a teraz nie może przez ciebie wrócić do domu, bo jest poszukiwana. Lora jest dorosła i potrafi sama decydować o swoim życiu.
– Wiem najlepiej co jest dobre dla mojej córki, więc się nie wtrącaj – odpowiedział spokojnie.
– Aha, czyli wrobiłeś własną córkę dla jej dobra? – zapytał z sarkazmem O’conner. – Powinieneś dostać za to nagrodę super ojca!
Braga nie odezwał się tylko kazał Lorze wsiąść do samochodu.
– Nigdzie z tobą nie pójdę! – Lora wysiliła się na zdecydowany ton, próbując pokazać, że wcale się nie boi.
– Owszem pójdziesz. – Braga nie miał najmniejszego zamiaru ustąpić. Jego córka zawsze się go słuchała i teraz też posłucha. Będzie mu posłuszna po dobroci, albo siłą. – Chyba nie chcesz, żeby twojemu przyjacielowi stała się jakaś krzywda.
Na znak Bragi, jego ludzie wycelowali pistolety prosto w O’connera. Brian zdawał się być niewzruszony. Stał wyprostowany i cały czas patrzył prosto na Bragę. Stanął przed Lorą, zasłaniając ją swoim ciałem. Brunetka zacisnęła usta, próbując w ten sposób powstrzymać łzy napływające do jej oczu. I przestąpiła kilka kroków do przodu.
– Lora nie idź – powiedział spokojnie Brian. Chwycił ją za rękę, próbując zatrzymać ją w ten sposób. Brunetka odwróciła się w jego stronę kręcąc głową.
– Brian on cię zabije jeśli z nim nie pójdę – szepnęła cicho. Brian popatrzył na nią z bólem. – Kocham Cię.. – przytuliła się do niego. Zdawała sobie sprawę z tego, że być może przytula go po raz ostatni w swoim życiu. Jeszcze kilkanaście minut temu była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, a teraz miała ochotę umrzeć. Nie wyobrażała sobie życia bez Briana. Jej ojciec wygrał.
Brian zamknął ją szczelnie w swoich ramionach. Nie mógł pozwolić jej odejść. Przecież Lora jest kobietą jego życia. To nie może skończyć się w ten sposób. To nie może być koniec tej historii. Na pewno nie.
– Ja Ciebie też kocham… – wyszeptał trzymając jej twarz w dłoniach i gładząc policzek kciukiem. Brunetka wspięła się na palcach i złożyła na ustach O’connera ostatni pocałunek.
Odwróciła się i ruszyła w stronę ojca. Gdy wsiadała do samochodu spojrzała rozżalona na ukochanego ostatni raz. Brian patrzył zbolałym wzrokiem jak Lora odchodzi. Wiedział, że zrobiła to dla niego, bo nie chciała żeby ludzie jej ojca go zabili. Ale on wcale tego nie chciał… Wolał zginąć za nią, niż żyć bez niej.
Dziewczyna usiadła na tylnym siedzeniu Mercedesa. Antonio wyglądał na bardzo zadowolonego. Zanim wsiadł do samochodu, Lora zdążyła usłyszeć jak jej ojciec mówi cicho, do jednego ze swoich ludzi.
– Załatw go.
Brunetka krzyknęła, próbując otworzyć drzwi, które były zablokowane. Odjeżdżając widziała tylko jak bandzior pracujący dla jej ojca podchodzi do Briana z bronią wycelowaną prosto z niego…
Barcelona siedziała w samolocie, patrząc tępo przez okienko. Z jej oczu płynęły łzy, ale nic już jej nie obchodziło. Nie interesowało jej nawet gdzie ją teraz wywozi. Mogła pójść nawet do więzienia, za przestępstwa swojego ojca. Brian pewnie już nie żył, a bez niego jej życie nie miało najmniejszego sensu. Nienawidziła swojego ojca. Jak on mógł…
Antonio Braga patrzyła na zrozpaczoną córkę. Było mu jej nawet żal, ale szybko tłumił w sobie współczucie i czuł złość. Był zły, że Lora się go nie posłuchała. Był zły, że uciekła sprzed ołtarza, podczas gdy ona znalazł dla niej odpowiedniego, zamożnego kandydata. Był zły, że wybrała tego gnojka z FBI. Stwierdził, że odizolowanie jej od świata pomoże jej zapomnieć o tym całym O’connerze. Pocierpi tydzień, góra dwa, a potem nie będzie pamiętała kim w ogóle był Brian O’conner.
Brunetka odwróciła się w stronę ojca i spojrzała na niego zapłakanymi oczami.
– Dlaczego mi to robisz? – zapytała cicho. Miała zachrypnięty głos od łkania.
