sobota, 23 maja 2015

Rozdział 13



“Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę”
                                                         Paulo Coelho  "Jedenaście minut"




Lora zaparkowała samochód w jednej z uliczek Los Angeles. Szturchnęła Briana, który zasnął na miejscu pasażera. Dziewczyna wcale mu się nie dziwiła. Prowadził on prawie całą noc. Cudem udało jej się namówić go, aby chwilę się zdrzemnął. O’conner potrafił być strasznie uparty.
Brunetka szarpała Briana lekko za ramię jednak blondyn nie reagował. W końcu postanowiła wykorzystać inną metodę pobudki. Pochyliła się nad nim i pocałowała lekko w policzek.
– Czekałem aż to zrobisz. – O’conner natychmiast się wyszczerzył i rozchylił lekko oczy, w których można było zobaczyć iskierki radości. 
– Wcale nie spałeś, co? - zapytała Lora, na co O’conner pokręcił przecząco głową. - Chodź jesteśmy już na miejscu.
Wysiedli z samochodu i rozejrzeli się dookoła.
– To jaki mamy plan? – Lora spojrzała na Briana pytającym wzrokiem, po czym dodała wciskając ręce w kieszenie szortów: – Włamanie się do posiadłości jest praktycznie niemożliwe. Jest cała obstawiona ochroną. 
– No to wjedziemy tam na legalu. – O’conner spojrzał cwaniacko na dziewczynę. W jego głowie zrodził się dość ryzykowny plan. Ale kto nie ryzykuje, nie żyje. Brian podszedł do dziewczyny i złapał ją w pasie. – Musisz mi zaufać – wyszeptał jej do ucha.
Barcelona przewróciła oczami, po czym powiedziała z uśmiechem:
– Obym tego nie żałowała.

Brian podjechał pod budkę policjanta, który pilnował wjazdu na parking policyjny.
– Agent O’conner – powiedział z kamienna twarzą, pokazując odznakę. – Zarekwirowałem samochód mam odstawić go tutaj.
Strażnik wpuścił Briana bez żadnych pytań. Musiał być naprawdę kiepskim gliną, skoro wpuścił go na parking, mimo że widział go pierwszy raz w życiu. Blondyn odetchnął z ulgą po przejechaniu bramy. Zaparkował Volkswagena na krańcu parkingu, po czym udał się w kierunku stojących na parkingu radiowozów. Po chwili znalazł wśród nich faworyta, którym okazał się być Ford Taurus. Chyba jeden z lepszych wozów należących do policji. Silnik V6 o mocy 365 koni mechanicznych Tak, ten samochód zdecydowanie nadawał się do ścigania przestępców. Brian wyjechał na ulicę nowym samochodem. Lora, która czekała na niego nieopodal, nie kryła zdziwienia, widząc O’connera w radiowozie.
– Możesz sobie zabierać radiowóz ot tak? – zapytała, gdy tylko wsiadła do środka.
– Pewnie nie – odpowiedział śmiejąc się głupkowato, po czym wyjął kajdanki z torby, którą wcześniej Lora położyła na tylnym siedzeniu. Bez ceregieli założył je na nadgarstki dziewczyny, przykuwając ją przy okazji do uchwytu przy drzwiach.
– A to co? – W tym momencie szok, który malował się na twarzy Lory sięgał zenitu.
– A to jest właśnie mój plan. – Brian wydawał się być bardzo zadowolony z siebie. 