– Daj spokój, to dla twojego dobra – odpowiedział Antonio, nie odrywając uwagi od papierów, które właśnie przeglądał. – Ten chłopak tylko by cię zranił. Przez kilka tygodni byłoby miło, ale w końcu by mu się znudziło, a ty zostałabyś ze złamanym sercem.
– A wychodząc za Cristiana nie miałabym złamanego serca? – prychnęła. – Wcale się o mnie nie troszczysz. Martwisz się jedynie o siebie i o swoje interesy, a ja jestem jedynie towarem płatniczym. Fuzja firm w zamian za oddanie córki – syknęła, zjadliwym tonem. – Kochałeś moją mamę? – zapytała po chwili.
Na te słowa Anotnio podniósł głową znad papierów i spojrzał na córkę.
– To nie ma nic do rzeczy – odpowiedział oschle. Nie lubił wracać myślamido matki Lory. To była definitywnie zamknięta sprawa, a każde wspomnienie o niej powodowało lekki ból w sercu Bragi, mimo że minęło sporo czasu.
– Kochałeś czy nie? – Barcelona nie miała zamiaru ustąpić.
– Kochałem i fatalnie się do dla mnie skończyło! – Antonio podniósł głos.
– I dlatego nie pozwalasz mi się zakochać? Bo to się fatalnie skończy?
– Powiedziałem ci już. Ten chłopak tylko złamałby ci serce.
– Ale to moje serce! – krzyknęła brunetka i wybuchła płaczem. Odwróciła się z powrotem do okna uważając tę rozmowę za zakończoną. Do jej ojca nic nie docierało.
Antonio przyjrzał się chwilę córce. Jest jeszcze młoda i niewiele wie o życiu. Zdawał sobie sprawę, że ucieczka z domu obudziła z niej pewność siebie. Wcześniej Lora była bardzo łatwa do zdominowania, a teraz będzie musiał się sporo natrudzić, by znowu stała się mu posłuszna. Miał nadzieję, że małżeństwo z Cristianem sprowadzi ją na ziemię.
Brian jęknął podnosząc się z ziemi. Z trudem podniósł się z ziemi. Obok niego leżał nieprzytomny człowiek Bragi. Facet popełnił błąd i podszedł z pistoletem zbyt blisko. O’conner wykorzystał ten fakt i wytrącił broń z jego ręki. Wywołała się między nimi bójka. Brunet z którym walczył Brian był większy i silniejszy. Po kilku ciosach blondyn upadł na ziemię. Czuł ból przeszywający jego ciało, ale nie mógł się poddać. Kopnął przeciwnika w kolano. Brunet upadł, a Brian zaczął zadawać mu ciosy. Skończył dopiero gdy facet leżał nieprzytomny.
O’conner ruszył w stronę hotelu. Był nieźle poobijany, ale kompletnie nie zwracał na to uwagi. Adrenalina robiła swoje. Jedynie o co się martwił była Lora. Brian wziął kluczyk od recepcjonistki, która patrzyła na niego ze zdziwienie i poszedł do pokoju. Zamknął za sobą drzwi i ruszył do łazienki. Syknął cicho z bólu, gdy ściągał koszulkę. Wszedł pod prysznic, chcąc zmyć z siebie kurz i krew po bójce. Gdy tylko się ogarnął, chwycił za telefon i wybrał numer osoby, na którą zawsze mógł liczyć…
Dominic Toretto wszedł do garażu i z zadowoleniem na twarzy przyglądał się widokowi, jaki tam zastał. Letty grzebała pod maską Dodgea Chargera. Jego kobieta i jego samochód – dwie największe pasje jego życia.
– Na co tak patrzysz? – Letty podniosła się znad silnika i spojrzała na szczęśliwego Dominica.
Toretto podszedł do dziewczyny i przytulił się do jej pleców, chwytając ją za biodra.
– Patrzę i myślę, o tym jakim jestem szczęściarzem – powiedział swoim niskim głosem prosto do ucha ukochanej. Letty roześmiała się odwróciła w stronę Doma. Toretto pocałował swoją kobietę i położył dłoń na jej lekko już zaokrąglonym brzuchu. – Nie powinnaś czasem odpoczywać? – zapytał zatroskany.
Ortiz westchnęła cicho.
– Dom, jestem w ciąży, a nie chora. Wiem na ile mogę sobie pozwolić i nie przemęczam się. Poza tym majsterkowanie przy samochodach działa na mnie uspokajająco, a to chyba ważne bym była spokojna – zakończyła swój wywód.
Dominic uśmiechnął się troskliwie. Znał Letty i był świadomy, że nie da się zamknąć w domu, dlatego odpuścił sobie wykłady na temat oszczędzania się.