O’conner wjechał na teren posiadłości Antonia Bragi. Wysiadł z samochodu i podszedł do ochroniarzy, którzy patrolowali teren. Byli to dwaj postawni mężczyźni pochodzenia latynoamerykańskiego. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych, ale na szczęście nie wyglądali też na zbyt bystrych, co działało na korzyść Briana i Lory.
– Agent O’conner – powiedział, pokazując po raz kolejny tego dnia legitymację. – Przywiozłem córkę pana Antonia Bragi.
Jeden z mężczyzn popatrzył na O’connera podejrzliwie.
– O ile wiem, to pan Braga nie lubi agentów FBI.
– Nie tych którzy są na jego liście płac. – Blondyn nie stracił zimnej krwi i zablefował. Wóz albo przewóz.
– Zostaw ją, przekażemy córeczkę tatusiowi - odpowiedział drugi z mężczyzn kpiącym tonem.
– Szef kazał, żebym oddał ją w jego ręce osobiście. Rozmawiałem z nim przed chwilą i mówił, że jest już w drodze – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ochroniarze nieco wymiękli i wpuścili Briana i Lorę do środka.
Oboje przeszli przez hol bez emocji i dopiero gdy przekroczyli próg gabinetu Antonia, Lora rzuciła się na szyję Brianowi, co utrudniały jej kajdanki. To co właśnie robili, było nie do uwierzenia. O’conner rozkuł dziewczynę i zabrali się za szukanie dokumentów, które mogłyby oczyścić Lorę. Podczas, gdy Brian przeszukiwał biurko, Lora otworzyła szkatułkę, która stała na biurku. W środku znajdował się pistolet. Na widok broni Lorę przeszedł niemiły dreszcz, jednak chwyciła ją i umieściła za paskiem szortów. 
– Znalazłem. – Brunetka usłyszała głos O’connera. Trzymał on w ręku otwartą teczkę, z jakimiś dokumentami, jednak jego mina nie wyrażała radości. – Transporty, które zostały zatrzymane przez FBI były rzekomo zlecone prze ciebie. A te dokumenty tylko potwierdzają, że to ty odpowiadałaś za transport w firmie. Według nich jesteś jedyną osobą, którą można pociągnąć do odpowiedzialności, bo wszędzie są tylko i wyłącznie twoje podpisy. 
– Czyli nie ma żadnej szansy na udowodnienie, że jestem niewinna? – Lora oparła się o biurko zrezygnowana. Wszystko na nic. Przebyli taki kawał drogi tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu jak bardzo w dupie znajduje się Lora. 
– Jedyne co mogłoby cię uratować to udowodnienie, że faktycznie firmą zajmował się twój ojciec, a ty byłaś tylko jego marionetką. Najlepiej by było, gdyby twój ojciec się przyznał.
– To niemożliwe – stwierdziła Lora. – Pracownicy ojca są zbyt lojalni, żeby się mu postawić i zeznawać przeciwko niemu. 
– Nie wiem jak ci pomóc… – Brian pokręcił bezradnie głową.
Chciał jakoś ją pocieszyć, jednak usłyszał podniesione głosy dochodzące zza drzwi. Ochrona chyba musiała się już zorientować, że wcale nie pracuje dla Bragi i nie przyjechał, żeby odstawić ją do domu. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować do gabinetu wpadł jeden z mężczyzn, z którymi rozmawiał wcześniej. Brian bez wahania rzucił się na niego i rozpoczęli bójkę. Lora wiedziała, że za chwilę wpadnie tutaj reszta zbirów jej ojca. Stała z boku przyglądając się ze strachem walce. Z pewnym momencie poczuła jak czyjeś ogromne łapska unoszą ją do góry. Zaczęła się szarpać jednak nic to nie dawało, dlatego nieco się uspokoiła. To nieco uśpiło czujność, co wykorzystała Lora, kopiąc go piętą z kolano. Gdy tylko uwolniła się chwyciła lampę stojącą na biurku i uderzyła nią w głowę mężczyzny. To trochę go otumaniło. Brian w tym czasie obezwładnił drugiego napastnika, natychmiast chwycił Lorę i wybiegli z domu. Brian uruchomił silnik i nerwowo ruszył do przodu. W pościg za nimi ruszyli wszyscy ludzie ojca Lory, którzy pilnowali posiadłości. Lora nerwowo oglądała się za siebie. Trzęsącymi się rękami wyjęła zza paska pistolet. 
– Umiesz się tym posługiwać? - zapytał Brian, skupiając się jednocześnie na drodze. 
– Właśnie się uczę – odpowiedziała i przeszła na tylne siedzenie. Przypływ adrenaliny dodał jej pewności siebie.
– Celuj w koła – doradził jej blondyn, patrząc w lusterko na Lorę, która po raz pierwszy miała posłużyć się bronią. – W torbie masz jeszcze jeden pistolet.
Lora otworzyła okno i strzeliła w stronę ścigającego ich samochodu. Nie udało jej się jednak trafić.
– Przymknij jedno oko, gdy strzelasz – krzyknął.
– Ale które?! – zapytała.
– A w której ręce masz broń?
– W prawej.
– No to lewe!
Lora posłuchała rady Briana i wycelowała w stronę opon. Jakież było jej zdziwienie, gdy w samochodzie, który jechał za nimi, wystrzeliła opona. Rozpędzony wóz zaczął dachować, co wywołało radość u dziewczyny. Nie potrwała ona jednak długo, gdyż na horyzoncie pojawiły się kolejne dwa SUVy. Po chwili dogonili oni radiowóz Briana i Lory, teraz jechali tak, że Ford znajdował się pomiędzy dwoma samochodami. Brian skręcił gwałtownie chcąc staranować jednego z nich, jednak nie udało mu się. Kierowcy jadący w SUVach rozpoczęli zabawę. Zaczęli obijać Forda na zmianę raz z jednej, raz z drugiej strony. Brianowi było bardzo ciężko zapanować nad samochodem, który robił za piłeczkę od ping ponga. 
– Przyspiesz trochę! – krzyknęła Lora. 
Brian dodał gazu tak, że Lora znajdowała się na jednej linii z kierowcą SUVa jadącego po prawej stronie. Wycelowała i strzeliła kierowcy prosto w ramię. Mężczyzna stracił panowanie nad kierownicą i w ten sposób pozostał już tylko jeden samochód. Kierowca chciał staranować Forda, jednak Brian zahamował przez co SUV, zamiast uderzyć w radiowóz przewrócił się na lewy bok. O’conner wyminął leżący samochód i dodał gazu, by jak najszybciej stamtąd uciec. Odważyli się zatrzymać dopiero wiele kilometrów dalej...

Jessica wpadła zmęczona do domu. Od kilku dni razem z Domem, Tejem, Romanem i Mią pomagali jej ciotce w naprawianiu szkód po ostatnim pożarze. Jedynie Letty ze względu na swój stan unikała ciężkiej pracy, ale za to świetnie sprawdzała się w dyrygowaniu i rozdzielaniu pracy. Dzięki zgranej pracy bar z dnia na dzień wyglądał coraz lepiej. Jeszcze trochę i po pożarze nie będzie już żadnego śladu. Oczywiście Jess i reszta chcieli pomagać do końca, jednak pani Maria stwierdziła, że dalej poradzi sobie sama. 
W salonie odpoczywali Dominic i reszta. Jess padła na kanapę między Romanem i Tejem. Lubiła tych dwóch przygłupów, a teraz, gdy mieszkali pod jednym dachem, jeszcze bardziej się z nimi zżyła. Roman budził ją codziennie rano, a gdy schodziła do kuchni, czekało na nią śniadanie przygotowane przez Teja. Parker, oprócz bycia genialnym informatykiem, był też niesamowitym kucharzem. Tych dwóch dokładnie wiedziało jak przekabacić kobietę. 
– Jutro rano lecę do Miami – oznajmiła, po chwili odpoczynku. Wszystkie oczy skierowane były na nią. – Teraz, gdy praca w barze dobiegła końca, nie będę siedziała tutaj bezczynnie. Może uda mi się tam coś zdziałać, żeby pomóc Lorze – wyjaśniła. 
Przyjaciele popatrzyli po sobie i już wiedzieli jaka będzie decyzja.
– Lecimy z tobą – stwierdził Dominic, a reszta zgodnie pokiwała głowami. 


Brian i Lora zatrzymali się w Hotelu Don Luis w Rosarito. Parę godzin wcześniej przekroczyli granicę z Meksykiem. Chcieli pozostać w Tijuanie, jednak stwierdzili, że lepiej będzie oddalić się nieco od granicy. Lora wiedziała, że ludzie jej ojca dalej będą ich ścigać, jednak czuła się tutaj bezpieczniejsza, bo wiedziała, że przynajmniej nie zostanie tutaj aresztowana. I tak nie miała pojęcia jakim cudem udało jej się przejechać z Brianem całe Stany bez żadnych problemów. 
– Dzisiaj wieczorem będzie impreza! – Lora wpadła do pokoju hotelowego niczym burza. – Pójdziemy? Chcę chociaż przez chwile zapomnieć o tym, że jestem zbiegiem i trochę się rozerwać. – Zrobiła słodką, proszącą minę, że Brian nie mógł jej odmówić. Lora ucałowała go i zajęła łazienkę. Marzyła o porządnym prysznicu od kilku dni, gdyż motele, w których ostatnio się zatrzymywali, nie mogły poszczycić się wysokim standardem. Gdy już się umyła zorientowała się, że nie wzięła z torby ubrań za zmianę. Owinęła się szczelnie ręcznikiem i wyjrzała przez uchylone drzwi. Brian stał na balkonie i rozmawiał przez telefon. Postanowiła czmychnąć szybko do torby, tak by nie zostać zauważoną przez blondyna.

Brian rozmawiał z Jakiem. Chciał poprosić go o trochę gotówki i zorganizowanie jakiegoś środka transportu. Nie wiedział jeszcze gdzie pojadą, ale chciał być przygotowany. Usłyszał szmery dochodzące z pokoju. Wiedział, że to tylko Lora, jednak instynkt gliny kazał mu się upewnić. Zamurowało go gdy zobaczył brunetkę w samym ręczniku, która jedną ręką przytrzymywała ręcznik, a drugą nieporadnie szukała czegoś w torbie. W tym momencie miał ochotę podejść do brunetki i zrzucić z niej ten ręcznik, głos w słuchawce jednak wyrwał go z zamyślenia:
– Halo? Jesteś tam? 
– Tak, tak jestem. Co mówiłeś? – Brian odwrócił się, by widok Lory go dłużej nie rozpraszał.
– Mówiłem, że zaraz zrobię przelew na twoje nazwisko, a jeśli chodzi o transport to odezwij się wieczorem – powtórzył Jake. 
Brian po chwili zakończył rozmowę z bratem i wszedł do pokoju. Barcelona wychodziła akurat z łazienki, tym razem była już ubrana. O’conner chwycił swoje rzeczy i zamknął się w łazience. Natychmiast znalazł się pod strumieniem lodowatej wody, żeby trochę ochłonąć. No cóż… Lora była piękną dziewczyną, a on facetem, więc jego reakcja była jak najbardziej naturalna. Jednak zachowa się jak gentleman i nie zaciągnie jej do łóżka. Nie ma takiej opcji…