– Tylko nie wdychaj za dużo benzyny, bo to szkodzi dziecku – ostrzegł ją tym swoim stanowczym ale przejętym tonem.
– Dzidziuś powinien przyzwyczajać się do tego zapachu od małego jak na Toretto przystało. – Letty pocałowała Dominica i przytuliła się do niego. Mimo, że była charakterną,, mocną i twardo stąpająco po ziemi kobietą, to w ramionach Dominica czuła się wyjątkowo i bezpiecznie. Potrzebowała Toretta jak powietrza. Cieszyła się, że założą rodzinę, dla niego była w stanie zrezygnować z dotychczasowego życia i rozpocząć domowy tryb życia.
Stali tak dłuższą chwilę, jednak ciszę przerwał im dzwonek telefonu. Dominic wyjął komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz, na którym wyświetlał się numer Briana.
– Tak? – zapytał.
– Jej ojciec nas znalazł, zabrał ją... – Toretto usłyszał zrozpaczony głos przyjaciela.
– Gdzie jesteś? – zapytał.
– W Rio.
– Czekaj tam na mnie, przylecę jak najszybciej – zadecydował Dominic. Wiedział, że jego przyjaciel teraz go potrzebuje i miał zamiar mu pomóc...
****
Rozdział z dedykacją dla Olivii Winslow, za to że wytrwale wypytywała o nowy rozdział. xd Jest jaki jest, trochę Jessici i Jake'a i Letty i Dominica. Mam nadzieję, że się podoba. Brian i Lora rozdzieleni, zoabczymy ja to się zakończy. Jeśli sa błędy to powiedzcie, a ja poprawię.
Pozdrawiam! ;*

Pierwsza!!!
OdpowiedzUsuńOch dziękuje, coz za zaszczyt mnie spotkal haha :* Po raz kolejny powtórze się, rozdział zajebisty, prosze, dziekuje trzy razy na tak i do widzenia! Mam ochote zabic cie za to, ze nie pociagnelas tego dalej tylko tak to zostawilas. FOCH FOREVER Z PRZYTUPEM I MELODYJKA! Na miejscu Lory zastrzeliłabym tego tatusia i tańczyła makarene na jego grobie..ale to ja. Dominic przesadza.. ciąża to nie choroba, Letty ma racje:D Jake i Jescia awwww i to tyle w temacie bo sie nie bede rozczulac teraz. Brian powinien wpaść do Bragi z resztą ekipy rozpierdolic wszytsko, wziasc Lore i sie z nia hajtnąć :D
Ty, wiesz co? Mam pytanie, jak dasz na imie Toretto Juniorowi?? haha
I wiesz co? Nie wiem już co mam pisać więc pozwol, ze na tym skoncze;) Dzisiaj dla odmiany: czekam na next i zycze ci 40 obserwatorow haha ;) :*
Dzięki! * Nie zabijaj mnie, bo kto wtedy napisze następny rozdział? xd
UsuńA dla Toretta wymyśliłam imię juz na początku, ale mi się chyba jednak nie podoba i zmienię na jakieś inne, ale nie zdradzę jakie. ;P
;*
Rozdział cudowny :D Nie moge sie doczekać jak Dom przyleci do Rio :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next ! :3
Dziękuję!! ;*
UsuńMyślę, że Brian też nie może się doczekać Doma. xdd
Pozdrawiam! ;)
Fantastyczny rozdział! Jestem bardzo ciekawa co stanie się w następnych rozdziałach. Czekam ;) Pozdrawiam, Melodie
OdpowiedzUsuńDziękuję! ;)
UsuńRozdział jak zwykle świetny! Normalnie chapeau bas.
OdpowiedzUsuńMyślałam, że Jake to tak na serio z tym związkiem.. a tu wyszedł ledwo od Jess i już telefonował do kolejnej.. faceci. -.-
To Braga może mieć coś takiego jak uczucia? oO mam nadzieję, że jednak przejrzy w końcu na oczy... (swoją drogą nawet w filmie uważałam, że to laczek... xD i się nie myliłam haha)
No to się zaczyna robić ciekawie! Dom leci do Rio <3
jak to mówią... THIS IS BRAZIL!
Pozdrawiam! :*
Sprawdziłam co znaczy "chapeau bas" i bardzo dziękuję za uznanie! ;*
UsuńJake to Jake musi być lowelasem, ale może uda się go jeszcze naprostować. Kto wie? ;)
A co do Bragi to się jeszcze przekonamy czy ma uczucia, czy nie. ;)
Dom + Rio + ekipa = akcja ;D
Pozdrawiam! ;*
Świetny rozdział! Nie mogę doczekać się nexta! :) Dom leci do Rio :D Będzie akcja ;D
OdpowiedzUsuń