Antonio Braga był w swoim domu, w Los Angeles. Przyleciał, gdy tylko dowiedział się że była tutaj Lora z jakimś facetem. Nie mógł uwierzyć, że pracują dla niego taki półgłówki, którzy dali im uciec. Mieli nad nimi przewagę, byli uzbrojeni, a nie potrafili zatrzymać dwudziestolatki i durnia, który z nią przyjechał. Był wściekły na swoich pracowników.
– Co się tutaj stało? – zapytał ostrym tonem. – Jakim cudem Lora wam uciekła?
– Przywiózł ją jakiś facet. Twierdził, że jest agentem FBI i ma czekać z Barceloną na pana przyjazd w gabinecie. – wyjaśnił szef ochroniarzy.
– Wpuściliście tutaj FBI? – W ojcu Lory gotowało się ze złości. 
– Mówił, że pracuje dla pana – odpowiedział mężczyzna. – Był wiarygodny.
Braga pokręcił głową.
– Goniliśmy ich autostradą, ale facet okazał się być świetnym kierowcą – dodał jeden z jego ludzi. – Nie mieliśmy szans.
– A tobie co się stało? – Braga skierował pytanie do ochroniarza, który miał założony na ramieniu opatrunek.
– Pana córka mnie postrzeliła – odpowiedział.
– Lora?! – Zdawało się, że ta wiadomość go rozśmieszyła. – Przecież ona nawet nie wie jak trzymać pistolet – dodał kpiącym tonem. Jednak po chwili dopadły go wątpliwości. Może wcale nie zna swojej córki tak dobrze jak mu się zdawało, może przez ten czas, gdy przestała być pod jego kontrolą, zmieniła się i już nie jest tą starą, bojącą się Lorą…
– W którą stronę pojechali? – zapytał Braga.
– Na południe – odpowiedział ochroniarz.
Braga pokiwał głową i wyszedł z pomieszczenia. Chyba domyślał się, gdzie mogła jechać jego córka...

Brian i Lora siedzieli przy stoliku. Właśnie skończyli tańczyć do jednej z latynoskich piosenek i postanowili trochę odpocząć. Kelnerka przyniosła im zamówione drinki, które zaczęli powoli sączyć. Wyglądali zupełnie jakby byli na randce. Ona ubrana w kwiecistą, zwiewną sukienkę, a on w eleganckiej koszuli i dżinsach. Chociaż przez chwilę mogli zapomnieć o kłopotach, w jakich oboje się znajdują i trochę się zrelaksować. Sporo dzisiaj nabroili. Kradzież samochodu, włamanie, bijatyka, strzelanina na autostradzie. Brian podziwiał Lorę, jak niewiarygodnie dobrze poradziła sobie z nadmiarem wrażeń.
– To jaki kierunek obieramy?  zapytał Brian.
– Pojedziemy tam, skąd przyjeżdżają felerne transporty – postanowiła brunetka. - Do Rio.


***


W końcu napisałam nowy rozdział. Chciałam zrobić to o wiele szybciej, ale miałam zabiegany okres (jeździłam w tę i z powrotem). No a jeszcze tydzień temu miałam Juwenalia no i trochę poimprezowałam, więc nie miałam siły pisać... ;) 
Wiem, że rozdział szału nie robi, wiem że było stać mnie na więcej, ale miałam trochę "słabą wenę". Po prostu zbliża się sesja i nie będę miała czasu pisać, a nie chciałam zostawiać Was przez tyle czasu bez rozdziału. Obiecuję za to, że kolejny rozdział będzie wydmuchany i wychuchany, ale to jak zaliczę kolokwia i egzaminy. :)

Rozdział pisałam przy: SŁUCHAJSŁUCHAJ 2



Juwenalia takie są
A to tak a propos juwenaliów. ;)

Pozdrawiam! ;*

2 komentarze:

  1. Pierwsze co - piękny szablon!
    A teraz do rzeczy: rozdział świetny!
    I Lora w końcu pokazała, że jest silną dziewczyną a nie bojącą się duszyczką. Bardzo mi się taka Lora podoba <3
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog odkryłam go niedawno i jestem zadowolona :) mogłabyś tylko trochę więcej pisać co się dzieje z Domem i Letty <3

    OdpowiedzUsuń